Kryminały – czytać, czy omijać szerokim łukiem?

Kryminały. Można je kochać, albo ich nie znosić. Zaczytywać się nimi, lub na forach publicznych wyrażać dla nich pogardę. Co jest takiego w kryminałach, że tylu z nas sięga po nie z wypiekami na twarzy?

Rozedrgane emocje

Długo zastanawiałam się nad koronnym argumentem, przemawiającym za czytaniem kryminałów i thrillerów. Pierwszym, który podprogowo rozbłysnął w mojej głowie niczym wybuch supernowej był, oczywiście, ten: emocje! O ile nie pogardzę słodyczą powieści Fannie Flagg czy Izabeli Sowy, o ile nie wybuchnę śmiechem czytając przygody Jakuba Wędrowycza (mogę wymieniać w nieskończoność), to jednak nic nie daje mi takiego emocjonalnego kopa, jak dobry kryminał. Niepokój, podekscytowanie, przerażenie, kiedy fabuła wchodzi w ostry zakręt i smutek, gdy autorowi przyjdzie do głowy uśmiercić bohatera. A nie oszukujmy się, w kryminałach trup ściele się gęsto!

Akcja jeździ na rollercoasterze

No i o to chodzi, to jest to! Ma się dziać dużo, więcej i jeszcze więcej! Zadaniem kryminału, thrillera czy powieści z dreszczykiem, jest zassanie całej uwagi czytelnika tak, aby nie mógł odłożyć książki, zanim nie przeczyta słowa „koniec”. Fabuła powinna być czytelna, a jednak dynamiczna niczym rozpędzony tir z pękniętą linką hamulcową. Powinna być napęczniała od intryg, drżąca od napięcia i zaskakiwać.

Jak?

Wielu autorów kryminałów stosuje bardzo prosty trik: zawieszenie akcji. Kiedy czytelnik nerwowo przerzuca kolejne strony, nie mogąc doczekać się finału, autor śmieje się złożony w kułak, szepcząc z kart powieści „Prrr, zwolnij. Ciąg dalszy w następnym rozdziale”. Ta sztuczka ZAWSZE działa. To nic innego, jak sprytny zabieg zmuszający nas do czytania po nocach, podczas jedzenia, w wannie, w WC. Przecież ciężko się oderwać, nie wiedząc, co będzie dalej!

Etyka pod znakiem zapytania

To, co jest fascynujące w kryminałach (jak i horrorach, czyż nie?) to ta przysłowiowa, odwieczna walka dobra ze złem. Uwielbiam głównych bohaterów, którzy zazwyczaj są niejednoznaczni, tak samo honorowi, kierujący się ustalonymi (albo i nie) zasadami, jak i pokrzywieni przez rzeczywistość. Uwielbiam, kiedy autor wpycha w samotnego wilka polującego na seryjnego zabójcę czy psychopatę, mnóstwo wad, kiedy zmusza go do połamania kręgosłupa moralnego i stawia pod znakiem zapytania jego motywy.

Tego właśnie szukam w fikcji…

…bo bycie dobrym i złym jednocześnie jest tak realne, tak bardzo ludzkie. A każda kryminalna historia mogła przecież zdarzyć się naprawdę. Morderstwa, porwania, ofiary syndromu sztokholmskiego i zabójcy kolekcjonujący trofea. Komisarz policji i adwokat, których można podziwiać, można im współczuć i być na nich wściekłym za ludzkie nałogi. Czy źli mogą okazać się dobrymi? Jak bardzo można zrezygnować z człowieczeństwa, żeby ratować swoje albo czyjeś życie? Tak, te moralne dylematy także powinny charakteryzować dobry kryminał.

Godni podziwu

Mój podziw dla autorów historii kryminalnych jest wręcz nabożny. Mistrzynią researchu i niezwykle wnikliwych przygotowań do książki jest Katarzyna Bonda. Perfekcja Remigiusza Mroza w zawieszaniu akcji nie ma sobie równych. Nikt tak nie rozszarpał moich emocji jak Stieg Larsson w swojej rewelacyjnej sadze „Millenium” (do której zresztą wracam cyklicznie). Absolutnie świetna Katarzyna Puzyńska w swojej serii o policjantach z Lipowa, także świetnej, wspina się na wyżyny. „Żmijowisko” Wojciecha Chmielarza także zasługuje na miejsce na podium. Sharon Bolton, Viveca Stein, Tess Gerritsen, mistrz Jo Nesbø, Thomas Harris, John Grisham… Mam wymieniać? Lista wspaniałych, utalentowanych autorów kryminałów, którzy porywają wielbicieli adrenaliny w inny świat, jest zbyt długa.

I dla niemal każdego z nich zrzucam kapelusz z głowy.

5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares