„Ostra jazda” – Ryszard Ćwirlej

Ostra jazda” Ryszarda Ćwirleja to mały rollercoaster. Czytelnik pędzi między morderstwami, kradzieżą materiałów wybuchowych i dawnymi pracownikami SB, zakleszczony w wagoniku bez pasów bezpieczeństwa.

Głos wyprany z emocji

Kobieta, lat około dwadzieścia, dwadzieścia pięć, włosy blond, farbowane, widoczne odrosty, kolor naturalny czarny. Ubrana w czerwoną pikowaną, krótką kurtkę, pod nią fioletowy obcisły sweter, spódniczka mini, czarna. Na nogach rajstopy, tak zwane kabaretki, czarne, zdjęte do połowy razem z czarnymi majtkami. Na stopach brak obuwia. Kobieta zginęła od strzału w skroń głowy. Otwór wlotowy w części prawej skroniowej, wylot w okolicy lewego oczodołu i lewej strony nasady nosa. Zmasakrowane miejsce świadczy o użyciu przez sprawcę broni o dużym kalibrze, być może dziewięć milimetrów. Opuszczone do kolan rajstopy i majtki mogą świadczyć o tym, że kobieta była przed śmiercią wykorzystana seksualnie…

Niby dobry kryminał, a jednak coś zgrzyta

Przyznam, że pomysł na fabułę był przedni, ale nie mogę ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że Ryszard Ćwirlej stanął na wysokości zadania. Plusem „Ostrej jazdy” jest to, że pomimo kilku równoległych wątków, wcale nie wkrada się do niej chaos. Minusem zaś fakt, że wiele tych wątków nie zostało dostatecznie rozwiniętych. Co dziwne, bo książka jest dość opasła (ponad pięćset stron). Czegoś w niej jednak ewidentnie brakuje. Na przykład kilku drobnych wtrąceń, małych retrospekcji. Wyjątkowo bolesne są niektóre dialogi; sztuczne, jakby recytowane przez androida. Nie lubię się czepiać, ale monolog brutalnego handlarza żywym towarem skierowany do grupki przyszłych prostytutek jest bardziej nudny niż przerażający.

Policja czy milicja?

I to jest właśnie kwestia, która niezwykle mi się podoba w kryminale Ryszarda Ćwirleja. To dyskretne przepoczwarzanie się MO w struktury policji, która wszak stoi na straży prawa, porządku i demokracji. Milicyjne kolesiostwo i nawyki (nawet tak „drobne” jak picie alkoholu na służbie) kontra policyjny ład. Jeśli dodamy do tego ówczesną Służbę Bezpieczeństwa, która miała swoich donosicieli wszędzie, uzyskamy świetny wątek! Mało tego, niektórzy byli esbecy transformowali w obywateli godnych życia w wyzwolonej od komunizmu Polsce. Dyskusyjna jednak pozostaje ich uczciwość i transparentność prowadzonych przez nich działań. Bo wynika z tego, że stare naleciałości pozostają z człowiekiem na zawsze. Ale! Autor w świetny sposób bawi się z czytelnikiem, niemal zmuszając go do polubienia postaci z ciemną przeszłością. Dobry zabieg, bardzo dobry!

Wybory, kryzys imigracyjny, brudne gierki

Ryszard Ćwirlej umiejscowił akcję powieści we wrześniu 2015 roku. W roku, w którym Polska szykowała się do wyborów, a Europa borykała się z napływem imigrantów. Jak pamiętamy, nastroje społeczne były różne, a ludzie zaczęli się formować w obozy stojące po przeciwnych stronach barykady. Przyzwyczajeni do rządów jednej partii z niepokojem patrzyli na zbierającą siły opozycję. Polityka w „Ostrej jeździe”, choć jest zaledwie mglistym tłem, to stanowi ważny punkt. Były esbek opłaca dziennikarza, aby napisał paszkwil o Alfredzie Marcinkowskim, który był ponoć informatorem SB. W międzyczasie ktoś zabija żołnierza, drugiego rani, zaś z magazynu ginie dziesięć skrzynek trotylu. Do tego policja znajduje w lesie martwą prostytutkę. Okazuje się, że wszystkie te aspekty mają ze sobą wiele wspólnego.

Brzmi zachęcająco, prawda?

Autor skonstruował bohaterów z krwi i kości. Być może (no dobra, nie być może, ale na pewno) niektórzy z nich są zarysowani zbyt grubą krechą, wręcz toporni. Świetne postaci byłego cinkciarza i policjantów – szczególnie tych starych wiarusów, którzy przygodę zaczynali jeszcze w MO – rekompensują całą resztę. Jest jednak coś, czego autorowi darować nie mogę. A mianowicie idiotycznie ujęty wątek jednej z byłych/niedoszłych prostytutek, Wiery, i niejakiego Andrzeja. Jak bujną trzeba mieć wyobraźnię, aby dziewczynę wielokrotnie zgwałconą i to w każdy możliwy otwór przez kilku oprawców jednocześnie, rzucić w ramiona innego faceta? Dziewczynę, która nie dość, że przeżywała katusze, była bita, upokarzana i wysyłana do pracy przy drodze, dziewczynę z niewyobrażalną traumą! Autor niestety zbyt po łebkach zasugerował, że BYĆ MOŻE cokolwiek (co, do licha?) iskrzy między Wierą a Andrzejem, za to dziewczyna ufnie, śmiało i z chęcią rozłożyła dla niego nogi. Ot i już była z tego miłość.

Jestem trochę zagubiona

Prawdopodobnie sięgnę jeszcze po prozę Ryszarda Ćwirleja. Muszę się przekonać, czy jego powieści do mnie trafią. Po „Ostrej jeździe” nie mam tej pewności, nad czym ubolewam. Nie wątpię jednak, że jest to płodny i uzdolniony autor, dlatego chętnie dam jego twórczości kolejną szansę.

Dziękuję wydawnictwu MUZA za możliwość przeczytania książki.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares