„Ilias” – Małgorzata Falkowska

Gdyby E. L. James i Mickiewicz mieli napisać razem książkę to bez wątpienia napisaliby Iliasa. Poetyckie porównania i metafory, piękne i wzniosłe opisy uczuć, romantyczni bohaterowie i… ostry seks?

Chwila, co? Otóż to.

To zostało połączone. Książka Małgorzaty Falkowskiej rozpoczyna się sceną raczej niezostawiającą złudzeń co do tego, o czym traktuje powieść. I to napawa lekkim niesmakiem. Zawsze wydawało mi się, że ze scenami seksu wypada odczekać przynajmniej kilka rozdziałów. Naprawdę czekałam na tą książkę, ale kiedy przeczytałam pierwsze wersy, poczułam się rozczarowana. Dla mnie początek Iliasa już jest podaniem wszystkiego na tacy. Owszem, po chwili następuje zwrot akcji. Jednak awersja pozostała…

Odniosłam wrażenie, że autorka bardzo chciała napisać książkę w stylu amerykańskiego teen adult.

Ilias to zmiany perspektyw narracji, bogaty, zblazowany chłopak, młoda dziewczyna, która ucieka od smutnych wspomnień, zderzenie niewinności z doświadczeniem. Niestety, odniosłam wrażenie, że te zabiegi na niewiele się zdały. Podczas lektury nie można wyrzucić z głowy skojarzeń o internetowych opowiadaniach nastolatek. Postacie mają rozterki typowe dla bohaterów takich opowiadań. Motywy ich postępowania są niezrozumiałe, a niektóre decyzje po prostu głupie. W dodatku dzieją się ot tak, bez głębszego namysłu. Podane powody niczego nie tłumaczą. Czasem wydają się tak bzdurne, że zaczynałam się zastanawiać, po co właściwie autorka je podała. Na pewno nie po to, żeby uzasadnić postępowanie swoich bohaterów. Pewnych rzeczy nie da się jednak usprawiedliwić.

Wracając jednak do scen seksu: zdają się być ostre i namiętne niczym u E. L. James.

Bardzo szanuję autorkę za to, że nie posłużyła się kalką „dziewica i bad boy”. Użyła tylko bad boya. A do tego całe mnóstwo poetyckich metafor oraz porównań. Co prawda nie występują tu sceny sado – maso, ale w zamian mamy wyjątkowo obrazowe opisy stosunków płciowych. Poetycki, barwny język, który chyba miał sprawić, że sceny seksu staną się mniej obrazoburcze, doprowadził do groteski. Z jednej strony czytam o głębokim, lirycznie ujętym uczuciu, romantycznej miłości i niesamowitej fizyczności. Adam Mickiewicz by się tego nie powstydził. Pozwolę sobie nawet na cytat ”Jego nektar był moją energią”. Z drugiej strony nie są to subtelne sugestie, nie ma niedopowiedzeń. Od razu wiemy, co dokładnie się dzieje. Nawet z uzasadnieniem. I w tym momencie nie żartuję.

Autorka chyba po prostu miała problem z językiem.

Raz jest podniosły, raz opiera się na naprawdę nieśmiesznych, płytkich żartach rodzinnych. Pomijam już rozmowy stylizowane na te z komunikatora. Młodzieżowy język pochodził chyba od innej młodzieży niż ta, którą znam, bo momentami go nie rozumiałam. W scenie kłótni występuje ”mą”, zamiast ”moją”, co też chyba miało dodać patosu i powagi sytuacji, a wygląda niemalże śmiesznie tuż pod dokładnym opisem miłości oralnej. Jestem jeszcze młoda, nie jestem specjalistką od takich scen, więc dobrze, doceńmy po prostu starania. Na plus uznaję fakt, że na pewno nie są to opisy obrzydliwe ani powodujące dyskomfort psychiczny. Owszem, można było zdecydować się albo na niemalże pornograficzną dokładność, albo na subtelne, barwne, wysublimowane przenośnie i porównania. Ale skoro tak się nie stało, nie ma co rozpaczać.

Książka miała być historią miłosną na tle sieci kłamstw i Grecji.

Miłość, choć między mocno schematycznymi, nie do końca rozsądnymi bohaterami – jest. Kłamstwa – są. Szczerze, to właśnie te kłamstwa są dla mnie najciekawszym wątkiem. Budowanie sieci niedopowiedzeń i nieporozumień sprawia, że fabuła jest ciekawsza. Co do wątku Grecji to treści, w których autorka podaje tego typu informacje, nie zawiodły moich oczekiwań.

Zakończenie wzrusza i zaskakuje, a książkę czyta się łatwo.

Dokonałam tego w niecałe dwa dni.  Ilias to ponad trzysta stron zwrotów akcji, uniesień, wzlotów, upadków i intryg. Trochę nieudana próba przeniesienia gatunku teen adult na polski rynek. Za to bardzo udana próba romansu niskich lotów. Jeżeli ktoś lubi internetowe opowiadania w typie fan fiction lub trochę bardziej skomplikowane, ale nie toksyczne historie miłosne – jak najbardziej polecam. Jeśli nie – obawiam się, że zgodzicie się z moją opinią.

Autorka: Julia Chudecka

5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote
shares