“Nasze małżeństwo” – Tayari Jones

Nasze małżeństwo” to powieść, przez którą się płynie. Oddycha życiem z każdej strony; jego prozaiczną stroną, nie poetycką rodem z romansów w różowych okładkach. Gorzka prawda o tym, co „Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza”, subtelnie doprawiona nadzieją na szczęśliwe zakończenie.

Mąż i żona

Wiem, że znaleźliby się tacy, którzy uznaliby, że nasze małżeństwo przechodzi kryzys. Ludzie mają mnóstwo do powiedzenia o sprawach, które dzieją się za zamkniętymi drzwiami, pod czyjąś kołdrą, między zmierzchem a świtem. Jako świadek, czy wręcz strona naszego związku, jestem jednak przekonany, że było dokładnie na odwrót. Fakt, że potrafiłem ją rozwścieczyć świstkiem papieru, a ona mnie zwykłą gumką, musiał coś znaczyć. Owszem, ale ciągle byliśmy młodzi i zadurzeni w sobie. Po roku ogień naszej miłości nadal płonął gorącym płomieniem. Sęk w tym, że w dzisiejszych czasach niełatwo jest być parą. Z pozoru przypominaliśmy całkiem już dorosłych Whitley i Dwayne’a z serialu „Inny świat”, lecz Celestial i ja tworzyliśmy związek, o jakim nie śniło się scenarzystom z Hollywood.

O słodka naiwności!

Chciałoby się krzyknąć. Ci, którzy obserwowali małżeństwa, te niekoniecznie zgodne i udane, swoich znajomych czy rodziców, postanowili sobie, że ich związek będzie INNY. Lepszy. Bardziej przemyślany. Związek, w którym kłótnie ustąpią miejsca rzeczowej, spokojnej dyskusji, w którym nigdy nie dojdzie do cichych dni, albo – nie daj Boże – rękoczynów. Nauczeni błędami popełnianymi przez innych, uroczo wierzyli w bycie ze sobą na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, zapominając, że tamte kiepskie małżeństwa przed laty przysięgały sobie dokładnie to samo. Tayari Jones w jednocześnie wyrazisty i nienachalny sposób pokazuje zderzenie wyobrażeń z często bolesną prozą życia.

O co chodzi w tym małżeństwie?

Roy i Celestial. Obydwoje piękni, młodzi, z nadzieją patrzący w ich świetlistą, wspólną przyszłość. To już brzmi jak zapowiedź romansu w różowej okładce, prawda? Bo chyba tak właśnie jest; do pewnego momentu życie nie rzuca nowożeńcom kłód pod nogi, a pieści ich jedynie gęsim puchem. Wystarczy jednak chwila, żeby jeden incydent zamienił ich rzeczywistość w koszmar, odwracając wszystko o sto osiemdziesiąt stopni. Czy małżeństwo z krótkim, bo zaledwie półtrorarocznym stażem, znajdzie siłę aby zawalczyć o miłość? O to, co zabrał im głupi los – ich bycie razem? Czy wytrwają w przymusowej rozłące, oczekiwaniu? Czy ONA odkryje w sobie nie tylko ogromne pokłady cierpliwości, ale przede wszystkim miłość, którą obiecywała mężowi?

Fabuła

Celestial jest artystką. Projektuje nietuzinkowe lalki, a każdej nadaje rysy Roya, który jest dla niej muzą, inspiracją i menedżerem jednocześnie. Kolorowa jak ptak, pochodząca z bogatej rodziny Celestial, pozornie stoi w opozycji do swojego męża, chłopaka z miasteczka Eloe, syna dobrej kobiety i serdecznego mężczyzny. Roy kocha Celestial jak nikogo innego; oprócz matki Olive nie ma w jego życiu ważniejszej od żony kobiety. Młodzi małżonkowie snują rozważania o powiększeniu rodziny, jednocześnie odsuwając je w czasie na nieznane przyszłe „jeszcze nie teraz”. Ale wracając do fabuły. Mała sprzeczka w motelu, podczas której Roy wychodzi po lód, aby ochłonąć i pomaga starszej pani napełnić kubełek, stanowi preludium zdarzeń, które na małżonków osypią się niczym lawina. Od chwili, w której nad ranem policja skuwa Roya za gwałt na kobiecie, mimo że całą noc spędził w czułych objęciach żony, zaczyna się postępująca destrukcja wyobrażeń o trwałym, szczęśliwym małżeństwie.

Zgrzyty

W wyjątkowych okolicznościach, kiedy ludzie tracą grunt pod stopami, albo działają i ze wszystkich sił trzymają się razem, albo pozwalają, żeby życie zweryfikowało szczerość ich relacji. Teoretycznie wszystko zależy od poczucia odpowiedzialności zaszczepionego przez rodziców, od siły charakteru, aż w końcu od priorytetów. I okazuje się, że ta druga osoba, mąż, partner, miłość życia, któremu obiecywało się trwać, być, przychylić nieba, pomagać bez względu na wszystko, spada z listy priorytetów z głośnym hukiem. Albo jest na niej nadal, przesuwany niemal niezauważalnie z pierwszego miejsca na drugie, na trzecie, jeszcze niżej. Bo bywa tak, że determinacja jednego z małżonków gaśnie, ustępując miejsca beznadziei i jakże ludzkiemu egoizmowi. A miłość? Czasami zamienia się w maleńkie skupisko kilku liter, przesuwanych z podniebienia na język.

Uprzejmość

To właśnie uderzyło mnie w powieści Tayary Jones. Uprzejme dialogi, uprzejma korespondencja listowna między Royem a Celestial, które w dyskretny sposób emanowały jednocześnie nadzieją i wyczuwalną boleścią. Jestem zachwycona postacią Dużego Roya, ojca głównego bohatera, bo to on jest żywym odpowiednikiem MIŁOŚCI i SIŁY MAŁŻEŃSTWA w tej książce. Autorka zabiera czytelnika może nie w podróż, ale z pewnością na spacer po małżeństwie. Kobiety, które znajdują odpowiedniego mężczyznę, mężczyźni odchodzący bez pożegnania. Szczęście pierwszych i drugich małżeństw. Taki prawdziwy patchwork życia.

Bardzo dziękuję Otwarte za tę czytelniczą ucztę.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

2 komentarze on “Nasze małżeństwo” – Tayari Jones

  1. Agnieszka Kaniuk
    21 stycznia 2019 at 20:15 (9 miesięcy ago)

    Książka czeka już na mnie w kolejce do przeczytania. ?

    Odpowiedz
    • Magda Czmochowska
      22 stycznia 2019 at 15:32 (9 miesięcy ago)

      Agnieszko będziemy czekać na Twoją opinię 😉 Daj znać, jak już będziesz po lekturze.

      Odpowiedz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares