Czego uczy nas „Kluseczka” ?

Leniwy weekend z chłopakiem nie mógł się u mnie obejść bez filmu. Po włączeniu Netflixa w polecanych wyświetliła nam się „Kluseczka” („Dumplin”). Stwierdziłam, że pewnie to nieskomplikowana historia, wręcz idealna do odstresowania. Bardzo się nie pomyliłam. Jednak nie rozumiem wielu negatywnych recenzji i komentarzy, które znalazłam na temat tej produkcji w internecie.

Znane nazwisko

Sukces filmu miała zapewnić Jennifer Aniston, która nie tylko gra jedną z ważniejszych ról (Rosie Dickson), ale jest równocześnie współproducentką przedsięwzięcia. Tytułowa Kluseczka zaś to nickname, którym Rosie nazywa swoją córkę Willowdean (grana przez Danielle Macdonald). Jak można się domyślić ksywka nawiązuje do tuszy dziewczyny. W filmie ukazane są trudne relacje między matką, dawną miss nastolatek, a córką, która ma zupełnie inne priorytety w życiu, niż jej wiecznie skupiona na konkursie rodzicielka.

Same problemy…

Jednak uwaga w tej historii jest zwrócona głównie na Willowdean i jej mierzenie się z własnymi słabościami oraz kompleksami. Kluseczce przestaje pomagać nawet słuchanie ulubionej wokalistki – Dolly Parton. Nastolatka postanawia wziąć udział w konkursie, żeby zrobić na złość matce i zaprotestować przeciwko standardowym kanonom piękna. Zupełnie przypadkiem udaje jej się pociągnąć za sobą inne koleżanki ze szkoły, które także za pomocą swojego uczestnictwa pragną coś udowodnić zarówno sobie jak i światu. Willowdean jest urodzoną buntowniczką. Widać, że wcale nie chce się zmieniać, tylko być akceptowaną.

… także wśród odbiorców

Ten jakże ciepły i prosty w odbiorze film wzbudza jednak niemałą wrzawę w internecie. Rozpoczęły się dyskusje, czy cały przekaz nie jest przypadkiem promowaniem otyłości. Bo jakim prawem dziewczyna, z gołym okiem widoczną nadwagą, ma czelność wyśmiewać się ze zdrowej diety i pchać przed szereg ciężko pracujących na swój sukces szczupłych dziewcząt? Moim zdaniem zupełnie nie wyłapano tutaj głównego przesłania, które brzmi: każdy ma prawo decydować o sobie. Można być szczupłą i zdrową kobietą. Można i nie. Ale te wszystkie rzeczy nie skreślają człowieka. Bo jest on zawsze nieidealny, nawet kiedy czasem bardzo się stara. Zupełnie jak Willowdean i jej mama. Świetnie pokazuje to scena, w której była miss nie może dopiąć się w swojej starej sukni wieczorowej.

Żeby nie było tak cukierkowo

Podsumowując, film reżyserowany przez Anne Fletcher uważam za dobry. Oczywiście, nie jest to produkcja Oscarowa. Minusy „Kluseczki” to zbyt wiele scen, które pokazują osobiste kryzysy Willowdean, czyli aspekt, którego jesteśmy już doskonale świadomi. Ta powtarzalność może nudzić. Jednak oddaję honor autorce za bardzo pozytywny akord filmu. Bo współzawodniczące w konkursie dziewczyny nie skaczą sobie do gardeł i nie podcinają wzajemnie skrzydeł. Tak właściwie wspierają się wzajemnie mimo różnic. Każda pokazuje to, co ma w sobie najpiękniejszego. I w taki świat chcę wierzyć!

Autor: Paulina Rybicka

5.00 avg. rating (98% score) - 3 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares