“Chciałam mu jeszcze tyle powiedzieć…” – oblicza romantyzmu

Ostatnio przeczytałam interesujący tekst na temat romantyzmu. Przypomniał mi historię, która wydarzyła się całkiem niedawno w mojej rodzinie. Siostra mojej babci, obecnie prawie 100-letnia kobieta spędziła ponad 60 lat ze swoim mężem. Tak się złożyło, że byłam u niej w dniu jego śmierci. Pamiętam, jak siedziała zapłakana na fotelu. Pamiętam też słowa, które wtedy powiedziała. Słowa, które ogromnie mnie poruszyły i nie zapomnę ich do końca życia: „Chciałam mu jeszcze tyle powiedzieć…”

Czy istnieje jeszcze romantyzm w świecie, w którym czasem nawet nie wiemy, co powiedzieć sobie rano?

Tak samo, jak miłości, nie da się zdefiniować romantyzmu

Jest to coś, co się po prostu czuje. Myślę, że każdy z nas musi mieć choć odrobinę romantyzmu w sobie. Wszystko zależy od tego, czy mamy odwagę go dostrzec w świecie, w którym okazywanie uczuć jest postrzegane jako słabość. Osobiście pochodzę z rodziny, w której nie nauczono mnie wiele o miłości, a jednak zawsze kieruję się sercem i zwyczajnie to czuję. Bardzo często zdarza mi się słyszeć, że „takich ludzi, jak ja już prawie nie ma” albo, że powinnam „zejść na ziemię”, ale co jeśli to po prostu część tego kim jestem?

Czy gesty romantyzmu to coś wielkiego?

Myślę, że wszystko kryje się w najmniejszych rzeczach. Małe gesty, spojrzenia, dotyk. Kiedyś, aby uwieść kobietę, nawet na jedną noc, trzeba było się postarać. Teraz wystarczy kilka wiadomości na Tinderze. Gdzie się podziała pasja? Kilka drinków na odwagę i do łóżka. Zwykłe, mechaniczne zaspokajanie potrzeb. Często zwierzęta okazują więcej uczuć względem siebie niż wykorzystujący się nawzajem ludzie. Chcesz Jej pokazać, że jest niesamowita? Patrz na Nią tak, jakby była jedyną kobietą na ziemi, a potem przyciśnij Ją do ściany i pocałuj tak, że zapomni jak się nazywa. Poczuje ogień w całym ciele. I zapamięta Cię na zawsze.

Nawet gdybyśmy przejrzeli wszystkie słowniki i encyklopedie świata, nie sposób zdefiniować zarówno romantyzmu, jak i miłości – ale chyba w tym tkwi całe jej piękno.

Czasem mam wrażenie, że już jej nie ma. Ludzie zmieniają partnerów kilka razy w roku, nawet częściej niż przysłowiowe rękawiczki. Czy naprawdę można zapomnieć tak szybko kogoś, kogo się kocha? Wchodzimy w związek po związku chyba tylko po to, żeby nie czuć się samotnie. Zabawne, jak często słyszę dlaczego “nie mam nikogo” albo, że mam “nierealne spojrzenie”, bo przecież można się przez chwilę zabawić, bez znaczenia z kim, czy moje ulubione: „jak to możliwe, że nikt nawet ci się nie podoba.” Nigdy za to nie pytają, czy jestem szczęśliwa.

Nie widzę sensu bycia z kimś dla samego bycia, marnowania czasu dla kogoś, kto nie wywraca mojego świata do góry nogami.

Może jestem staroświecka, ale dla mnie to coś więcej. Miłość, czy nawet romans, to przeżycia, które kojarzą mi się z pasją, całkowitym zatraceniem. To ktoś przy kim poczuję trzęsienie ziemi. Kto swoim spojrzeniem sprawi, że zapomnę o całym świecie. Swoim dotykiem odbierze mi oddech. Osoba, o którą warto walczyć, bo wiesz, że nigdy więcej już nie spotkasz kogoś tak wyjątkowego. Kobieta, którą codziennie zdobywasz od nowa, tak jakbyś widziała Ją po raz pierwszy. Kiedy poprosi Cię o światło, przynosisz Jej gwiazdy. Zaskoczysz Ją kwiatami tylko dlatego, że jest środa. Zostawisz liścik w kieszeni płaszcza, żeby wśród zgiełku codziennego dnia, znalazła go i choć przez moment się uśmiechnęła. Taka, o której myślisz nie tylko, gdy samotnie zasypiasz, ale w tłumie ludzi, bo to Ją chcesz najbardziej zobaczyć. Osoba, z którą można przegadać, albo kochać się całą noc zapominając o wszystkim wokół i nigdy nie mieć dość.

Jej ciało, każdy pocałunek i dotyk traktujesz jak dzieło sztuki.

Wiesz, że zasługuje na wszystko, co najlepsze. Możesz jechać godzinami tylko po to, żeby pobyć z Nią przez kilka minut. I nawet jeśli to nie miłość na całe życie, a chwilowy romans, gdy zabierasz Ją na spacer w piękną letnią noc, dajesz Jej poczuć, że jest piękniejsza i bardziej wyjątkowa niż wszystko wokół. A jeśli już skradnie Twoje serce, Jej szczęście jest dla Ciebie najważniejsze, bez względu na to przed jak bolesnymi wyborami stajesz. Kiedyś przeczytałam, że o tą prawdziwą miłość, uczucie można starać się latami i jest to w pewien sposób magiczne. Dzień po dniu, słowo po słowie, dotyk po dotyku.

Gdzie się podział romantyzm?

Myślę, że sami częściowo się go pozbawiliśmy. Bardzo często spotykam się ze stwierdzeniem, że teraz nie można mieć zbyt dużych oczekiwań, wystarczy, że ktoś mówi i po prostu jest obok. Miłość w takiej formie, jak kiedyś, powoli zanika. Uczucia stają się słabością. Romantyzm to przede wszystkim odwaga. Odwaga bycia słabym, bycia szczerym, pokazywania prawdziwego siebie, zmierzenia się z oziębłością i materializmem współczesnego świata i często znoszenia niezrozumienia i bólu, jaki to za sobą niesie. To rzeki łez wylewane w samotności. Wsadzanie gwoździ w serce i dawanie komuś narzędzi, którymi może je wbić z nadzieją, że tego nie zrobi.

Czasem wydaje mi się, że nie pasuję do tych czasów, do tej całej sztuczności, pozornie idealnego życia z Internetu.

Tęsknię za prawdziwymi relacjami. Takimi, które rozpalają zmysły, zaczynają się od małej iskierki wymienionej jednym spojrzeniem. Za światem, w którym mówienie o uczuciach nie jest postrzegane, jako coś żałosnego. Nie jestem w stanie nawet policzyć ile razy słyszałam, że czuję “za bardzo”. Próbowałam wiele razy, ale nie potrafię uciszyć tego wewnętrznego głosu, który mówi, żeby wskoczyć w ogień. Choćbym nie wiem, jak się starała nie zagłuszy go nowy zegarek, tatuaż, czy 1000 serduszek na Instagramie. Być może nigdy się nie przekonam, czy taka pasja jeszcze istnieje. Wiem, że wolę moją samotność od udawanych relacji, zadowalania się zwykłą mżawką, gdy czekam na burzę z piorunami. I choć czasem chciałabym, żeby było łatwiej, lubię moje serce za to, jakie jest. Za to, że nawet złamane potrafi świecić na planecie szczycącej się obojętnością. I za to, że mimo wszystko jeszcze tyle chciałabym komuś powiedzieć… 

Autor: Anna Gawryluk

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

1 Comment on “Chciałam mu jeszcze tyle powiedzieć…” – oblicza romantyzmu

  1. I.
    8 czerwca 2020 at 13:55 (4 tygodnie ago)

    Cześć, z zainteresowaniem przeczytalam tekst, jednak nie moge się do końca zgodzić z prezentowaną wersją romantyzmu. Główną ideą jest tu wg Ciebie “odbieranie oddechu”, ” Wywracanie swiata do góry nogami”. Miłość mialaby byc sensem całego życia. Wedlug mnie to podejscie jest zbyt wzniosłe i pozwala na krótkoterminową uciechę. Dla mnie pieknym jest gdy mogę spędzać czas z osobą, ktora wiem, ze zmierza dokladnie w to samo miejsce co ja. Ma takie same oczekiwania wobec swojego zycia, co ja do mojego. Sprawia nam przyjemność spedzanie razem czasu, ciagle wymyslanie czegos nowego, nawet głupot. Wsparcie dla rozwoju. Skupianie się na uczuciu samym w sobie i czulych gestach moze wkrotce sie wyczerpac. Wazne jest budowanie podstaw tego uczucia, snucie planów i dążenie w kierunku ich realizacji. To czyni miłość piękną. To o czym piszesz w tekscie to bardzo wazny element uczucia, bo z tego wlasnie milosc wynika i pozwala na dalsze kroki, a te wlasnie kroki sa najtrudniejsze. Milosc “w biedzie, w niedoli, mimo wszystko, przeciw wszystkim” Nie jest umacniająca i nie sa to fundamenty na ktorych chciałabym cos budować. Gdy ma sie wszystko co potrzeba do zycia, jest sie szczęśliwym, spełnionym to milosc moze byc przepieknym dopelnieniem tego szczęścia – faktycznie, warto odrzucic osoby ktore nie traktuja tej potrzeby powaznie. Jednak bardzo nie podoba mi sie tu aspekt “wywracania zycia do gory nogami” – nie wywracaj mi zycia do gory nogami, spraw, zebym spojrzala na to co mam z wielka radoscia i chciala osiągać z Toba wiecej i wiecej. Czekam na komentarz co tym myslisz!

    Odpowiedz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares