Equitandum – bo kochamy konie!

Za nazwą Equitandum kryje się pani Barbara Szwarc, prawdziwa miłośniczka koni i pasjonatka podróży. Postanowiła połączyć obydwie pasje, z odwagą tworząc wyjątkowy serwis dla innych miłośników tych pięknych zwierząt. Przeczytajcie, jak narodził się ten niezwykły pomysł.

W jakich okolicznościach pojawił się pomysł stworzenia polskiego serwisu dla konnych wyjazdów turystycznych?

Trochę spontanicznie. Z roku na rok coraz więcej osób w stajni, w której trenuję, pytało o miejsca, w które warto pojechać na konie na urlop, czy wysłać dzieci na obóz. Takie miejsca z fajnymi ludźmi, świetnymi końmi i niezapomnianymi terenami. Pytały osoby, które chciałyby więcej czasu spędzać z końmi, acz zbyt zapracowane, aby takich wyjazdów szukać na własną rękę. Z doświadczenia zebranego w trakcie moich wyjazdów za granicę, uświadomiłam sobie, że zarezerwowanie takiego wyjazdu zajmuje mi chwilę. Tyle, co wypełnienie formularza rezerwacyjnego, czy wysłanie maila, a następnie zarezerwowanie lotu i zrobienie przelewu. Potrzebuję dosłownie kwadransa, żeby wiedzieć gdzie, kiedy i za ile. Niestety z wyjazdami weekendowymi nie było już tak łatwo. Dlatego postanowiłam coś z tym zrobić. Chciałam, żeby każdy, kto chce wypoczywać wśród koni, mógł łatwo zarezerwować taki pobyt w Polsce i regionie, a potem cieszyć odpoczynkiem z dala od miejskiego zgiełku.

Czy konna turystyka ma, według Pani, coraz większe grono wielbicieli?

Turystyka konna jest z nami od wieków (haha). Z definicji turystyka jeździecka – rajd, krótki spacer, lub całodzienna wycieczka – to podróż konno odbywana w celu odwiedzenia i poznania zasobów przyrodniczych i kulturowych. Zatem odkąd ludzie zaczęli przemieszczać się konno, towarzyszy nam turystyka jeździecka. Natomiast wracając do czasów współczesnych, jeździectwo staje się ponownie popularnym sportem. Jednak niewiele stadnin wokół ośrodków miejskich dysponuje na tyle dużymi i łatwo dostępnymi terenami, żeby móc oferować na co dzień wycieczki na końskim grzbiecie. Dlatego ludzie, którzy chcą poczuć tą adrenalinę i wolność, jaką daje obcowanie z koniem wśród niezmąconych przez człowieka przestrzeni, szukają miejsc do których mogą się udać. I tam choć przez kilka godzin lub dni w siodle, móc tego doświadczać i naładować baterie. Odpowiadając na pytanie – turystyka konna ma już duże i ciągle powiększające się grono wielbicieli.

Co taki rodzaj turystyki ma do zaoferowania osobom, które nigdy nie miały z końmi do czynienia?

Spokój. Może to dziwnie brzmi, bo to zwierzę, a ty siadasz mu na grzbiecie i co teraz? Jednak kiedy kucyk, czy koń, czekają na jeźdźca, ty podchodzisz i on tak patrzy przyjacielsko, to wszystkie troski ulatują. A na urlopie czy wakacjach przecież właśnie o to chodzi. Brak pośpiechu pomaga się rozluźnić i czerpać przyjemność z jazdy. Po lekcji też nie trzeba się spieszyć do domu i robić obiadu, tylko można odpocząć, zjeść podane pyszne dania i zregenerować siły. Pojęcie „aktywny wypoczynek” jest tu jak najbardziej na miejscu. Polecam wszystkim, którzy chcieliby rozruszać swoje ciało i je wzmocnić – pracują mięśnie, o których istnieniu nie miało się pojęcia. Po takiej lekcji zjesz za dwóch!

Ciężko jest przebić się w tej branży?

Branża turystyczna jest już mocno rozwinięta w Polsce i na świecie, jednak teraz zaczęła się trochę zmieniać – szukamy dostawców wyjazdów mniej popularnych, bardziej specjalistycznych. Ponadto w branży pracują osoby, które się na tym dobrze znają i mogą doradzić jak dobrać wyjazd, co spakować ze sobą w dane miejsce o konkretnej porze roku. W kwestii wyjazdów jeździeckich, kiedy już ludzie znajdą ośrodek, w którym czują się dobrze, to jeżdżą tam na wszystkie długie weekendy, wakacje i urlopy. Czasem wspominają, że w sumie to chętnie pojechaliby gdzieś nad morze albo nad jezioro, ale tu im dobrze. W takiej sytuacji najczęściej odpowiadam, że nad morzem to świetne ośrodki są tu i tam, a jak nad jezioro to chcielibyście na Mazurach, czy może Kaszuby? I wtedy robią takie duże oczy (śmiech)… Da się. Tylko dotychczas zajmowało to trochę czasu i wymagało wytrwałości. Teraz wystarczy chwila reklam w trakcie ulubionego serialu, czy filmu i gotowe. Ponadto wiele osób traktuje wyjazdy na konie jako wyjazdy wyłącznie wakacyjne. Mam nadzieję zmienić ten pogląd, gdyż konie chodzą bez względu na pogodę – to nam jest może trochę mniej przyjemnie, kiedy pada, czy jest zimno – im nie.

Jak wspomina Pani swoją pierwszą jazdę na końskim grzbiecie?

Ojejku! Kiedy to było! Pamiętam tylko ze zdjęć, jak dziadek trzymał mnie na kasztanowatym hucule, gdy miałam mniej więcej trzy lata. Każdego roku jeździłam w to samo miejsce z dziadkami i codziennie przez miesiąc biegałam po południu do stajni. W latach 90-tych niestety nie było aż tyle stadnin, więc moje początki jeździeckie były głównie wakacyjne. Pewnie stąd też moja miłość do wyjazdów na konie poza dom.

Czy z koniem można się zaprzyjaźnić?

Oczywiście! Marchewki są niezastąpione w zaprzyjaźnianiu się z koniem. Tylko trzeba pamiętać, aby mieć ich dużo. A tak serio, to jeżeli chce się dać marchewkę koniowi, to trzeba poprosić o pozwolenie, bo konie też bywają na diecie. Samymi marchewkami jednak konia nie przekupimy, jeżeli będziemy dla niego niemili. Konie (i nie zapominajmy o kucykach) czują i są w swoich odczuciach bardzo szczere. Jeżeli podejdziemy przyjacielsko i pogłaszczemy delikatnie po szyi, a potem wyczyścimy dokładnie, zapewniając chwilę masażu, to chętnie wyjdą z nami na jazdę. Czasem mogą mieć gorszy dzień, ale to wtedy wyzwanie dla nas – trzeba tak się z koniem „bawić” w trakcie lekcji, żeby zapomniał, że mu się nie chce.. Zapamięta ten wspaniale spędzony czas z nami. Konie mają bardzo dobrą pamięć.

Co poradziłaby Pani osobom, które do konia podchodzą jak przysłowiowy pies do jeża? Można przekupić konia jabłkiem i marchewką?

Pies do jeża się raczej nie przekona, ale mam nadzieję, że człowiek do konia tak. Mam tylko jedną radę – spróbować. Po pierwszej lekcji zapewne nie będzie wyglądało to tak różowo, jak opowiadam. Przez galopy po polach, przez lasy, czy pławienie w jeziorze, będzie cię bolało całe ciało, a biodra nie pozwolą chodzić prosto. Jednak nikt nie mówi, że jest to prosty sport. To nie jest tak, że jeździec tylko siedzi, a nawet kiedy tylko siedzi na spacerze, to ciało pracuje razem z koniem. Są momenty, w których trzeba się przełamać, natomiast jest to warte próby. Tu jedna uwaga – jak raz się złapie bakcyla, to już na zawsze 😉

Jakie ma Pani sposoby, aby do wypraw konnych zachęcić wszystkich tych niezdecydowanych?

Opowiadam o moich wyjazdach. Mogę opowiadać godzinami. Mam trochę zdjęć, więc je chętnie pokazuję. Zastanawiam się nad kupnem kamerki GoPro, żeby nie uciekł mi żaden galop i będę mogła dzielić się na żywo (podobno takie też są). Ostatnio prawie udało mi się przekonać moją trenerkę, która uważa, że takie wyjazdy są dla niej nudne, bo to się tylko jedzie. Owszem, nie robimy w trakcie rajdu ustępowań, łopatek, ciągów czy trapezów, ale lotne zmiany nogi można wprowadzić (śmiech). Ujeżdżeniowcy wiedzą, o co chodzi 😉 Niestety plany zmieniły jej się dość nagle i w końcu nie pojechałyśmy razem, ale nadrobię to.

Który zakątek Polski jest dla Pani najpiękniejszy?

Mam wybrać? Nie da się! Każdy ma coś innego. Mamy pagórki ze skałkami na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, góry z ciekawymi szlakami w Beskidach, Góry Stołowe – ciekawe same w sobie. Mamy doliny i hale w Tatrach, Połoniny w Bieszczadach. Wąwozy lessowe na Lubelszczyźnie, lasy i jeziora na Mazurach, przestrzenie między polami uprawnymi w Wielkopolsce (a jak jeszcze gdzieś kwitną maki, to jest jak z obrazka!). Mamy Bałtyk, nad którym da się jeździć kilometrami, co jakiś czas wchodząc do wody, żeby schłodzić się latem, czy dać się ochlapać falom w mniej przyjazną pogodę. Mnie urzekł wyjazd w teren nad morze, gdy byłam mokra od deszczu, a fale i ciemne chmury dopełniały krajobrazu z wiatrem świszczącym w uszach.

Wolny czas spędza Pani w siodle, czy poza końmi realizuje Pani też inne pasje?

Hmmm… Stajnia to miejsce, w którym odpoczywam, nawet gdy nie jeżdżę. Po ciężkim dniu lubię pojechać do stajni tylko po to, żeby się do konia przytulić, pogłaskać, zabrać na spacer, dać marchewkę, zobaczyć siebie w tych wielkich szczerych oczach. Ale pytanie było o to, co poza końmi. Uwielbiam uczyć się języków: angielskiego, hiszpańskiego, niemieckiego, trochę włoskiego, łaciny. Co jeszcze? Podróże. Głównie do krajów, w których mówi się w tych językach, bo i ich kultura najbardziej mnie interesuje. Od krajów anglosaskich po te, w których mówi się po hiszpańsku. Nie wykluczam, że wraz z EQUITANDUM pojawią się nowe turystyczne miłości i nowe języki do nauki. Bardzo relaksują mnie hafty krzyżykowe i szydełkowanie. Uwielbiam również gotować i piec, także do stajni na imprezy staram się zawsze przyrządzić coś dobrego.

Pani ulubiona konna podróż to…?

Same trudne pytania na koniec. Każda jest inna. Nowe miejsca, nowe konie, nowi ludzie. A nawet kiedy jadę w to samo miejsce, to jest inna pogoda, inne krajobrazy, inny koń. Chyba nie mam ulubionej, bo każda jest na swój sposób wyjątkowa.

Dziękuję za rozmowę.

Zapraszamy do odwiedzenia strony https://www.equitandum.com

5.00 avg. rating (98% score) - 2 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares