Paździerz, który nigdy nie powinien powstać “Misz masz, czyli Kogel mogel 3”

Jestem pewna, że co najmniej 80% polskiego społeczeństwa kojarzy komedię “Kogel mogel” i jej kontynuację, czyli “Galimatias”. Są to kultowe komedie, których teksty wpisały się na zawsze do polskiej kultury. Dlatego z pewną obawą, ale również zainteresowaniem czekałam na kolejną, trzecią część filmowych hitów sprzed trzydziestu lat.

Tak przypuszczałam, że może to być kolejna polska komedia z białym plakatem, która będzie sypać nie śmiesznymi żartami i “ukrytym” product placementem. Tak – wiedziałam, że nie przebije swoich poprzedniczek. Tak – po zwiastunie było widać, że nie wolno spodziewać się, że będzie to kultowa komedia. Nie – nie zdawałam sobie sprawy, że będzie to aż taki paździerz!

To jest, tak jakby, beznadziejne.

Trzecia część opowiada losy znanych nam bohaterów i ich dzieci trzydzieści lat po ostatnich wydarzeniach. Kasia rozwiodła się z mężem, który wyprowadził się do Holandii wraz z ich synem. Jeśli chodzi o państwa Wolańskich to pani Barbara została, tak jakby, coachem seksualnym, a pan Marian pozostał tym samym facetem co kiedyś, znudzonym swoim małżeństwem. Okazuje się, że oprócz kochanego przez nas Piotrusia, mają również córkę Agnieszkę. Jak na razie nie brzmi to tragicznie, jednak…

Nie chciałabym wam tego spoilerować, ale żeby dokładnie zrozumieć dlaczego uważam, że jest to beznadziejny film, muszę przytoczyć parę scen.

Do wsi Brzózki wraca syn Kasi, Marcin. Chłopak postanawia założyć dyskotekę, która jest pretekstem do hodowania marihuany na jej strychu. Z marihuaną wiąże się wiele scen w tym filmie. Pamiętacie sąsiadów Kasi i Pawła, państwa Goździków? Znajdują ukrytą w figurze Maryi marihuanę i po jej spaleniu zaczynają się zachowywać, jakby byli chorzy psychicznie. Przez pół filmu jeżdżą traktorem i niszczą krasnale wójta oraz obrzucają zgniłymi pomidorami dom starosty. To nie koniec “śmiesznych” sytuacji. Pani Wolańska, jako znana w Polsce kobieta, która znajduje u Polek punkt G występuje w telewizji śniadaniowej. Pyta prowadzącą jak często rozmawia ze swoją łechtaczką, na co jej pies liże wielkie dildo, które akurat trzyma w ręce. Według autorki scenariusza, pani Ilony Łebkowskiej, jest to najśmieszniejszy gag w całym filmie.

Uwierzcie, żaden gag w tym filmie nie był śmieszny.

Tylko raz zaśmiałam się podczas seansu, lecz nie z powodu tego, co się działo na ekranie. Przede mną siedziała starsza pani z wnuczką. Po scenie opisanej powyżej dziewczynka zapytała z ciekawością babcię: “Babciu, co liże ten pies?”. To sprawiło, że zaczęłam się histerycznie śmiać, przy okazji współczując babci dziewczynki, że zabrała ją na ten film. Twórcy filmu reklamowali go, jako film rodzinny, dlatego nie dziwię się, że pojawił się również na nim młodsze osoby.

Zdecydowanie nie jest to film dla każdego. Nie chodzi mi tylko o przedział wieku. Jest to komedia tylko dla ludzi, którzy są w stanie wytrzymać 90 minut nieśmiesznych i absurdalnych scen!

Misz masz” to zlepek idiotycznych scen, które totalnie nie mają racji bytu! Na przykład w pewnym momencie pojawia się macocha Marcina, która przyjeżdża sprawdzić jak idzie mu prowadzenie plantacji. Spotyka na swojej drodze gęsi, które tak ją przeraziły, że JEDYNE co mogła zrobić w konfrontacji z nimi to schować się do bagażnika radiowozu. Gdy policjantka otwiera bagażnik i kobiety zaczynają patrzeć sobie w oczy, nagle się w sobie zakochują i zaczynają całować… Z jakiej racji?! Przecież dwie sceny wcześniej było zaznaczone, że jest to nowa żona Pawła Zawady, a tak nagle staje się lesbijką?!

Ktoś potrafiłby to wyjaśnić ?! Wątpię.

Wątek głównych bohaterów, czyli Marcina i Agnieszki, też nie ma racji bytu. Spotykają się w dwóch krótkich scenach, po których postaci stwierdzają, że chłopak potrzebuję nad sobą silnej kobiety i zostają parą. Na jakiej podstawie do tego dochodzi?! Ktoś potrafiłby to wyjaśnić?! Wątpię. Na dodatek okazało się, że Marian Wolański od zawsze był zakochany w Kasi, a Kasia od zawsze coś do niego czuła… To jest dopiero nie do pomyślenia! Nic na to nie wskazywało w poprzednich częściach! Ktoś potrafiłby to wyjaśnić?! Wątpię. Na końcu nic praktycznie nie jest wyjaśnione.

Wszystkie sceny to jeden wielki misz masz, więc chociaż tytuł pasuje do jakości tego filmu.

Czy fani “Kogla mogla” mogą uznać to za sentymentalną podróż? Moim zdaniem nie. Osobiście jestem wielkim fanem, znam te filmy na pamięć. Po obejrzeniu trzeciej części, stwierdziłam, że nie mam zamiaru do niej kiedykolwiek wracać. Nie uznaje jej za kontynuację, tylko jedną wielką pomyłkę, która nie powinna nigdy zostać popełniona. Rozumiem, że zrealizowano ten film dla pieniędzy, ale nie wyobrażam sobie, że ktoś kto naprawdę przeczytał scenariusz mógłby się zgodzić, aby taki paździerz powstał.

Zamierzam wymazać ten film z pamięci i żyć wspomnieniem, tak jakby, kultowych komedii, które nie potrzebowały tej kontynuacji.

Autor: Aleksandra Chylińska

5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote
shares