Czy nasze nadzieje na dobry romans pozostaną płonne?

Autorka:Tillie Cole
Tytuł: „Słodka nadzieja”
Gatunek: Romans
Wydawnictwo: Editio
Liczba stron: 349
Okładka: Miękka
Cena okładkowa: 39,90 zł
Ocena: 7/10

Sięgając po kolejny romans, zazwyczaj nie oczekuję zbyt wiele. „Słodka nadzieja” nie zapowiadała się wcale słodko. Bałam się, że i tym razem ominie mnie szansa trafienia na dobry romans. Myliłam się!

Romans, nie romans? Otóż sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.

Każdy dobry romans musi mieć przynajmniej kilka sensownych postaci, prawda? Parę głównych bohaterów wypadałoby przedstawić czytelnikowi w taki sposób, żeby nie chciał od razu rzucić książką o ścianę. Tillie Cole zdecydowała się jednak stworzyć całą plejadę postaci. Jest ich naprawdę mnóstwo. Nie ukrywam, że na początku trudno jest się połapać w przyjaciółkach głównej bohaterki i braciach oraz znajomych głównego bohatera. Pomijając wszystkich innych. Fakt, że postaci jest dużo, dodaje książce realizmu. W prawdziwym świecie przecież też otacza nas sporo ludzi, a niektórzy z nas mają naprawdę duże rodziny. Jednak ten realizm ma swoją cenę – łapałam się na tym, że zdarzało mi się pogubić kto kim jest.

A co z głównymi bohaterami? Czy są wykreowani w taki sposób, że człowiek wierzy, że mogliby istnieć naprawdę?

I tak, i nie. To bardziej skomplikowane. A to bardzo dobrze! Żaden dobry romans, ba, żadna dobra książka, nie może dać się przecież ocenić w kilku prostych zdaniach. Jeśli da się tak zrobić, to działa raczej na niekorzyść lektury. Główni bohaterowie „Słodkiej nadziei” nie są prostymi postaciami. Skomplikowany Axel ukrywa się pod przybraną tożsamością, by móc wystawiać swoje prace.

Axel, co to za facet!

Ma bogate życie wewnętrzne. Jego przemyślenia, rozterki, analizy sytuacji są napisane w sposób, który sprawia, że sam Axel staje się człowiekiem z krwi i kości. Jego psychika, strumień świadomości, czy złożony charakter, doskonale widoczne w podejmowanych przez niego decyzjach, czynią z niego naprawdę dobrze napisaną postać. Za każdym razem, gdy coś analizował, musiał przemyśleć jakąś sprawę, odczuwał intensywne emocje lub po prostu czegoś się bał – miałam wrażenie, że jestem w jego głowie. To świadczy o tym jak świetnie jest wykreowany.

Czy wątek romantyczny jest stworzony na tyle realnie, by móc stwierdzić, że oto przeczytaliśmy dobry romans?

Tutaj sprawa ponownie trochę się komplikuje. Dlaczego? Otóż Ally, choć naprawdę wzbudza sympatię, momentami zachowuje się w sposób, który ciężko zrozumieć. Zaczyna żywić uczucia do artysty, którego prace uwielbia. (Tu punkt dla autorki za ten pomysł i realizację wątku, to naprawdę się udało!). Jednak gdy odkrywa jego tożsamość, jej uczucia niemal się nie zmieniają. Zdaje sobie sprawę z krzywd, które wyrządził jej bliskim, a mimo to go pragnie. Wie, jakim był człowiekiem i co robił, ale to zdaje się jej nie przeszkadzać. Z czasem jej postać jednak ewoluuje, dojrzewa, staje się coraz bardziej realna dla czytelnika i można naprawdę mocniej ją polubić. Oprócz tego jej uczucia zaczynają mieć jakieś uzasadnienie. W dodatku takie, w które po czasie się wierzy. I to mocno. To kolejny dobry punkt „Słodkiej nadziei”. Tylko skoro w uczucia głównej bohaterki zaczynamy wierzyć po dłuższym czasie, to jak właściwie wygląda ich relacja na początku?

Romans, czyli siła uczuć Axela i Ally

Nie chcę nadmiernie spoilerować, ale uważam, że naprawdę powinnam napisać o tym, co za chwilę przeczytacie. Choćby dlatego, żeby rozjaśnić potencjalnemu czytelnikowi w głowie. A także wyjaśnić, czemu ten moment, gdy zaczynamy kibicować bohaterom w ich miłosnej historii, nie następuje od razu. Ano dlatego, że po pierwsze Axel w przeszłości przyczynił się do wielu krzywd bliskich Ally. Po drugie dlatego, że sceny romantycznych uniesień pojawiają się (przynajmniej moim zdaniem) trochę za szybko i zanim zaczniemy im kibicować, oni już oddają się uciechom cielesnym. Trzecia sprawa: Ally, która uświadamia sobie, kim jest i co zrobił jej partner, odbywa z nim naprawdę niezręczny do czytania dialog.

Dostajemy jednak też wzruszające momenty.

Chwila, gdy Axel czyta opis swojej rzeźby, napisany przez Ally i odrywa jak bardzo ona go rozumie – jest niezwykle urocza. Tak samo jak moment, w którym Ally gra na instrumencie, a Axel odkrywa, że ma szansę na nowe życie. To wynagradza nam te chwile, w których historia traci wiarygodność.

Mimo wszystko uważam, że „Słodka nadzieja”, to dobry romans. Gorsze fragmenty równoważą się z lepszymi, a czytelnik otrzymuje całkiem wiarygodną historię.

Nie tylko dlatego, że pojawia się ogrom postaci, które napisane są w taki sposób, że nie wydają się “papierowe, a swoją liczbą i charakterkiem dodają książce realizmu. Główni bohaterowie dają się lubić, mimo swoich wad i nie są czarno-biali. Z czasem zarówno oni, jak i ich związek, dojrzeją. Uwiarygadniają historię i sprawiają, że czytelnik nie tylko zaczyna im kibicować, ale też naprawdę wczuwa się w opowieść. Dzieje się tak też dlatego, że w tekście pojawiają się słowa, a nawet całe zdania po hiszpańsku, co ma dodatkowo podkreślić pochodzenie bohaterów. Czasem są niezrozumiałe, owszem, ale sprawiają, że dialogi i bohaterowie, którzy wypowiadają takie kwestie, stają się bardziej realni.

Zwrot ku przeszłości

Retrospekcje także sprawiają, że historia nabiera barw prawdziwej opowieści. Podoba mi się to niemal tak samo, jak fakt, że owe retrospekcje pozwalają lepiej zrozumieć bohaterów i ich sytuację. Oprócz tego doceniam, że chyba po raz pierwszy, odkąd zaczęłam czytać romanse, bad boy, który naprawdę był złym chłopakiem, trafia do więzienia i ponosi karę. Uważam, że to istotne, ponieważ to również sprawia, że fabuła staje się bardziej wiarygodna.

Miło ze strony autorki, że napisała dodatkowy rozdział, opowiadający o tym, co się dzieje w życiu bohaterów piętnaście lat później. To delikatny ukłon w stronę czytelników. No cóż, Słodka nadzieja”, to dobry romans. Nie mam nic więcej do dodania.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares