Mój pierwszy raz z Elcem

Od zawsze byłam dziewczyną, która nie szczędziła sobie atrakcji. Nie potrafiłam usiedzieć w jednym miejscu choćby przysłowiowych pięciu minut. Za przeproszeniem, tyłek mi się palił do wiecznego odkrywania tego, co dla mnie nieznane. Dzisiaj postanowiłam zaznać smaku jazdy na deskorolce, dlatego żwawym krokiem udałam się do sklepu sportowego i kiedy tylko przekroczyłam jego próg – bezapelacyjnie się zakochałam.

Cena co prawda nakłaniała mnie jednak do ulokowania swych uczuć w innym, ewentualnym nabytku, jednak coś mi podpowiedziało, żeby wybrać tę.

Raz kozie śmierć, a co!

Wyobraźcie sobie moją minę, kiedy zobaczyłam to cacko! Full wypas, tego jeszcze nigdy na oczy nie widziałam, ale jak szaleć, to szaleć! Podziękowałam pięknie ekspedientce i postanowiłam od razu spróbować swoich sił.

Podążałam drogą, która wiodła wprost na nieopodal leżący skatepark. Oczywiście nie obyło się bez słuchawek w uszach, z których wydobywał się głos Taco Hemingway’a. „Deszcz na betonie, deszcz na betonie” – podśpiewywałam i dynamicznie podskakiwałam i wygłupiałam się na środku ulicy. W zasadzie – nie robiło mi to problemu, bo tutaj nikt na nikogo nie zwraca uwagi, więc dlaczego nie?

Kiedy dotarłam na miejsce, moje oczy dostrzegły jakby znajomą mi postać.

Podeszłam bliżej i aż pisnęłam z radości. Wnet musiałam uszczypnąć się w rękę, by móc uwierzyć w to, co widzę. Przede mną stał sam Elec! Tak, ten sam Elec od Penelopy Ward!

– Nie możliwe, stary, ty istniejesz! – krzyknęłam na widok młodego mężczyzny.

– Takie to dziwne? – zaśmiał się słysząc moje pytanie.

– Nie, po prostu nigdy nie sądziłam, że postacie, które dostają życie w książkach, naprawdę istnieją. Ale poza tym… co ty tutaj robisz?

– To co wszyscy, jeżdżę na desce. Chcesz pojeździć ze mną?

Otrząsnęłam się z szoku jaki dopadł mnie po tym pytaniu i szybko odpowiedziałam:

– Jasne, ale wiedz, że dzisiaj jest mój pierwszy raz.

– Pierwszy raz i masz przy sobie takie cacko? Powinnaś wziąć mniej podatną na uszkodzenia deskę. A co zrobisz, jeśli pójdzie w diabły? Nie szkoda ci kasy?

– Nie przemyślałam tego. (Głupia baba – przeklinam się w myślach). Masz rację. Najwyżej nauczę się na swoim błędzie. Słuchaj, mam pytanie. Nie zechciałbyś mi udzielić wywiadu?

– Ja? Wywiad? Nie uważam się za jakąś ważną osobistość ani nawet za kogoś interesującego, ale OK, skoro sprawi ci to przyjemność, proszę bardzo. Znajdźmy jakąś ławkę, usiądźmy i spokojnie porozmawiajmy.

Długo nie szukaliśmy miejsca.

Znalazłam małą ławeczkę tuż obok drzewa, które rzucało cień i dawało możliwość odetchnięcia po godzinnym spacerze na słońcu. Wyjęłam telefon komórkowy, który będzie służył mi przez ten czas jako dyktafon, i zaczęłam swobodną rozmowę:

Ja: Słuchaj, kiedy czytałam powieść, w której występujesz, zawsze zadawałam sobie to pytanie: Dlaczego do byłeś taki chłodny i chamski dla Grety? Przecież ta dziewczyna niczym Ci nie zawiniła.

Elec: Bo kobiety lubią drani (śmiech). Prawda jest taka, że spodobała mi się od samego początku, kiedy tylko stanąłem w drzwiach mieszkania, w którym miałem spędzić najbliższy czas. Jak Bóg mi świadkiem, już wtedy chciałem rzucić się na nią i zedrzeć z niej wszystkie…

Ja: No dobra, dobra stop. Każdy wie, że jesteś erotomanem. Nie trzeba być odkrywcą.

Elec: Uwielbiam to, mógłbym wykonywać to godzinami. A wracając do tematu, po prostu starałem się ją od siebie oddalić. Jej bliskość sprawiłaby, że zakochiwałbym się w niej co dnia jeszcze mocniej. Tyle.

Ja: Ale jednak i tak nie udało ci się utrzymać tej bariery.

Elec: Sytuacja wymknęła mi się nieco spod kontroli, choć wcale tego nie żałuję. Kochałem ją, jak przyszywaną siostrę, ale i jako kobietę. Swoją drogą, była niesamowita w łóżku (śmiech).

Ja: Elec, na miłość Boską, przestań!

Sama nie mogę się powstrzymać i wybucham śmiechem razem ze swoim towarzyszem.

Ja: Przepraszam, poruszę teraz nieco ciężki temat. Jak zareagowałeś na wieść, że matka Grety rozbiła twoją rodzinę?

Elec: No co ja mogłem zrobić? Jako nastolatek – niezbyt wiele. Ale obiecałem sobie, że przyjdzie taki czas, że podziękuję jej za to wszystko, co dla nas spieprzyła. Jak widać, miałem okazję. Jednak późniejsza choroba mojej matki wybiła mnie z rytmu. Mój cały świat legł w gruzach…

Nagle zobaczyłam łzy w jego oczach. Wiedziałam, że poruszyłam cienką nić, która była w stanie szybko pęknąć. Postanowiłam odpuścić i zmienić temat.

Ja: Przepraszam, nie powinnam była…

Elec: Masz rację, nie powinnaś. Zostawmy to wszystko za sobą, udajmy, że tego nie było i chodź, nauczę cię paru sztuczek na desce.

Poczułam jak nogi mi drętwieją. W życiu bym się nie spodziewała, że będę mieć swój pierwszy raz z Elecem!

I nagle usłyszałam wnerwiający dźwięk, którego tak bardzo nie chciałam słyszeć, nie w tym momencie. Rozbrzmiewał on głośno, zagłuszając wszystko, co tylko było można.

Dźwięk budzika.

Piękny sen, który mam nadzieję kiedyś się ziści, pozostał tylko wspomnieniem.

5.00 avg. rating (98% score) - 2 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares