Bo mnie, proszę państwa, to nawet złość wku… !

złość

Tak, wiem czym jest złość. Popełniam nawet nadużycia, korzystając z jej niewyczerpanych zasobów. I czasami zapominam, że złość – jak ość, też potrafi utknąć w gardle.

Złość wyciszona od zarania

Kiedy byłam mała, mama powtarzała mi do znudzenia: „Bądź cicho. Nie odzywaj się nie pytana. Bądź grzeczna. Nie podnoś głosu”. Dzisiaj już wiem, że w ten sposób zrobiła mi krzywdę. Rodzice nie powinni wszczepiać dzieciom wstydu przed odczuwaniem emocji. Wszak wiadomo, że emocje tłumione, których okazywać nie powinniśmy, bo tak nie wypada (ekhmm… serio?), w końcu eskalują. A wtedy wyleją się z nas spienioną i do tego toksyczną falą, pochłaniającą niczym powódź wszystkie żywe organizmy napotkane po drodze.

Złość nie do opanowania

Wiecie czym jest złość i dlaczego tak trudno nam jest radzić sobie z nią? Otóż, moi drodzy, złość jest reakcją na bodziec. Każdy z nas ma swoje prywatne granice, niewidoczne dla innych strefy, których lepiej nie przekraczać. Bo jest miejsce, w którym kończą się uprzejmość, miłe słowa, tolerancja dla włażenia nam na głowę, pobłażliwość dla chamstwa. O tak, tam właśnie mieszka złość. Emocja będąca naszą reakcją obronną. Toksyną wyrzucaną (zazwyczaj werbalnie) przez organizm, niczym zatrute żarcie lecące z siłą wodospadu od żołądka w kierunku ust. Wkurzamy się, żeby przypomnieć innym gdzie leżą nasze granice, albo żeby dać wyraźny komunikat o trzymaniu się od nas na odległość kija z azbestu. Albo po to, żeby sobie ulżyć.

Irytacja, frustracja, złość, furia, agresja

Czy nasze mamy miały rację, hamując w nas powyższe zapędy? Czyż same nie bywały nigdy zirytowane, albo wręcz wkurzone i jawnie to okazywały? Cholera, co za hipokryzja! Ja wiem, każda matka śni o dziecku idealnym, grzecznym, cichym i nad wyraz uprzejmym. Tylko zejdźmy na ziemię; życie „to nie je bajka”. A każde uczucie, emocja, czy afekt są nam potrzebne. KAŻDE, podkreślam. W naszych naprawdę pojemnych organizmach jest miejsce na wszystko. Na radość, miłość, strach, nostalgię, złość. Bo to nas buduje, uodparnia, rozwija. Nie ma czegoś takiego jak zła emocja.

Co zatem jest?

Niezbywalne prawo do samoobrony. Przecież złość to nic innego jak manifestacja granic, prawda? Ale co zatem zrobić, żeby nie przejawiać jej nadmiernie, bez sensu, albo co gorsza w agresywny sposób? Dlaczego tak trudno jest nam albo ją okazać, albo okiełznać? Dlaczego w większości przypadków trzymamy złość w kagańcu i nie pozwalamy jej się rozszczekać? Już Wam mówię, dlaczego. Jak wspomniałam wcześniej, to tatuaże zachowań, wyrysowane na naszej psychice w dzieciństwie, winne są tego, że tak naprawdę nie wiemy co z tą złością robić. Ani jak ją przeżywać. „Bądź cicho. Nie krzycz.” Serio, rodzice i dziadkowie? To jak mieliśmy się nauczyć artykułowania emocji? Jak mieliśmy znaleźć w sobie wentyl, przez który miałoby uchodzić to wkurzone powietrze?

złość

„Masz prawo być zła/zły”

To właśnie powinniśmy usłyszeć w dzieciństwie. Rodzice powinni dać nam prawo do tego, żeby się wykrzyczeć, wywalić z siebie frustrację, rzucić misiem o podłogę. Powinni pozwolić nam na manifestację złości, a potem czym prędzej nauczyć jak ją kanalizować i jak złościć się… mądrze. Bo złość to nie tylko wrzask, krzyki dosmaczone ch**ami i k**wami. To także duszenie złości, wściekłości w sobie. A wiadomo, że to bardzo nas truje. Każda nieprzerobiona emocja, uczucie czy afekt wraca ze zdwojoną siłą i wali nie tylko w tego, do kogo jest skierowana, ale i w nas – rykoszetem.

Mądra złość

Trzeba na nią znaleźć złoty środek. Nie myślcie sobie, że takie ze mnie guru, bo ja też wciąż go szukam. Zdarza mi się wybuchnąć i rzucić mięsem, ale teraz już nie przeżywam godzinami faktu, że ktoś mógł mi powiedzieć, że jestem źle wychowana. Nie manifestuję już złości wrzaskiem, ale i nie kiszę jej w sobie. O nie, już nie. Co więcej, żyję w przekonaniu, że jeśli ktoś zdeptał moją prywatną przestrzeń, albo sprawił, że zaczęłam się bać, albo zrobił coś, przez co odczułam niemoc, mogę okazać moje niezadowolenie. Nie muszę być miła, akceptowana i uwielbiana przez wszystkich. Zawsze okazuję szacunek, lojalność i przywiązanie tym, którzy mnie szanują. Jednakże jeśli ktoś próbuje zaburzyć mój kruchy porządek, wkurzę się. Bo mam do tego prawo.

Nie kocham jej, ale lubię

Złość jest dla mnie jak jednostka wojsk terytorialnych. Reakcją na akcję. Złość mnie broni przed natarczywością. Jak łopatą wygarnia ze mnie radioaktywne myśli i wyrzuca je w cholerę. Nie pozwala mi na to, żebym zatruwała się sama. Okej, wiem, czasami ktoś oberwie niesłusznie. Ale w większości przypadków moja złość, przemyślana, przytemperowana, trafia do adresata pod postacią sarkazmu. Jeśli adwersarz nie rozumie, że moja złość jest reakcją na jego słowa i czyny, wtedy tłumaczę dosadniej. Bo mam do tego prawo. Nie boję się już, że złość popsuje mi z kimś relacje, zachwieje znajomością, zniszczy przyjaźń. Przecież te małe eksplozje zawsze można ułagodzić dobrą rozmową, przytulaniem, a przede wszystkim niezawodnym „Przepraszam”.

Złość to nie potwór. Może być naszym sprzymierzeńcem w walce o swoje ja.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares