Nie masz czasu na czytanie? Bzdura!

Nie czytasz, bo nie masz czasu, tak? Nie czytasz, bo jesteś tak zawalony pracą, że ledwie cię widać spod sterty papierów. Albo cegieł. A po powrocie do domu marzysz tylko o…

…no właśnie, o czym?

Może o tym, żeby w końcu zdjąć niewygodne buty i całym ciężarem ciała opaść na kanapę? Hej, chwila, na czym usiadłeś? Czy to nie twoje dwadzieścia centymetrów szczęścia; pilot do telewizora? Dziubdziuś ukochany, cały dzień wytęskniony! Spokojnie, zdążysz skoczyć do kuchni po piwo, nawet rozetrzeć skarpetką plamę, bo przecież trochę się rozchlapało. Zdążysz wrzucić do mikrofali pizzę i odczekać te dwie, trzy minuty, aż zachlapaną keczupem wrzucisz na tacę. I co dalej? Powędrujesz do pokoju ze swoim pseudoobiadem i piwem, na które też czekałeś cały dzień, znowu oklapniesz na kanapę (chyba, że masz wygodny fotel) i pstrykniesz pilotem w kierunku telewizora.

Małpy na ekranie

Powiedz, ale tak szczerze, naprawdę chcesz tracić nerwy na oglądanie politycznych przepychanek? Na pyskówki Lewych i Prawych? Hmm… jeśli nie polityka, to pewnie czekasz na serial. Tak! Kolejny odcinek ulubionego serialu, bez którego nie możesz żyć. Bo przecież utożsamiasz się z bohaterami, fabuła jest świetna, a dialogi miażdżą. Jeśli trafisz, rzecz jasna podczas skakania po kanałach (wybacz, że wtrącę – nie boli cię kciuk?), na pościgi, strzelanki, samochody stojące w płomieniach i pochód zombie, to następuje ekstaza. Świetne jest takie odmóżdżenie, prawda?

A może by tak komputer?

No kurde, pewnie, że tak! Myślisz sobie, że zajrzysz do ziomali z gry, do swojej paczki, czy gildii, czy jak ją zwał. Mniejsza z tym. Wiesz, zasuwasz pięć dni w tygodniu, zarabiasz tyle, że szlag cię trafia, ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że fajnie, że wystarcza ci na popłacenie rachunków. No i należy ci się chwila dla siebie. Gra, wirtualna wojna, może kwadrans soczystego porno (hej, wszystko jest dla ludzi!) i Facebook. Memy, Janusze, Halyny, garść filmików na których psy robią kupę do nowo kupionych butów swojej panci, albo jakiś koleś zalicza epicką glebę na desce. Beka śmiechu! Reset jak ta lala. No przecież ci się należy, nikt tego nie neguje! To twój sposób na relaks.

Zakupy, gary, zmywanie i padasz na twarz.

Spokojnie, znam to z autopsji. Po pracy wracasz wyduźdana jak koszulka zmięta w kulkę. Twoje ręce od dźwigania ciężkich siat wyciągnęły się jak guma. Ugotowałaś obiad dla rodziny, pozmywałaś, bo przecież nikt by nawet palcem nie kiwnął. Chcesz odpocząć. Szykujesz sobie kąpiel, wskakujesz do wanny, ogarnia cię błogostan. Ale co to? Czyżby myśl o tym, co trzeba zrobić jutro? Och nie, nie kupiłaś płynu do prania, nie zadzwoniłaś do dentysty, żeby umówić wizytę dla dziecka! Tra-ge-dia. Na szczęście masz pod ręką telefon i na messengerze czułe „uszy” psiapsiółek. Możesz im się wygadać, możesz wysłać zdjęcie słodkiego kotka, czy bobaska, czy diabli wiedzą czego. Znowu się uśmiechasz.

Pomyśl i policz…

…ile czasu mitrężysz na wirtualny świat. Ile czasu, który mogłabyś, lub mógłbyś poświęcić na coś zupełnie innego. Na przykład na czytanie. Bo powiedzmy sobie szczerze: MASZ CZAS NA KSIĄŻKI, tylko z niego nie korzystasz! Wydaje ci się, że na przescrollowanie Facebooka poświęcasz maksymalnie dziesięć minut. Jasne, a mnie tu jedzie czołg. Masz poczucie, że rundka na PS4, czy odcinek ulubionego serialu, to raptem pół godziny. Mhm, zejdźmy na ziemię. To czas, którego upływu nawet nie rejestrujesz. To czas przepływający ci przez palce jak rzadki kisiel. Czas memów i „ale-mam-bekę”, chwila pohejtowania oponentów, żeby podbudować ego przed snem. Twój czas.

Twój wybór.

A teraz, tak z ręką na sercu, przyznaj: masz czas na czytanie. Masz. Po prostu wykorzystujesz go na coś innego. Na te swoje seriale, na Instagramy, Facebooki, lajkowanie słodkich foci przyjaciółek, na przeglądanie sklepów online, na GTA (wybacz, nie jestem na czasie, nie wiem, w co się teraz gra). Na miliony innych spraw i czynności, zaprzątających twoje myśli. Ale czy masz w ogóle pojęcie, jak cudownie możesz zrelaksować się podczas czytania? Serio, nie musisz łapać od razu za najbardziej ambitną literaturę, ani za książkę objętości cegły. Poświęć kwadrans dziennie na przeczytanie kilkunastu stron. Odłóż telefon na bok, albo chociaż wyłącz wi-fi. Przestań kolegować się z pilotem do telewizora, wstrzymaj się z włączeniem komputera przez piętnaście minut.

Co zyskasz?

Pewnie chcesz zapytać, co ci da to głupie piętnaście minut czytania dziennie. Pomijając fakt, że czytanie poszerza zasób słownictwa (wspomnisz moje słowa pisząc CV i list motywacyjny) i wręcz regeneruje mózg, jest najlepszym sposobem na relaks. Tak, wiem, seks, też jest wspaniały. Ale wracając do tematu: nic tak nie pobudzi twojej wyobraźni, jak dobra książka. Czym jest jeden rozdział porywającej powieści? To drobiazg, serio. To nawet nie kwadrans wyrwany z twojego (a właściwie ukradziony!) napiętego grafiku. Pomyśl o krwi cieknącej z każdej strony, o pogoni za mordercą, o seksownym facecie dobierającym się do głównej bohaterki, z którą się identyfikujesz. Albo o elfach, smokach czy wampirach. Zacznij flirtować ze swoją wyobraźnią, daj jej pole do popisu.

To co, poczytasz trochę?

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares