Czy girl power jest “gatunkiem” zagrożonym?

Girl power to po polsku po prostu siła kobiet. Najczęściej nie oznacza jednak siły w kontekście fizyczności lub nawet psychiki. Odnosi się raczej do siły kobiet jako ogółu, który sobie pomaga i wspiera się nawzajem. Ale czy nie jest zagrożony?

Bywa trudno o girl power. Szczególnie w czasach idealnych ciał z idealnymi twarzami, nieustannego oceniania się nawzajem i ciągłej krytyki.

Kobiety są zbyt zajęte dążeniem do ideału, który istnieje tylko w mediach i unikaniem ocen oraz nieprzyjemnych komentarzy. Nie zawsze mają czas na wspieranie innych. Czasem też po prostu nie chcą. Być może myślą, że jeśli pomogą innej kobiecie, ona stanie się lepsza od nich. Niektóre mają też niezbyt miłe doświadczenia, bo próbowały już komuś pomóc, a w zamian otrzymały cios. Inne tylko oczekują, że będą wspierane, ale same nie potrafią wspierać.

Dziewczyny mogą być dla siebie najlepszymi przyjaciółkami, ale też najgorszymi wrogami. Czasem zmienia się to nawet na przestrzeni tygodnia.

Już w gimnazjum byłam świadkiem jak grupy dziewcząt, które najpierw opowiadały sobie nawzajem najgłębsze sekrety i przeżywały ze szczegółami pierwsze miłości koleżanek, nagle rozpadały się jak domek z kart. Ekipy, które zdawały się być nierozłączne składały się tak naprawdę w większości z obgadujących się nawzajem nastolatek. Od wspólnych zdjęć w social mediach i ukrywanych przed rodzicami wypadów na dyskoteki, płynnie przechodziły do wykluczenia jednej z członkiń. A później do uprzykrzenia jej życia.

Potrafiły się godzić równie szybko jak kłócić. Czasem tylko po to, by zawiązać nowe sojusze i za jakiś miesiąc lub dwa, wykluczyć kogoś innego. A czasem nie godziły się wcale.

Oczywiście, możnaby to zrzucić na młody wiek. Albo na stres związany z wyborem szkoły średniej. Ewentualnie na nowe uczucia i emocje, której pojawiają się w tym wieku, a których jeszcze się do końca nie rozumie. Pierwsze miłości i cały proces dorastania oraz odkrywania siebie także nie są proste. Młody człowiek dopiero odrywa siebie i uczy się, czego właściwie oczekuje, czego szuka. Nic, więc dziwnego, że zmienia się przyjaciół. A te okropne zachowania da się zrzucić na karb wszystkich podanych wyżej okoliczności. Na tym etapie może nie przestrzega się zasad girl power, ale potem jest już lepiej. Prawda?

Otóż nie do końca. Mam wrażenie, że z wiekiem niekoniecznie sytuacja się poprawia. Momentami wręcz zaostrza, bo kiedy jest się starszym, można więcej.

W liceum pojawiają się pierwsze poważne miłości. Pierwsze poważne imprezy. Pierwsze poważne przyjaźnie. Z czasem robi się jeszcze, no właśnie, poważniej. Stajemy się dorosłe, ale nasze zachowania niekoniecznie się zmieniają wraz z chwilą zdania matury. Nie bez powodu tak często używam słowa „poważne”. Myślę, że jest kluczowe. Dlaczego? Bo o gimnazjalne zauroczenie w jakimś chłopcu nie warto walczyć. Po kilku latach można napić się drinka z koleżanką, która wtedy go odbiła. A ile przy tym śmiechu, że słabo całował i nie wart był uwagi! W liceum jednak sprawa robi się ważniejsza. Chłopak, z którym całowano się po pierwszy, nie jest tak wysoką stawką jak chłopak, z którym po raz pierwszy robiło się dużo dojrzalsze rzeczy. Znam kilka historii o niewiernych licealnych kochankach i nowych dziewczynach, które nie tak dawno były przyjaciółkami ich byłych dziewczyn. Na imprezach widywałam też okazy, które wiedziały, że dany chłopak jest zajęty, ale uznawały, że skoro w danym miejscu przebywa sam, to tak jakby był singlem. Zazwyczaj kończyło się to pocałunkami na oczach wszystkich. No dobrze, wszystkich poza nieobecną, niczego nieświadomą dziewczyną delikwenta.

Zdarzyło mi się też spotkać kilka dziewczyn, które uważały, że jeśli facet nie jest zainteresowany ich przyjaciółką, to mogą na tym skorzystać. Nawet jeśli owa przyjaciółka wypłakiwała im się w ramię, jak bardzo go kocha.

I tu pora przejść właśnie do przyjaźni. Girl power opiera się nie tylko na wspieraniu się, ale także, a może przede wszystkim, na przyjaźni z innymi kobietami. Nie ze wszystkimi, wiadomo. Ale z tymi, które pasują do nas najlepiej. Jednak, skoro w liceum ta kwestia też przybiera poważniejszy obrót, zdrada przyjaciółki boli bardziej. Taka relacja nie polega już tylko na malowaniu sobie paznokci na piżama party i opowiadaniu o takim jednym, co skradł całusa. Przyjaciółki opowiadają sobie szczegóły rozpinania koszuli przez nowego chłopaka. Wymyślają wymówki przed wychowawcą dlaczego jedna z nich poszła na wagary. Przyjaciółki są kimś więcej. Chłopcy odchodzą do innych, zmieniają się, bywają niewierni. Od chłopców zresztą też się samodzielnie odchodzi, wymienia się ich, wraca się, by znowu odejść. Choć ich zdrada szczególnie boli, nie są stali.

Ale przyjaźń powinna taka być. Nawet jeśli licealny ukochany odejdzie do innej, da się to przeboleć. Najwyżej ponarzeka się na ich z przyjaciółkami i pośmieje z ich wspólnych zdjęć. Gorzej, jeśli odejdzie do przyjaciółki…

Lub jeśli to przyjaciółka uzna, że skoro nie jest nami zainteresowany, to ona zajmie nasze miejsce. Bolesne, prawda? Ale zdrady w przyjaźni mają wiele form. Moja była przyjaciółka wiedziała z kim spotyka się chłopak, który uznał, że nam się nie uda. Ale nie powiedziała im, bo jego nowa miłość ją o to poprosiła. Zapomniała też dodać, że z kimś w ogóle, więc ja naiwna, dowiedziałam się jako jedna z ostatnich. Jeszcze inna całowała się z chłopakiem, który mi się podobał, choć uparcie twierdziła, że nic takiego nie miało miejsca. Przyznała się po kilku miesiącach. Przyjaźniłam się też z dziewczyną, która obgadywała wszystkie swoje koleżanki i naszych wspólnych znajomych. Zaczęłam się zastanawiać, co mówi o mnie. Pocieszam się tym, że żadna z moich byłych przyjaciółek nie rozbiła żadnego mojego związku. Choć to raczej marne pocieszenie, bo jedna z nich niemal popsuła moją inną przyjaźń, trwającą latami.

Ale ten problem nie dotyczy tylko mnie. Nie tylko moje dawne przyjaciółki nie przestrzegały girl power. Co więcej, znam dużo bardziej dramatyczne przykłady.

Bo tak naprawdę łamanie girl power spotkało większość z nas, o ile nie każdą. Widywałam już dziewczyny, które potrafiły publicznie zwyzywać się od najgorszych, tylko po to, by za kilka dni znów być najlepszymi przyjaciółkami. Wiadomo, im poważniejsza relacja, tym większe kłótnie. Czasem jednak miałam wrażenie, że ich godzenie się było wyłącznie iluzoryczne. Jednocześnie myślę, że gorsze od takich wybuchów i wyzwisk, były relacje, w których wszystko działo się za plecami stron. Dlaczego? Mnie też zdarzyło się parę razy, stawiając kogoś do pionu, powiedzieć o kilka słów za dużo. Czasami też słyszałam rzeczy, które niekoniecznie były potrzebne w dyskusji. Ale o ile to rozumiem, trudniej mi pojąć sens zrywania znajomości, tylko po to, by niedługo ją odnowić i udawać, że nic się nie stało. Między kochankami podobno nazywa się to miłością i pasją. Nie wiem jak nazwać to w przyjaźni.

Wiem za to jak nazwać sytuacje, gdy w przypływach szczerości dziewczyny wylewają wiadra pomyj na swoje przyjaciółki. Oczywiście nie w ich obecności.

Zdarzało mi się, że różne osoby, i te przeze mnie lubiane, i te niekoniecznie, nagle otwierały się przede mną. Na trzeźwo lub po alkoholu zaczynały seans zwierzeń o tym jak bardzo złe i toksyczne są ich najlepsze przyjaciółki. Czasem też, będąc w szkolnej łazience, usłyszałam rzeczy, których pewnie nikt by nie mówił o żadnym ze swoich przyjaciół, gdyby wiedział, że ktoś słucha. Nigdy jednak nie powiedziałam o tym samym zainteresowanym. Po części dlatego, że na końcu takich zwierzeń padało zwykle „Tylko nic jej nie mów!”, ale trochę też dlatego, że nie chciałam psuć cudzych przyjaźni. Bo to też łamanie girl power.

Tak samo jak wymyślanie plotek, odbijanie chłopaków, rozpowiadanie cudzych sekretów. Celowe psucie cudzej pracy, umniejszanie osiągnięciom i wiele, wiele innych.

Jasne, powtarzanie prawdziwych szokujących informacji nie jest złe. Ale ile z nich faktycznie jest prawdziwych? Bycie z kimś, kto jakiś czas temu zakończył związek, jest normalne. Ale pomoc w zakończeniu tego związku, albo wiązanie się z obiektem uczuć przyjaciółki są złe. Wyjawienie cudzego sekretu w innym celu, niż uzyskanie pomocy dla tej osoby, jest poniżej pasa. Nawet jeśli robimy to w myśl zasady „oko za oko”. Dwóch kolejnych nawet nie muszę wyjaśniać. Są po prostu złe. Tak samo jak wykorzystywanie upokarzających zdjęć innych dziewczyn. Tu pojawia się problem imprez. W gimnazjum można wysłać rodzicom dawnej kumpeli jej fotki z dyskoteki, na którą miała nie iść. Najwyżej dostanie szlaban. W liceum jej zdjęcie jak pijana całuje się z chłopakiem, którego nawet nie lubi, może wyrządzić jej więcej szkód. Tak samo jak filmik z jej pijackiego tańca na stole albo fotka jak zasnęła po alkoholu. A jednak ktoś to robi i wykorzystuje przeciwko tym kobietom, które powinien chronić.

Ale skąd, to się właściwie bierze? Dlaczego same to sobie robimy? Czy to mija z wiekiem?

Kobieta powinna być najlepszą przyjaciółką innej kobiety. Pomagać jej niezależnie od sytuacji. Nigdy nie łamać zasad girl power. W żadnym wypadku nie robić podanych wyżej rzeczy. Musimy codziennie walczyć z nieprzychylnym światem. Potrzebujemy prawdziwych przyjaciółek, a nie kolejnych wrogów. Tylko dlaczego w takim razie robimy świństwa innym kobietom, niezależnie od tego, czy kochamy je jak siostry, czy ich szczerze nie znosimy? Przede wszystkim zazdrość. Media kreują niedościgniony ideał, do którego większość z nas podświadomie dąży. Kiedy widzimy, że komuś wychodzi coś lepiej, jesteśmy zazdrosne. Czasami też po prostu czujemy żal, że ktoś ma to, czego nam brakuje. Nieważne czy chodzi o wymarzoną sylwetkę, czy szczęśliwy związek. Niektóre z nas komentują to w nieprzyjemny sposób, żeby zmniejszyć w cudzych oczach wartość tych rzeczy i osoby, która je posiada. Jeszcze inne próbują psuć to wszelkie sposoby.

Inne przyczyny to najczęściej niskie poczucie własnej wartości i strach, że sukcesy innych, zdeprecjonują nasze.

Dziewczynkom wmawia się, że powinny być najlepsze, najmądrzejsze, najpiękniejsze i najgrzeczniejsze. Poprzeczka jest ustawiona coraz wyżej, niezależnie od tego, ile osiągną. Czują się nie dość dobre. Wszędzie widzą potencjalną konkurencję i zamiast zdrowej rywalizacji, pojawia się ta niezdrowa. Zamiast motywować się sukcesem innej dziewczyny, czują smutek i zazdrość. Wyładowują swoje emocje na innych, bo niekoniecznie potrafią sobie z nimi same poradzić. Próbują dogonić już nie tylko niedościgniony ideał wykreowany przez media, rodziców i nauczycieli. Chcą być takie jak ich wrogowie, znajome, przyjaciółki i koleżanki. Widzą tylko plusy, nie dostrzegając w ilu kwestiach same są lepsze. Biegną w wyścigu zazdrosnych i mściwych szczurów. Tylko dlaczego?

Robimy to dlatego, że nie rozumiemy, że do celu wcale nie trzeba iść po trupach. Dostrzegamy w innych kobietach zagrożenie zamiast wsparcia i inspiracji.

Zostałyśmy skrzywdzone, więc teraz same krzywdzimy, żeby się chronić. Oceniamy, żeby nie zostać ocenione. Plotkujemy, żeby odwrócić uwagę od plotek o nas. Rozpowiadamy sekrety tych kobiet, które rozpowiedziały nasze. Rozpaczliwie pragniemy miłości i nie zważamy na to, że w drodze po nią złamiemy cudze serca. Ukrywamy swoje słabości, pokazując cudze. Psujemy cudzą pracę, żeby nasza zdawała się lepsza.
Nie robiłam wielu z tych rzeczy, ale piszę o nich tak, jakby były udziałem nas wszystkich. Po pierwsze dlatego, że chyba każda z nas zrobiła, choć jedną z nich. Po drugie dlatego, że wszystkie popełniamy błędy. A po trzecie i najważniejsze dlatego, że nieważne ile z tych rzeczy zrobiłyśmy. Jesteśmy tak samo winne łamania zasad. Bo nie solidaryzujemy się z naszą wspólnotą.

Możemy się pocieszać, że z tego wyrośniemy. Ale szczerze mówiąc stawka rośnie z wiekiem.

Idealny kandydat na męża, mieszkanie w świetnej dzielnicy, duży dom z zadbanym ogrodem, wymarzona praca. Nie ma sensu mieć złudzeń, że za kilka lat nie spotkamy innej kobiety, która wbije nam nóż w plecy. Pewnie setki razy ktoś nas obgada, obrazi, spróbuje umniejszyć naszej wartości i popsuć osiągnięcia. Nie mamy na to wpływu. Możemy za to zrobić trzy rzeczy, które w pełni pozwolą nam cieszyć się korzyściami płynącymi z girl power. Czerpać inspiracje z innych kobiet, zamiast im zazdrościć. Otaczać się kobietami, które przestrzegają zasad girl power. I co najważniejsze: samodzielnie ich przestrzegać.

Pewnie, łatwo mi mówić, co? Ale sama coś o tym wiem. W moim życiu nie trafiałam tylko na kiepskie przyjaciółki! Zresztą, sama nie byłam idealna.

Moja najdłuższa i najlepsza przyjaźń niemal się rozpadła, bo nie słuchałam mojej przyjaciółki. Uważała, że nie powinnam wchodzić w pewną relację, co wcale mi nie przeszkadzało jej nie słuchać. Dodatkowo bardziej skupiałam się na nowej przyjaźni, o czym pisałam już wyżej, niż na tej, która trwała latami. Gdy ten chłopak zniknął z mojego życia, a nowa przyjaciółka mnie oszukała, to dziewczyna, którą zraniłam, przyszła mnie pocieszyć. Nie ukrywam też, że zdarzało mi się powtarzać plotki, nie wiedząc czy były prawdziwe. Popełniałam błędy, jak każda z nas. Pewnie nadal je popełniam. Choć inne, to nadal są błędami. Być może nigdy nie przestanę się potykać w drodze do osiągnięcia ideału girl power.

Ale poznałam trzy zasady, które podałam wyżej. I postanowiłam się do nich stosować. Sukcesy innych kobiet motywują mnie i inspirują. Nie budzą we mnie gniewu.

Zresztą, staram się otaczać kobietami, które są niezwykle inspirujące. Moja Mama skończyła pięć kierunków studiów. Jej najdłuższa przyjaźń trwa kilkanaście lat i jest niezwykle dowodem na prawdziwą, szczerzą relację. A Mama zawsze mnie wspiera. Nawet jeśli czasem coś, by poprawiła. Moja najlepsza przyjaciółka perfekcyjnie zna angielski i studiuje jeszcze japoński. Jednocześnie pięknie rysuje i czyta multum książek. Jest pierwszą czytelniczką niemal wszystkiego, co napiszę. Moim najbardziej konstruktywnym krytykiem. Moja przyjaciółka ze studiów robi przepiękne zdjęcia, maluje obrazy, zna trzy języki i ogarnia grafikę komputerową. Inna moja przyjaciółka z sali wykładowej pomaga komu tylko się da, kocha zwierzęta i jest niezwykle wrażliwą osobą. Choć codziennie dojeżdża na uczelnię pociągiem i czasem musi wstać naprawdę wcześnie, niemal zawsze jest perfekcyjnie przygotowana. Kolejna za to, choć tak jak ja studiuje prawo, zna się na medycynie. I to tak dobrze jakby była bohaterką „Doktora Housa”. Jest niesamowicie ambitna i potrafi w dwa dni przed egzaminem nauczyć się całego materiału na pięć. A przy tym zawsze ma czas na słuchanie cudzych zwierzeń przy jedzeniu.

Dobrze dobieram sobie też idolki. Wśród nich jest Audrey Hepburn. Uosobienie dobra i klasy. A gdy kobieta, której nie lubię, odnosi sukces, czuję motywację.

Nie do bycia lepszą od niej. Tylko do udowodnienia sobie, że też potrafię zrobić coś wspaniałego, nawet w innej dziedzinie. Jeśli nie możecie zainspirować się nikim ze swojego otoczenia (w co szczerze wątpię), poszukajcie godnych naśladowania idolek. Szanujących siebie i innych. Dbających o ludzi, zwierzęta i planetę. A na przyjaciółki wybierajcie osoby, które stosują się do girl power. Moja Mama i jej najlepsza przyjaciółka pomagają sobie zawsze w każdej sytuacji. Ja i moja najlepsza przyjaciółka jesteśmy jak siostry, choć studiujemy w innych miastach i poza wakacjami widujemy się ledwie parę razy do roku. Wszystkie moje przyjaciółki mnie wspierają i mogą liczyć na moje wsparcie. Nie boję się im zwierzać. Wiem też, że nie zostanę oceniona, niezależnie od tego, co zrobię. Każdy ich sukces mnie cieszy. Jestem z nich dumna. I cieszę się, że wybrałam tak wspaniałego kobiety na moje przyjaciółki. A jeszcze bardziej, że one wybrały mnie.

Czy girl power jest zagrożony? I tak, i nie. Za to na pewno jest nam potrzebny. A o tym czy przetrwa, decydujemy my. Jeśli chcemy, żeby tak było, musimy stosować się do powyższych zasad.

Korzyści jakie płyną z przestrzegania girl power są niesamowite. Wzrost samooceny, poczucie spokoju i bezpieczeństwa, zdrowsza psychika, inspiracje, wsparcie, motywacja, poczucie akceptacji i bycia częścią grupy. Girl power jest zagrożony za każdym razem, gdy łamiemy zasady. To my zagrażamy mu najbardziej. Nawet jeśli będziemy stosować się do dwóch pierwszych zasad, a złamiemy trzecią, możemy doprowadzić do upadku całej idei. Bo to od nas zależy czy dostrzeżemy inspirację, zamiast konkurentki. To my kontrolujemy swoje emocje. Nie możemy oczekiwać, że będziemy dostawać dobro, jeśli dajemy zło. Skoro chcemy mieć wspaniałe przyjaciółki i tworzyć z nimi girl power, to same powinnyśmy nie łamać jego zasad. Jeśli nasze zachowanie przyniesie innym dobro i liczne korzyści, czyjeś zachowanie przyniesie je nam. Girl power górą, dziewczyny!

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares