“Dubaj mnie nie zszokował. Zszokowała mnie Arabia Saudyjska.” – o Bliskim Wschodzie i bywaniu na dworze u szejka rozmawiamy z Marcinem Margielewskim

Marcin Margielewski, autor “Jak podrywają szejkowie”, dziennikarz radiowy, prasowy, telewizyjny. Wiele lat spędził w Dubaju, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej, gdzie miał okazję poznać styl życia arabskich szejków oraz ich fascynujące, jak i wstrząsające obyczaje.

Czy będąc dzieckiem bawiłeś się w Indian? Jeśli tak, to dlaczego w Twoim życiu pojawił się Bliski Wschód, a nie Dziki Zachód? (pytanie dotyczy wyłącznie opcji, jeśli bawiłeś się w Indian)

Nie bawiłem się. Ja byłem geekiem, siedziałem w książkach, głównie historycznych.

Który moment w Twoim życiu był momentem zwrotnym, decydującym, że obrałeś kierunek: Dubaj? To była decyzja czysto zawodowa?

Jak w większości przypadków przeprowadzka do Dubaju była decyzją zawodową, tam po prostu nie da się zostać rezydentem, jeśli nie jest się pracownikiem jakiejś korporacji, ale kiedy padła propozycja nie zastanawiałem się ani przez chwilę. Refleksja dopadła mnie dopiero gdy znalazłem się na miejscu z podpisanym na rok kontraktem. Przez pierwsze dwa miesiące odliczałem czas do końca, a potem zakochałem się w tym miejscu i zostałem na kolejne lata.

Co jest fascynującego, a co przeraża w kulturze Bliskiego Wschodu?

Na początku fascynowało mnie to jak dalecy od stereotypów popularnych w Polsce są Arabowie. Odkrywałem je na każdym kroku. Gdy dziś np. słyszę tekst o „brudnych Arabusach” nie kontynuuję dyskusji, bo wiem, że autor tego tekstu był co najwyżej na wschodzie Polski, a nie na Bliskim Wschodzie, poza nią nie wychylił głowy. Arabowie to niebywale czyste nacje, naprawdę wolałbym z nimi jeździć warszawskimi tramwajami latem. Takich niesprawiedliwych stereotypów jest mnóstwo. Wśród prawdziwych jest niebywała hipokryzja, wszechobecna tam. I to chyba najbardziej przeraża w ich kulturze, ale jednocześnie najbardziej zbliża ich do Polaków.

Co zapamiętałeś najmocniej (co możesz nazwać wstrząsem) podczas pobytu w Dubaju?

Dubaj mnie nie zszokował. Zszokowała mnie Arabia Saudyjska. Mieszkałem tam tylko przez pół roku, ale wystarczyło by również odkryć sporo niesprawiedliwych stereotypów, przy czym to miejsce zdecydowanie bardzie zasługuje na baty od światowej opinii publicznej. Zarządzałem tam sporą grupą ludzi, głównie młodych Saudyjczyków i kilku Filipińczyków. Najbardziej zszokował mnie moment, gdy dowiedziałem się o tym, że któregoś dnia, podczas przerwy na modlitwę, sześciu z tych saudyjskich chłopców zgwałciło Filipińczyka, a potem szok tylko potęgowano. Okazało się, że nie mogę tego zgłosić, bo jedynym ukaranym będzie Filipińczyk, czyli ofiara gwałtu. Dla Europejczyka to prawdziwy szok. Gotowało się we mnie, a potem zrozumiałem, że ci gwałciciele też są ofiarami. Przez idiotyczną segregację płciową saudyjscy nastolatkowie swoje pierwsze kontakty seksualne mają głównie z kolegami lub służbą. Nie mają innego wyjścia. Burza hormonów robi swoje. Nie usprawiedliwiam gwałtu, ale uważam, że to przede wszystkim kultura Arabii Saudyjskiej dokonuje go na tych młodych ludziach.

Jak długo powstawała Twoja książka? Czy miałeś jakieś trudności w jej tworzeniu? Chwile zwątpienia? Jak Ci się ją pisało?

Trudność miałem tylko na początku, gdy znalazłem się w samochodzie wiozącym mnie na pustynię. Wtedy zdałem sobie sprawę, że podjąłem ryzyko, bez żadnego zastanowienia. Na szczęście nie było to porwanie, tylko droga do pałacu szejka. Potem wszystko poszło bardzo gładko. Tak barwne historie opisuje się z prawdziwą przyjemnością. Jedyna rzecz, na jaką musiałem uważać, to utrzymywanie zbyt twardych, wskazujących na szejka danych w tajemnicy. Inaczej książka nie przeszłaby autoryzacji.

Pisałeś ją po polsku i w ojczystym języku oddałeś ją do autoryzacji. Szejk nie ufał Twojemu tłumaczeniu?

Nie ufał. Ja też bym nie zaufał. Wiadomo, że w tłumaczeniu można ukryć bardzo wiele. Przez tłumaczenia wybuchają międzynarodowe skandale, na tłumaczy zwala się dyplomatyczne nieporozumienia. Fakt, że nie wymagali książki w języku angielskim świadczy tylko o ich politycznym doświadczeniu.

Rozmawialiście po angielsku? Czy podczas Twoich spotkań z szejkiem obecny był tłumacz? Czy to były rozmowy w cztery oczy?

Tak, rozmawialiśmy po angielsku, książę mówi z pięknym, brytyjskim akcentem. Rozmawialiśmy w cztery oczy tylko w Londynie. Na spotkaniach w Emiratach obecny był sekretarz księcia.

Jak to wszystko się zaczęło? Jak poznałeś Waela?

Na dwór niemal zaciągnął mnie właśnie mój przyjaciel Wael. Kiedy mieszkałem w Dubaju wraz z kilkorgiem przyjaciół z Francji i Niemiec szaleliśmy co weekend w klubach i nic nie zwiastowało tego, że ta znajomość kiedyś zaowocuje książką. Wael przez wiele lat pracował dla arabskiej arystokracji z regionu organizując na dworach pokazy mody znanych marek. To jeden ze sposobów w jaki księżniczki robią tam zakupy. Kiedy usłyszał, że książę potrzebuje kogoś, kto napisze książkę na rynek polski polecił mnie. Ja byłem przekonany, że to typowa zagrywka PR, że przygotowują się do interesów w Polsce i robią sobie dobry grunt. Wszedłem w to. Prawda okazała się zupełnie inna, a efektem jest ta książka.

Twoja książka jest mocna. A przy tym, mnie osobiście bardzo wzruszyła (historia Wasima, zwłaszcza jej ostatnie wersy). Bliski Wschód to ogromne kontrasty. Jak myślisz, skąd się bierze taka… hipokryzja? Z jednej strony surowe zapisy Koranu, z drugiej przerażające traktowanie drugiego człowieka, zwłaszcza kobiet. Skąd ten dysonans?

Jak wszędzie, bierze się on z ludzkiej natury i religii, przy czym mnie absolutnie zadziwia. Ludzie są przecież w gruncie rzeczy leniwi, więc już dawno powinni dojść do tego, że upieranie się przy surowych zasadach religijnych w dzisiejszych czasach to tylko niepotrzebna, życiowa komplikacja. Mogliby je po prostu odrzucić i żyć w prawdzie, w zgodzie ze sobą, tymczasem usilnie próbują łączyć np. zakaz picia alkoholu z alkoholizmem. Ja kompletnie tego nie pojmuję, ale żeby było jasne… nie obserwuję tego tylko na Bliskim Wschodzi. Hipokryzja obecna jest wszędzie tam, gdzie religia odgrywa ważną rolę społeczną.

Jak na Bliskim Wschodzie wygląda poczucie humoru?

Szczerze mówiąc kiepsko. W zasadzie dobre poczucie humoru występuje tylko u Arabów, którzy dużo czasu spędzili na Zachodzie i nabrali nieco dystansu. Mniej obyci Arabowie są bardziej powściągliwi. Emiratczycy, Omańczycy, obywatele Kuwejtu, Kataru i Bahrajnu to niezwykle dobrze wychowane narody, maniery nie pozwalają im na bycie głośnymi, a w tym na śmianie się w głos.

Jak postrzegasz kobiety z kultury arabskiej? Czy wiadomo Ci, co kobiety z Bliskiego Wschodu myślą o feministkach?

To jest kwestia, która różni każdy kraj tego regionu. Podejście do feminizmu różni się nawet w poszczególnych emiratach w ramach jednego kraju. Kobiety z Sharjah w ZEA są jak Saudyjki raczej pozbawione chęci do walki o swoje prawa, ale już Dubajki, czy dziewczyny z Bahrajnu, bardzo podkreślają swoją niezależność. Same prowadzą samochody, ich abaje są wysadzane kryształami i luźno narzucone na bardzo wyzywające ubrania, a noszą je tylko po to, by podkreślić swój status. To jednak w dalszym ciągu zupełnie inne pojęcie feminizmu, bo nawet te wyzwolone dziewczyny z reguły nie mogą bez zgody rodziców wybrać sobie narzeczonego, o pozamałżeńskiej ciąży nie ma mowy. Ja zawsze jednak przestrzegam przed nawracaniem na europejskie standardy. To jest proces i mam wrażenie, że kobiety Bliskiego Wschodu pozwalają sobie na taki poziom feminizmu, na jaki są gotowe.

Książę Abed wielokrotnie dawał do zrozumienia, że pieniądze szczęścia nie dają. To wręcz nie do pomyślenia, że szejk ma takie podejście do życia. Gdy patrzy się na tendencje do niewyobrażalnego dla nas marnotrawienia ogromnych sum, trudno uwierzyć, że bogacz opływający we wszystko, używa tak wyświechtanej frazy. Czy Abed stanowi wyjątek?

Wydaje mi się, że to jeden z nielicznych wyjątków. Abed nie jest wrogiem swojej fortuny i chętnie z niej korzysta, ale ma po prostu świadomość, że są rzeczy, których nie jest w stanie za nią kupić i to go odróżnia od wielu bogaczy z tamtego regionu.

Czy książę znalazł w końcu spokój w swoim sercu? I czy Kate ostatecznie rzuciła pracę dziennikarki?

Nie wiem. Naprawdę nie wiem, dlatego ta historia jest w książce niedopowiedziana, mimo że wiele Czytelniczek i Czytelników mi to zarzuca. Ja bardzo starałem się nie sugerować rzeczy, które nie miały miejsca. Wydaje mi się, że Kate zostanie jego żoną, ale to moje prywatne, niczym niepotwierdzone przypuszczenie.

Twoja powieść to nurt reportażu, świetnie przepleciona nutą romantyczną. Dodatkowo trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Czy przystępując do pracy nad nią, miałeś taki właśnie zamysł, czy może jej kształt zrodził się w sposób naturalny podczas jej pisania? I co z odbiorcami tej historii? Czy pisząc powieść, myślałeś o czytelnikach? O tym, do kogo trafią Twoje słowa?

Bardzo chciałem, żeby to był reportaż, ale po przeczytaniu kontraktu, wiedziałem, że na to nie ma szans. O szejkach nie da się zrobić reportażu, który nie byłby szopką wizerunkową, laurką. Mogłem zrezygnować i oddać tę szansę komuś innemu, albo w to wejść. Wyszła z tego książka obyczajowa oparta o prawdziwy wywiad z najprawdziwszym szejkiem. Część tropów musiała zostać zmylona, by zapewnić szejkowi anonimowość, ale sporo tam literatury faktu. Oczywiście pisząc myślałem o Czytelnikach, ale nie formowałem treści pod konkretną grupę docelową. Trzymałem się przekazu księcia. To na czym mi zależało to jak najwierniejsze przedstawienie emocji, miejsc. Konsultowałem wiele detali, na przykład wygląd wnętrz pokoju na tyłach sklepu jubilerskiego, w którym księżna Zafira kupowała biżuterię. Okazało się, że odwzorowałem go idealnie choć nigdy wcześniej w nim nie byłem.

Wszystkie historie są autentyczne, ale proszę powiedz, co musiałeś zmienić oprócz imion bohaterów?

To działało tak, że po każdym spotkaniu z księciem robiłem dokładny research. Gdy znajdowałem zbyt wiele medialnych doniesień na temat konkretnej sprawy, musiałem pogłówkować jak zachować bieg wydarzeń, a jednocześnie nie wskazać na konkretne osoby. Pomagało mi w tym to, że ja znałem dzięki Abedowi kulisy. Na przykład, gdy dziennikarze wiedzieli tylko o tym, że Wasim pojawił się na komendzie policji, ja wiedziałem, jak znalazł się w Londynie, jak dotarł na tę komendę i co zdarzyło się w miejscach, do których dziennikarze nie mieli wstępu. Paradoksalnie taka wszechwiedza pomaga w ukrywaniu tropów.

Masz kontakt z księciem Abedem? Czy nadal pojawia się w Polsce?

Mam kontakt z dworem. Od czasu naszego ostatniego spotkania nie widziałem się jednak ani nie kontaktowałem z księciem. Ja wykonałem jego zlecenie i choć mam nadzieję, że on zgodzi się na kolejną książkę, na razie nie mamy kontaktu.

Twoja następna książka będzie o…?

Właśnie ją skończyłem. To będzie historia dziewczyny, która napisała do mnie chwilę po premierze „Jak podrywają szejkowie” i bardzo zaintrygowała już pierwszymi słowami. Kiedy się spotkaliśmy okazało się, że to co przeżyła za sprawą jednego z emirackich miliarderów to absolutny koszmar. Przyznam szczerze, że o takiej formie przemocy nigdy wcześniej nie słyszałem. Mam nadzieję, że spotka się ona z dużym zainteresowaniem, głównie ze względu na problem jaki opisuje, bo mam wrażenie, że nie dotyczy on tylko kobiet w Emiratach, ale również Polek.

Gdzie spędzisz najbliższe wakacje? Czy będzie to znowu Bliski Wschód? Czy może tym razem Daleki?

Od dawna spędzam wakacje w dalekiej Azji, uciekam tam przed zimą, a na Bliski Wschód tylko wpadam powiedzieć „cześć” przyjaciołom i ulubionym miejscom. No i szejkom. 😉

Dziękuję za rozmowę

5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares