Ciepło i chłodno o miłości.

miłości

Miłości, ty niewdzięczna lafiryndo! Niepotrzebnie wszystko komplikujesz, nęcisz, mącisz w głowach, robisz burdel w sercach. Ale dobrze, że jesteś. Dobrze?

O miłości piszę. Bo ją widzę.

O miłości tej dobrej, romantycznej, codziennej. Piszę o niej, bo nic, tak jak miłość, nie napędza ludzi chęcią do życia. Może dlatego ja jestem raz najeżona i warczę, a raz rozchlapana emocjonalnie jak farba wylana na podłogę. Piszę o miłości bo jednak (o dziwo) bardzo w nią wierzę. Przecież, do cholery, widzę ją wszędzie dookoła. W uścisku dłoni, którą starszy pan podał żonie, żeby się nie przewróciła, w skradzionym przez chłopaka całusie, którym znienacka obdarował swoją dziewczynę. Obserwuję faceta wydzierającego się z daleka do żony: „Parasol weź, żebyś nie zmokła!”. I robi mi się cieplej w sercu, bo choć sama jej nie doświadczam, wiem, że jest.

Egoizm w miłości.

Długo zastanawiałam się, rzecz jasna analizując własne życie uczuciowe, jak to jest z tym egoizmem w miłości. I doszłam do wniosku, że rozsądnie dawkowany jest wręcz niezbędny. Wszak chodzi o to, żeby pielęgnować swoją przestrzeń prywatną, ale nie dopuszczać, żeby rozrosła się do rozmiarów Bajkału. W miłości tak naprawdę nie ma miejsca na egoizm. Niech nasze „ja” nie rozpycha się łokciami kosztem „nas”. Bo to prowadzi na skraj przepaści, za którą jest już tylko kraina pod mało zachęcającą nazwą Koniec Miłości.

Miłosna pułapka.

Otóż tak, moi drodzy. To są dwa bieguny. O jednym pisałam powyżej. „Kocham, ale nie pozwolę wejść sobie na głowę”. Wrrróć. Od kiedy to w miłości występuje zwrot: „kocham, ale…”? Wolne żarty. Albo kochasz drugiego człowieka ze wszystkimi jego niedoskonałościami i tolerujesz wady, albo nie i wtedy szukaj niedoścignionego ideału. Powodzenia. Drugi biegun to bliski synonim „zrobię dla ciebie wszystko”. Serio? Czyli co? Obetniesz sobie nogę, jeśli partner(ka) zażąda takiego dowodu miłości? Zarżniesz się kredytem, żeby kupić dom, bo on(a) przecież nie ma warunków do samorozwoju na pięćdziesięciu metrach kwadratowych? Odpowiedz sobie zatem na pytanie: czy to jeszcze miłość, czy układ lennik – wasal.

miłości

Równowaga, nie przewaga.

Kochani, jeśli walczycie o swoją pozycję w związku, to czas się zastanowić nad jego status quo. Miłość to nie szarpanina, nie przepychanka o władzę. To… yyy… wolność, równość i braterstwo? Żarty na bok. Ktoś rzekł, że miłość to dawanie. Mądre dawanie. Owszem, skoro dajemy, mamy pełne prawo oczekiwać, że partner(ka) pozwoli nam także brać. Równowaga w dawaniu i braniu jest możliwa do osiągnięcia, ale nie przychodzi łatwo. Zazwyczaj trzeba ją okupić godzinami rozmów, ustalania priorytetów, wyciągania wniosków i przede wszystkim słuchania siebie nawzajem. Niektórym może się to skojarzyć z biznesowymi negocjacjami, ale zastanówcie się: bez dobrej komunikacji, wsłuchiwania się w potrzeby, zawsze któreś z Was będzie dążyć do dominacji.

Miało być ciepło, nie?

Dobra, będzie! Etap psioczenia na miłość mam już za sobą. Kiedyś z rozgoryczeniem powtarzałam, że miłość nie istnieje. No ja przepraszam… Istnieje. Czuję ją całą sobą, kiedy patrzę na moich synów. Pojawia się w każdym zakończeniu nerwowym, nadaje rytm sercu. To czysta, nieskomplikowana miłość, taka bezdyskusyjna. Choć w moim życiu brakuje miłości romantycznej, to rozpływam się ze szczęścia na myśl, że jednak KTOŚ mnie kocha. Dzieci, tata, przyjaciele na swój sposób. Utulam się w uczuciu, przykrywa mnie jak ciepły kocyk w chłodny dzień. Ta miłość jest chyba nawet lepsza od tej intymnej, między partnerami, bo niewymagająca. Czy wierzę w miłość? Oczywiście. Bo jest wszędzie. W każdym serdecznym słowie, małym przytulasku, którym obdarzają mnie dzieci, w tym jak mój kot zwija się w precel na moich kolanach. Jest w niespodziewanym SMS-ie od przyjaciółki, w zaproszeniu na sernik z owocami.

Przyjaźń, lojalność, szacunek.

To najważniejsze składowe miłości. Kiedy zabraknie choć jednej z nich, miłość zaczyna drżeć w posadach. Kto powiedział, że to tylko motyle w brzuchu i różowe okulary? Ktoś, kto nie ma o kochaniu fioletowego pojęcia. Bo wiecie co? Miłość to codzienna ciężka harówa. Tak, miłość jest czasami upiorną zołzą, bo my, w złości, tak chcemy ją postrzegać. Żeby było nam lżej; nam, tym (oby chwilowo) pozbawionym miłości romantycznej, intymnej. Wolimy się wkurzać, grobowym tonem powtarzać „Nie ma miłości”, „Nigdy więcej się nie zakocham”, niż dać się dobić smutkowi wyklutemu z samotności. Odpychamy od siebie wiarę w jej istnienie. Tylko, że nadzieja na miłość nie jest oznaką naiwności.

Wierzcie. Wyjdźcie z pancerza cynizmu. Nabierzcie odwagi i ufności, że miłość gdzieś tam jest i wciąż na Was czeka. A Wy, którzy kochacie, nie ustawajcie w staraniach. Podsycajcie wciąż ogień uczucia, niech płonie jak olimpijski znicz!

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares