“Przemoc niejedno ma imię” – felieton Aleksandry Steć

Aleksandra Steć. Cudowna, wrażliwa autorka o eterycznej urodzie.

Jej mądre, pełne empatii słowa, na wszystkich potrafią działać jak plaster na ranę. Ale o tym Państwo wiedzą, czytając „Moja dusza pachnie tobą”, „Dotyk twoich słów”, „Wrażliwość rzeczy martwych”.

Booknięci mają przyjemność zaprezentować Państwu felieton Oli, który napisała specjalnie dla nas. I dla Was.

Nauczyłam się blokować ludzi już na pewnym etapie znajomości.

Na wszystkich możliwych poziomach jakie są mi znane. Spowodowały to sytuacje, w których padłam ofiarą, lekko mówiąc niezbyt przyzwoitych zachowań, które w konsekwencji doprowadziły mnie do stanu, gdzie mój ból stał się niemalże niemożliwy do zniesienia. Chciałabym wierzyć ze wszystkich sił, że to ludzka nieświadomość odegrała tu główną rolę. Niestety czasami myślę, że chęć znalezienia sposobu na własną stagnację w życiu oraz poszukiwanie tanich rozrywek są w stanie rozerwać czyjś świat na strzępy. Bez skrupułów.

Zdecydowanie zadziałał tu system zbiorowej odpowiedzialności.

Bo każdy, mimo że wyczerpał całe pokłady swojej destrukcji, zupełnie nie czuł się winny. Konsekwencje braku obrony poniosłam ja. Bo nie obronił mnie nikt. A ja byłam za słaba, żeby ochronić się sama. Czułam się jak zwierzę w cyrku, które pojawiło się na scenie ku uciesze ludzi, bijących brawo i krzyczących “no skacz!”, “pokaż nam jakąś sztuczkę”. Czułam się jak niedźwiedź, któremu każe się jeździć rowerem po linie, mimo że boi się wysokości. Czułam się jak lew, któremu każe się skakać przez płonące koło, mimo że boi się ognia. Byłam przerażona. Dostawałam kolejne baty za to, że znalazłam się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie. W końcu padłam, wykrwawiając się całym żalem.

Przestało mi zależeć na czymkolwiek.

Dostawałam kolejne cięgi, ale już nie miałam siły wstać. Nie miałam siły zaspokoić kolejnych nędznych potrzeb ludzi, którzy urządzili sobie zabawę moim kosztem. Byłam wykończona. Nie rozumiałam niczego. Nie rozumiałam otaczającego mnie świata. Zawsze uczono mnie, że to agresja budzi agresję. Że to bycie złym budzi zło. Dobro rozpala dobro. Ale to nieprawda. A na pewno nie jest tak zawsze. Na własnym przykładzie, bardzo boleśnie przekonałam się, że to delikatność, życzliwość i chęć oddania serca innym, sprawia, że budzą się w nich najbardziej mroczne cechy. Sprawia, że chcą to za wszelką cenę wykorzystać sytuację, która im się przytrafiła. Bo mogą. Bo wydaje im się, że tak można. Że to jest normalne tak po prostu kogoś zniszczyć.

Zawsze myślałam, że wrażliwość jest po to, żeby inaczej patrzeć na świat.

Żeby pokazać ludziom świat od trochę innej strony. Łagodniejszej. Mniej brutalnej. Nic bardziej mylnego. Jak mogłam być tak naiwna? Wciąż nie rozumiem. W końcu uświadomiłam sobie, że największą agresję budzi delikatność. Największa brutalność budzi się w niektórych ludziach okazana im naiwnie ufność. To doświadczenie nauczyło mnie bardzo ważnej rzeczy. Nigdy nie być tą słabszą. Nie bać się ani wysokości, ani ognia. I zawsze, za wszelką ceną i całym małym, chociaż lwim sercem chronić istoty, które nie mają możliwości obronić się same. 

Aleksandra Steć

5.00 avg. rating (99% score) - 4 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares