O poezji i o byciu nie-poetą – Mariusz Jagiełło

Mariusz Jagiełło, autor “Człowieka z brudnopisu” oraz “Zdań prostych rozłożonych” (Wydawnictwo Fundacja Duży Format). Publikował m.in. w „Pograniczach”, „LiTeracjach” , „Szafie” „Open Polish Magazine” jak również w kilku antologiach. Jest autorem tekstów piosenek i felietonów, współtwórcą ogólnopolskiego zlotu fanów zespołu Pearl Jam oraz twórcą Projektu Mezalians.

Pamiętasz swój pierwszy wiersz? Kiedy po raz pierwszy pomyślałeś o sobie, że jesteś poetą?

Pierwsze teksty, jakie pisałem trudno nazwać wierszami. Oczywiście wtedy za takowe je uważałem, ale czas i doświadczenie wiele weryfikują. Ego młodego człowieka bywa rozdmuchane… Piszę od czasów liceum, jednak świadomie – w miarę przyzwoicie – powiedziałbym, że zacząłem tworzyć dopiero dziesięć lat temu. Pierwszy wiersz? Może ten.

Impreza skończyła się przed chwilą

Już wszyscy dopili wódkę i wino

Dym z papierosów unosi się jeszcze

Ale zaraz się przewietrzy

Impreza była wspaniała gdy przed chwilą jeszcze trwała

dalej nie pamiętam. Co do jakości tego tekstu – spuśćmy nad nim zasłonę milczenia. Co do określenia „poeta” mam z nim od zawsze problem. Uważam się raczej za autora wierszy, tekstów poetyckich. Szczególnie, że te moje teksty są mało liryczne. To raczej inni mają mnie za poetę. Co poradzę? Nic nie poradzę…

Niedawno gdzieś przeczytałam, że bycie poetą jest wspaniałe, dopóki nie trzeba żyć z pisania wierszy. Zastanawiasz się czasem nad tym?

Może bycie poetą jest wspaniałe. Ja nie wiem, bo jak wspomniałem wcześniej, nie uważam się za takowego ? A tak na serio. Poezja to swoiste piętno, ciągły krzyk, zmaganie ze sobą swoimi słabościami, klęską, zatraceniem, literami, wersyfikacją i… świadomością niszy w której jest autor. To wewnętrzny imperatyw, żeby pisać. Czasami nie wiadomo właściwie po co. Na pewno nie dla pieniędzy… W Polsce nie da się wyżyć z pisania wierszy. Ewentualnie z pisania kryminałów, ale o to należy zapytać Remigiusza Mroza. Podobno w Indiach poeci to celebryci. Może warto pomyśleć o emigracji? 😉 Miłe są pozytywne opinie czytelników, ale daleki jestem od stwierdzenia, że ten poetycki świat jest wspaniały.

Czy trudno Ci się rozdziela „życie codzienne” od „życia poetyckiego”? A może u Ciebie te dwie sfery przeplatają się wzajemnie?

Poeta czy autor wierszy, to przecież normalny człowiek. No dobrze –  może delikatnie nadwrażliwy, ale jednak potrafiący stąpać twardo po ziemi. Często życie codzienne, doczesne, przekłada się właśnie na wiersz. Nie ma w tym czegoś specjalnie wyjątkowego. Dla mnie nie istnieje coś takiego jak „życie poetyckie”. Pisanie wierszy to swoiste hobby – ten wewnętrzny imperatyw, o którym wspomniałem. Jednak autorów dopada też… proza życia…

Co Cię inspiruje? Kiedy piszesz najczęściej, najchętniej? Nazywasz to natchnieniem, impulsem? I co z Twoim warsztatem? Czy pisanie wierszy można rozpatrywać w kategorii treningu (np. siłowego?)?

Najczęściej inspiruje mnie doświadczenie. Poruszam się w nurcie konfesyjnym. Pisanie było i jest dla mnie formą terapii. Obserwacją siebie i rzeczywistości. Jak to określił jakiś czas temu pewien znany krytyk literacki – jestem kolejnym nadwrażliwym poetą… Nie mam momentu, kiedy piszę najchętniej. Słowo „impuls” jest tutaj słowem kluczem. Chociaż to raczej dotyczy chwili, kiedy wiersz „zaczyna się pisać”. Ten proces może trwać dzień, tydzień, miesiąc. W moim ostatnim tomiku „Zdania proste rozłożone” są teksty, które swój zalążek miały 7-8 lat temu. Czasami tekst odkłada się do szuflady, żeby dojrzał. Pisania wierszy jak najbardziej można się nauczyć – a najlepszymi „narzędziami nauki” są teksty i książki innych autorów. To na nich budujemy własny warsztat. Oczywiście mam na myśli te wartościowe pozycje.

Kogo czytasz najchętniej? Masz literackiego mentora, przewodnika? Kogo podziwiasz? Od kogo się uczysz?

Autorów, których czytam jest sporo, jednak w zakresie wierszy nie mam kogoś na kim się wzoruję. Na pewno najbliższy jest mi nurt tzw. „poezji współczesnej”, w którym poezja często niejako wchodzi w buty prozy. Ostatnio największe wrażenie zrobiła na mnie książka poetycka Joanny Fligiel „Rubato”. Polecam też ostatnie tomiki takich twórców jak np.: Jakub Sajkowski, Anna Musiał, Maciej Bobula. W trakcie swojej „poetyckiej drogi” spotkałem dwie osoby, które uważam za swoich mentorów. Od których wiele się nauczyłem w zakresie warsztatu, technik pisarskich. Pierwszą taką osobą jest Magda Gałkowska – poznańska poetka, drugą – Jarosław Jabrzemski poeta warszawski. Ciekawostką jest, że Magda do mojej ostatniej książki napisała blurba, a Jarek zrobił redakcję tekstów. To było moje spełnienie marzeń, żeby te osoby miały wpływ na kształt tej książki.

Jaką możesz dać radę młodym ludziom, którzy odczuwają ten imperatyw wyrażania siebie poprzez pióro?

Czytać, czytać, czytać, a później starać się bez patosu, nadmiaru emocji przerzucać swoje przemyślenia na papier. Nie bać się krytyki i słuchać bardziej doświadczonych autorów. Można wysyłać swoje wiersza na konkursy literackie, chociaż ja akurat mam w stosunku do nich mieszane odczucia. Nie zrażać się, ale i nie spodziewać natychmiastowego sukcesu. I na pewno nie szukać w pisaniu wierszy źródła utrzymania. Przede wszystkim być szczerym. Fałsz to najkrótsza droga do grafomanii.

Jak myślisz, dlaczego poezja jest niszą? Dlaczego poecie tak trudno jest się „przebić”, trafić do czytelnika? Czy to efekt szkolnego wypaczenia lekcji poezji i tego drętwego pytania „co poeta miał na myśli?” Czy może przyczyna spychania poezji na blady tor literatury tkwi gdzie indziej? I czy masz pomysł, by zmienić tę tendencję?

Tutaj moim zdaniem przyczyn jest kilka. Również ta, o której wspomniałaś. Szkoła niestety najczęściej nie daje prawa do własnej interpretacji tekstu. To cholerne „co poeta miał na myśli” jest przekleństwem i często zniechęca do sięgania po tę formę. A przecież każdy wiersz należy do czytelnika. To on powinien go interpretować po swojemu. Odnajdywać zdania, frazy, które go poruszą. To jak z piosenkami. Wystarczy fragment. Poezja to też oczywiście trudna forma literacka, wymagająca od czytelnika wyobraźni, umiejętności czytania ze zrozumieniem, bogatszego zasobu słów – a wszyscy wiemy jak wygląda czytelnictwo w naszym kraju. Ludzie boją się, że nie zrozumieją tekstu, a to przecież kompletnie nie o to chodzi. Kolejną przyczyną takiego stanu rzeczy są sami poeci, którzy często zamykają się w elitarnych kręgach, nie szukają czytelników, niejako sami dobrze się czują w owej niszy. Poezja nie powinna być dla nich komercyjna. Nie pomaga też nadwrażliwość i introwertyczność – cechy często przypisane do autorów wierszy. Jednym zdaniem: współczesna poezja jest w czarnej… dziurze 😉 Jak zmienić tę tendencję? Tutaj widziałbym głównie zmianę mentalności nauczycieli. Zachęcanie uczniów do samodzielnego interpretowania, własnego interpretowania. I omawiania więcej współczesnych tekstów, które młodym ludziom będą zdecydowanie bliższe od tych pisanych przez Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida.

 Może to zbyt nachalne pytanie, ale kim jest „człowiek z brudnopisu?” I czy z perspektywy czasu, możesz powiedzieć, czy on czasem mówi „zdaniami prostymi rozłożonymi”?

„Człowiek z brudnopisu” to mężczyzna przed czterdziestką, doświadczony przez życie. Poszukujący w sobie siły, której coraz bardziej w nim brakuje. W dużym stopniu zbudowałem tę postać na podstawie własnych doświadczeń, ale to nie jest przełożenie 1:1. Moim zdaniem w dzisiejszej rzeczywistości wielu jest takich brudnopisowych ludzi. To pokolenie transformacji ustrojowej i specyficznego wychowania.  „Zdaniami prostymi rozłożonymi” chciałem raczej się z ową postacią… pożegnać. O czym właśnie traktuje prolog książki. Tutaj teksty są bardziej urozmaicone i dojrzalsze. Chociaż nie ukrywam, że przepełnione też smutkiem. Ta książka to dla mnie również już etap zamknięty.

Masz kolejne plany literackie?

Epilog mojej ostatniej książki to:

Nie będzie już wierszy

 Przeze mnie pisane,

po latach kończą się

złą puentą.

Tak jak wspomniałem, „Zdania proste rozłożone” jak i „Człowiek z brudnopisu” to etap zamknięty. Obecnie czuję się wyczyszczony z tego rodzaju formy. Zdecydowanie bardziej korci mnie proza. Mam swoje pomysły, przemyślenia – ale to wszystko jest na etapie… kiełkowania. Możliwe również, że literacko powiedziałem już ostatnie słowo. Tego nie wiem.  Ciągnie mnie do muzyki.  Jakimś zalążkiem był PROJEKT MEZALIANS – gdzie różni muzycy interpretowali moje wiersze – m.in. Paweł Małaszyński z Cochise, Lipa z Illusion, Oley z Proletaryatu, Maja Konarska z Moonlight czy Inga Habiba z Lorien. Zespoły Crue i Crimson Rockets. Trochę tych wykonawców było. Niestety projekt ten nie przebił się do szerszej świadomości i upadł. Utwory można posłuchać, obejrzeć  na kanale Projekt Mezalians na You Tube. Serdecznie zachęcam!

Kiedy nie pracujesz zawodowo i kiedy nie piszesz, to…?

Wychowuję moją kochaną córeczkę Ninę. Wraz z partnerką opiekujemy się również przecudną parką kotów rosyjskich niebieskich, Toolą  i Floydem. Jestem fanem muzyki rockowej, a co za tym idzie często można spotkać mnie na różnych koncertach, czy też innych wydarzeniach muzycznych. Nie pogardzę dobrą książką. Jestem również kinomanem i maniakiem… serialowym. Oczywiście mam na myśli dobre seriale, nie te w rodzaju „Korona królów” ;). W ostatnim czasie odkryłem również uroki basenu. Trochę tych zainteresowań mam 😉

Twoje wymarzone wakacje?

Egzotyczne miejsce, palmy, plaża, ciepła woda i totalny chillout albo podróż kamperem po Stanach Zjednoczonych lub Ameryce Południowej. Marzenia są od tego, żeby… marzyć.

Dziękuję za rozmowę i wygłaskaj ode mnie Twoje cudne koty!!!

Również bardzo dziękuję za rozmowę. Skoro mam porządnie wygłaskać koty to zapewne dwie godziny mam już z głowy. One uwielbiają takie pieszczoty.

Zdjęcia autorstwa Ewy Piekut.

5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares