Pasja, siła, kobiecość. Moje inspiracje i ikony na co dzień

W marcu częściej swoje myśli kieruję ku kobiecości. Nie oznacza to oczywiście, że nie robię tego na co dzień, że nie poświęcam sobie czasu, czy że o siebie nie dbam. Ale marcowe święto intensyfikuje kobiecość, tradycyjnie już wtedy odbywają się spotkania dla kobiet, poświęcone ich sile, fenomenowi, pięknie i zdrowiu.

Często myślę o kobietach, które odniosły sukces, które stały się profesjonalistkami i które mimo różnych problemów, osiągnęły życiowy cel.

Lubię 8 Marca, i choć nie świętuję jakoś hucznie, celebruję swoją wyjątkowość bycia kobietą. Lubię, gdy tego dnia świeci słońce, gdy wiosna przedziera się przez zatłoczone alejki w parku. Gdy wyciąga ludzi na spacery, gdy odciąga myśli ku niebu. Lubię ten dzień, choć pamiętam czasy, gdy Dzień Kobiet wywoływał lekko kpiący ton, aluzje do goździków i do paczki rajstop, że to komunistyczne święto i że „peerel”.

Kilka lat temu zmieniło się nastawienie do tego święta, myślę, że głównie dlatego, że zmieniły się same kobiety.

Bo chcą czegoś więcej od siebie, bo pracują nad sobą, bo o sobie rozmawiają. Łączą się i wspierają, czy to tworząc biznesplany, czy organizując spotkania motywacyjne, gdy dają sobie przyzwolenie na rozwój i samoakceptację. Coraz więcej kobiet, oprócz ról związanych z rodziną i domem, przyjmuje również obowiązki w organizacjach społecznych, stowarzyszeniach, które służą wspieraniu innych kobiet. To świetne inicjatywy.

8 Marca poświęcam również myślom o moich kobietach – ikonach.

To moje wzorce, inspiracje i silne mentalne wsparcie. To trzy kobiety, o których uwielbiam czytać, oglądać filmy. Fascynują mnie i są mi bliskie, a każda z nich to potężna osobowość, która ma dar pokrzepiania, gdy dopada mnie szary nastrój. Mają moc, być może dlatego, że już za życia stały się legendą.

Odkąd pamiętam, Gabrielle Chanel wzbudzała we mnie ciekawość.

Na setkach zdjęć jej tajemnicze spojrzenie ma w sobie siłę oraz ten szczególny błysk. pewność, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Podziwiam ją za ogromną pracowitość. To jeden z ważniejszych czynników składowych jej charyzmy. Spotkałam się z najróżniejszymi opiniami na jej temat, ale niezależnie od zarzutów jej stawianych czy krytycznych ocen, dla mnie Coco Chanel to klasa, której nikt nie dorównuje. Często zastanawiam się, czy jej życie potoczyłoby się tak samo, gdyby na pewnym etapie nie tkwiła w biedzie i nie byłaby zmuszona zarabiać na skromne życie śpiewaniem w kawiarniach.

Śpiewać nie potrafiła, ale miała temperament, a brak dobrego głosu maskowała tańcem.

To tam poznała wpływowego mężczyznę, dzięki któremu zaistniała w Paryżu jako ekstrawagancka projektantka kapeluszy. Szybko zdobyła sławę wśród najbogatszych Paryżanek. To jak element baśniowy, gdzie pojawia się dobry książkę i ratuje biedną dziewczynę. Coco mimo opływania w luksusy i bywania wśród najwyższych sfer, nie osiadła na laurach. Pracowała bardzo dużo, każdy projekt dopilnowywała osobiście, była profesjonalistką i bardzo wymagającą pracodawczynią. Szybko stała się sławna. Finansowy sukces przyniosły jej perfumy Chanel no 5, a na przełomie lat 20 i 30, zatrudniała w przedsiębiorstwach sygnowanych swoim nazwiskiem, około 3500 osób.

Co w niej podziwiam?

To, że od samego początku znała swoją wartość i dbała o swój talent, rozwijała się. Oraz miała odwagę wcielać rewolucyjne pomysły w życie, nie zwracając uwagi na kapryśne gusta społeczeństwa. Poza tym nigdy nie zapomniała o swoim dzieciństwie, spędzonym w murach sierocińca prowadzonego przez zakonnice. To one nauczyły ją szyć i haftować i chwaliły jej dokładność. W Chanel była determinacja, ale i wdzięk. Poza tym kochała książki. Czytała mnóstwo i nie wyobrażała sobie nie znaleźć czasu na lekturę.

Mówiono o niej, że jest niezwykle wymagająca.

Po tragicznej śmierci jej ukochanego i przyjaciela w jednej osobie, że stała się wręcz złośliwa. Zarzucano jej działania na rzecz wywiadu niemieckiego. Podkreślano jej antysemickie nastawienie oraz uzależnienie od narkotyków. Niezależnie od tego jakie emocje wzbudza, dla mnie postać Gabrielle Chanel to kwintesencja pięknego stylu i kobiecości. Elegancja i wyszukany smak. I słynne motto, które szczególnie dobrze mi leży: „luksus musi być wygodny, inaczej nie jest luksusem.”

Druga kobieta jest bardzo mało popularna w Polsce.

A przecież to Polka. Kojarzy się z laboratorium chemicznym i fizycznym, pracą naukową, dwoma nagrodami Nobla. Maria Skłodowska – Curie, której biografii praktycznie w podręcznikach szkolnych nie ma. Tymczasem Maria to postać wielobarwna, niezwykle ciekawa. Nie można jej jednoznacznie ująć w ramy umysłu ścisłego. Była niezwykle wrażliwa, uwielbiała poezję, pisała wiersze. Historia jej małżeństwa z Piotrem Curie to piękne świadectwo wielkiej miłości i przyjaźni. Maria od najmłodszych lat zafascynowana była nauką, znała cztery języki obce, wcześnie też zaczęła pracę jako guwernantka u ziemiańskiej rodziny.

Miała w sobie jakiś rodzaj bezkompromisowości i odwagi.

Uczyła wiejskie dzieci czytać, pisać i liczyć, co oczywiście było nielegalne i surowo karane przez władze. Maria buntowała się mądrze, a jako szesnastolatka określiła siebie jako zadeklarowaną ateistkę. Pracując w Szczukach, poznała studenta matematyki. Młodzi zakochali się w sobie i szybko zaręczyli. Jednak spotkało się to z niezadowoleniem ze strony rodziców ukochanego Marii. Młodzi nie otrzymali pozwolenia na ślub. Maria zdruzgotana i upokorzona wróciła do Warszawy. Przez kilka lat odczuwała ogromny smutek i ból, miewała też skłonności do depresji.

Ukojenie znalazła w pracy w laboratoriach chemii i fizyki przy Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie.

W pamiętnikach z tamtego okresu, odcisnęła swój smutek i utraconą nadzieję na miłość. Zresztą Maria pamiętniki pisała przez całe życie. Kiedy mieszkała i studiowała w Paryżu, swój czas zapełniała nie tylko nauką, ale i grą w amatorskim teatrze, gdzie zaprzyjaźniła się z Ignacym Janem Paderewskim. W Paryżu poznała również Piotra Curie, o osiem lat starszego od niej naukowca. Z mężem miała zawsze wspólne tematy do rozmów, nie tylko o pracy i nauce. Byli bardzo zżyci i bardzo względem siebie życzliwi, byli szczęśliwi. Maria po tragicznej śmierci męża prowadziła „dziennik żałobny”. Piotr był jej ukochanym, a po jego śmierci oddała się wyłącznie pracy, konferencjom i wykładom na Sorbonie. Wraz z grupą przyjaciół stworzyła szkołę, w której dzieci uczono w nowatorski sposób, stawiając na praktykę i doświadczenie, w laboratoriach, muzeach, teatrach.

Maria często podkreślała, że od dzieci wymaga się za wiele niepotrzebnej wiedzy, chciała to zmienić.

Wiele lat po śmierci Piotra, poznała znanego francuskiego fizyka, z którym przez ponad rok miała romans. Zakochany w Marii, odszedł od żony i dzieci. Prasa brukowa zmiażdżyła Marię krytyką i obdarzyła epitetami rozbijającej moralne wartości i przykładne rodziny. Ciekawostką jest fakt, że po wielu latach, wnuczka Marii i wnuczek owego fizyka wzięli ślub. Maria w czasie I wojny światowej zorganizowała specjalne samochody z aparaturą radiologiczną, które ratowały zdrowie i życie rannym żołnierzom. Były to tzw. „małe Curie”, a jej przedsięwzięcie było pionierskim działaniem diagnostyki zdrowia. Jako jedna z pierwszych kobiet uzyskała prawo jazdy. Wyróżniała się ponadprzeciętną inteligencją, była utalentowana, dowcipna, uwielbiała jazdę na rowerze, miała poglądy proekologiczne. Kochała życie i była jego ciekawa. Mawiała „niczego w życiu nie należy się bać, tylko to zrozumieć.”

Kora, ikona sceny muzycznej, kobieta o pięknym głosie, silnej osobowości i wyrazistym charakterze.

Poetka, autorka tekstów, malarka. Kobieta zadbana, zawsze perfekcyjnie przygotowana, przyciągająca tłumy na koncerty. Olga Jackowska, zawsze otwarcie wyrażająca swoje poglądy. Były w niej skrajności, jak sama opisywała, że zawsze oddzielała scenę od domu. Gdy nagrywała płyty i koncertowała była tylko i wyłącznie artystką. Gdy czas spędzała w domu, była oddaną matką, żoną, partnerką. Żyła silnie osadzona w tu i teraz. Interesowały ją zawsze literatura, sztuka i filozofia.

Czytała mnóstwo, kochała książki, uwielbiała rozmowy o sztuce.

Była bardzo zdolna, nauka nigdy nie sprawiała jej trudności. Jednak Korę ciągnęło w stronę wolności, mimo świetnie zdanej matury i dostania się na studia, zrezygnowała z kształcenia wyższego. Pracowała (bez stosownego przygotowania zawodowego) jako psychoterapeutka w Klinice Psychiatrii Dziecięcej w Krakowie. Znała środowisko artystów i hippisów w Krakowie, była z nim silnie zżyta. Pracowała z muzykami, ale początki jej kariery to debiuty na deskach teatralnych Teatru Starego w Krakowie. W „Mątwie” Stanisława Ignacego Witkiewicza, występowała u boku Jerzego Stuhra, Jerzego Bińczyckiego i Ewy Kolasińskiej.

Wychowywała się w biedzie.

Po zdiagnozowaniu u jej matki ciężkiej gruźlicy, została wraz z siostrą przeniesiona do domu dziecka prowadzonego przez zakonnice. W swoich wspomnieniach otwarcie mówiła, jak dziwny był to dla niej czas, jak niezrozumiały. Podkreślała jednak zawsze, że to stamtąd pochodzi jej fascynacja madonnami, które tworzyła i malowała w swojej pracowni. Większość tekstów piosenek Maanamu jest jej autorstwa.

Kochała zwierzęta.

Była mocno zaangażowana w kampanię na rzecz refundacji leku na raka. Gdy już chorowała bardzo poważnie, zwróciła się o pomoc finansową do fanów, sprzedała dom. Dwa lata przed jej śmiercią, minister zdrowia podpisał zgodę na refundację leku. „Róża, tak jak wszystkie moje płyty jest o miłości. Bo wszystko jest miłością albo nie jest nią nic. Albo miłość jest we wszystkim, albo nie ma jej w niczym. Miłość jest uniwersalną zasadą świata. Tą najważniejszą.”

Uwielbiam te kobiety. Są tak od siebie różne, odległe, ale łączy je nieustające dążenie do celu. Pasja. Talent. Wiedza. Pracowitość. Odwaga kreowania siebie. Oraz umiejętność zauważania piękna. I wielki szacunek do Życia.

Autor: Ola Malarz

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
shares