“Nic, co ludzkie” Powieść inspirowana scenariuszem filmu “Kler” – Piotr Głuchowski

 W 2018 roku w polskich kinach wydarzeniem filmowym był „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. Powieść Piotra Głuchowskiego. „Nic, co ludzkie” to efekt inspiracji scenariuszem filmu. Tytuł odwołuje się do słów Terencjusza, autora sentencji Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce”.  Powieść sensacyjna, trudna, depresyjna.

Filmowe wątki.

Zaczynając czytać książkę Głuchowskiego, obawiałam się wtórności z wielkiego ekranu. Film oglądałam, nie wstrząsnął mną jakoś szczególnie, choć przekaz miał mocny. „Nic, co ludzkie” okazała się jednak rozszerzeniem filmowych wątków, rozbudowanych o wnikliwe obserwacje psychologiczne każdego z bohaterów. Postaci są wyraźne, z piętnem przeszłości, która wydobywa się z pamięci, powraca w chwilach strachu. Konstruuje bieg obecnych wydarzeń.

Cechy charakteru.

Główni bohaterowie, tak jak i w filmie, to księża, arcybiskup i młoda dziennikarka. Leszek Lisowski, Tadeusz Trybus i Andrzej Kukuła, księża przyjaciele, którzy znają się z seminarium. Henryk Mordowicz, metropolita krakowski, który bezwzględnie rządzi kościelnymi strukturami i wymaga posłuszeństwa od każdego. Opętany władzą, bezczelny bogacz. Ludmiła Zakrzewska, która dociera do okrutnej prawdy dotyczącej kościoła i której odkrycie rozpętuje burzę.

Grzechy główne, brak hamulców, ból i rany.

670 stron powieści czyta się bardzo szybko. Akcja jest wartka, a wyczyny bohaterów dostarczają silnych przeżyć. Księża i arcybiskup, każdy z nich to postać skomplikowana, reprezentująca ludzkie namiętności. Pieniądze, seks i władza. Lisowski, który jest zimnym biznesmenem, lubi wszystko, co jest drogie i luksusowe. Zdolny, znający kilka języków, korzystający ze swoich talentów. Trybus, alkoholik, cudzołożnik, postać zagubiona, pozbawiona moralnego drogowskazu. Kukuła, cierpiący, wierzący, mający nadzieję, modlący się szczerze, proboszcz małej wsi pod Krakowem.

Coś za coś.

Ludmiła Zakrzewska, ujawnia pedofilię wśród księży krakowskich oraz szemrane interesy przy budowie bazyliki w Krakowie. Prywatnie matka pięcioletniego chłopca, który cierpi na ciężką chorobę. Przerażona, zmęczona, pełna konfliktów wewnętrznych, aby ratować swoje dziecko, przyjmuje pieniądze na leczenie od jednego z księży.

Wymiar wiary… w człowieka.

Książka, tak jak i film operuje obrazem sacrum i profanum. Są tu skrajności i obrzydliwości, okraszone skruchą i autentycznym wybaczaniem błędów. Czystość słowa bożego zostaje zbrukana. Ten kontrast tworzą chciwość, zazdrość, lęk, zazdrość, obłuda obok rozpaczy, smutku depresji, samobójstwa. Historia wielowątkowa, głęboko penetrująca duszę, zmuszająca do przybrania postawy wobec dwulicowości, o której mówi się rzadko. Wciągająca, trzymająca w napięciu od pierwszych stron. Na końcu powieści bogata bibliografia, z której korzystał autor pisząc wnikliwy, przerażający obraz polskiego duchowieństwa i osób z nim związanych.

Wbija w fotel.

Lektura, która wywołuje złość, ale i współczucie. Tą powieść się przeżywa, niezależnie od wyznawanej wiary. Porusza tematykę mroczną, bolesną, utwierdzając w przekonaniu, jak kruchą istotą jest człowiek, zwłaszcza ten, który błądzi. Jak łatwo może zniszczyć nie tylko siebie, ale i innych. Podczas czytania, cały czas zastanawiałam się, co powoduje, że jeden człowiek idzie drogą dobra, a inny z niej zbacza. Czy jest to kwestia wychowania, nawyków, które nabywamy jako dzieci? Czy jednak świadoma praca nad sobą, która nie jest łatwa?

Mimo, iż cała fabuła jest wręcz niestrawna, to tak naprawdę dopiero zakończenie powieści na długo pozostawi Was z niesmakiem. Świetnie skomponowana, poruszająca proza. Prowokuje do dyskusji i do przemyśleń nad naturą człowieka.

5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote
shares