Przewodnik emocjonalny #4 Jak opiekować smutek

“Gdybym mógł, gdybym tak mógł wydrzeć sobie serce. I odrzucić serce i być bez serca, byłoby mi lepiej, dużo lepiej, byłoby najlepiej. Chociaż nie wiem, nie wiem, nie wiem. Smutno smutno smutno.”

Cześć, smutku

Smutek to jedna z podstawowych emocji wyrażająca się w poczuciu przygnębienia, braku chęci, w wycofaniu. Wyrażająca się w ogromie różnorodnych reakcji od wewnętrznego cichego pisku, po głośny zewnętrzny płacz. Smutek przychodzi nieproszony i czasem postanawia zostać na chwilę, a czasem zadomowić się na dłużej. Smutek przychodzi i mówi „zaopiekuj się mną”. A my nie możemy go odrzucać, musimy go zaopiekować.

Czym jest smutek?

Jest otumanieniem funkcji życiowych, spojrzeniem rozdzierającym serce, zaciśniętymi powiekami. Jest westchnieniem, skomleniem, łzami. Jest szpilką wbijaną w serce za każdym razem, gdy wzbiera na sile. Jest zbyt cienkim lub zbyt grubym głosem zbyt cienkiego lub zbyt grubego pancerza. Rozlewa się wrzątkiem, aby dreszczem zimy nieskończonej pogładzić policzki. Aby zmyć z ciała spokój, aby zacisnąć swoje dłonie na wrażliwości duszy.

Skąd się wziął?

Smutek odczuwamy przede wszystkim wtedy, kiedy zdarzy się coś, czego chcielibyśmy uniknąć. Coś, czego się spodziewaliśmy lub czego się kompletnie nie spodziewaliśmy. Nie ma reguły. Nie umiemy przewidzieć, że ktoś nam złamie serce, że ktoś nas zrani. Czasem nawet nie umiemy przewidzieć, że sami siebie zranimy, wykonując jakiś ruch. A potem nagle pojawia się on, a my uwielbiamy popadać w skrajności. Albo upychać w nieświadomości, albo histerycznie akcentować. A on po prostu potrzebuje opieki.

Dlaczego go odrzucamy?

Smutek jako emocja w społeczeństwie jest traktowany jako coś negatywnego. Jest wyśmiewany, poniżany, ignorowany. Potrafimy patrzeć jak ktoś się śmieje, to dlaczego nie potrafimy patrzeć kiedy ktoś płacze? Ponieważ nas to przeraża. Ponieważ nie jest to dla nas normalne, żeby z zaszklonymi oczami normalnie spacerować po ulicach uśmiechniętego miasta. A szczególnie po ulicach uśmiechniętego świata pełnego wyidealizowanych uśmiechów wprost z mediów społecznościowych. Naszej achillesowej stopy emocjonalności.

Smutek jest zakazany

Wszyscy grają, odgrywają codzienne przedstawienie, dostając gęsiej skórki na widok rzeczywistej szczerości smutku. Spróbuj z policzkami mokrymi od łez wyjść na ulicę. Spróbuj trzęsącymi z nerwów dłońmi szukać w pośpiechu portfela wśród sklepowej kolejki. Spróbuj wsiąść do tramwaju i mieć w oczach wypisany smutek. Zostaniesz ewenementem na skalę całej ulicy, sklepu czy tramwaju. Wszyscy będą patrzeć tak, jakbyś był zagrożonym zwierzęciem za kratami. Czymś kuriozalnym, czymś innym, tak obcym im wszystkim. Musimy przyznać, że jednym z najszczerszych uczuć jest właśnie smutek. Dlatego ludzie się boją, dlatego się dziwią, dlatego się wpatrują. Dlatego potępiają i powodują, że czujesz wstyd za własne słabości.

Emocja tabu

Tak, sami sobie to zrobiliśmy. Sami sobie jesteśmy winni za brak akceptacji tej emocji w społeczeństwie. Ale czy naprawdę jesteśmy winni? Czy jesteśmy winni temu, że boimy się smutku? Myślę, że nie, ale na pewno jesteśmy winni temu, że zgodnie z tym, czego oczekuje nasz perfekcyjny świat, my uczestniczymy w tej iluzji perfekcyjności, chowając nasz smutek za zamkniętymi drzwiami. Chowając go za zamkniętymi drzwiami naszych mieszkań, po to, aby nauczyć się z czasem chować go za zamkniętymi drzwiami naszych serc. To tak, jak zażywać leki na objawy, a wirusom pozwolić szaleć w organizmie, rosnąć i się rozmnażać. Bo niewybolony, bo niewypłakany, bo schowany pod przykryciem uśmiechu smutek rośnie i może się przerodzić w coś zupełnie innego, w coś większego. W coś, z czym nie będziemy umieli poradzić sobie sami.

Ale co, jeśli już jest za duży?

Jeśli już smutek krzyczy w nas i powoduje więcej psychosomatycznych reakcji niż te, które były dotychczas, jeśli jest już siłą większą niż nasz wstyd, trzeba go zaopiekować mocniej niż kiedykolwiek. Trzeba się zastanowić. Odpowiedzieć na kilka pytań, a przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie czy ten oto smutek, który odczuwam, którym krzyczę i pluję, czy on jest miarodajny? Czy powód tego smutku czasem nie jest zbyt błahy na ten mój wrzask? Czy może powód jest aż tak duży i długo skrywany, że każdy mały powodzik powoduje, że mój duży smutek ulega stopniowemu wyboleniu? A może ja cierpię przyjemność? Czyli czerpię przyjemność z mojego cierpienia. Czyli ten stan długotrwałego i silnego smutku to moja masochistyczna strefa komfortu. Tak też może być. Wtedy zamiast opiekować się smutkiem, pozwalamy mu na opiekowanie się nami. Niemniej jednak, jakkolwiek by nie było, długotrwały, mocno krzyczący smutek to już trochę sierota. Potrzebująca dodatkowej opieki. Opieki psychologa, a może nawet i psychiatry.

Nie bój się dać komuś swój smutek do opieki

To żaden wstyd, że nie radzisz sobie z własnym smutkiem. Są ludzie, którzy z wielką chęcią pomogą Ci go dźwignąć. Pomogą Ci zrozumieć, zaakceptować. I dziś, uwierzcie mi, to nic nadzwyczajnego. Na co dzień spotykam ludzi, którzy mówią wprost “w czwartek nie mogę iść na kawę, bo w czwartki chodzę do psychologa”. Uwierzcie mi, Ci ludzie najczęściej potrafią powiedzieć “mam problem”. Potrafią ten problem opisać, potrafią go zaklasyfikować, nazwać swoje emocje, zdefiniować co jest nie tak i przede wszystkim oznajmić “pracuję nad tym”. I myślę, że każdy inteligentny człowiek pomyśli o takiej osobie “jest mądrym człowiekiem”, a nie, tak jak nam się czasem wydaje, “ale wariat”. Dlatego warto prosić o pomoc kiedy czujemy, że nasz smutek wymyka się z naszych objęć. I to dotyczy każdej krzyczącej lub milczącej emocji. Każdej emocji, której nie potrafimy kontrolować, każdej emocji, którą mordujemy, każdej emocji, której nie rozumiemy i każdej tej, z którą nie umiemy się obchodzić.

Zaopiekuj się książką

Pozycje, dzięki którym obejmiesz swój smutek? Jest ich naprawdę wiele. Możesz wybrać te na małe smutki, które poprawią Twój humor. Te, które polecą Ci jak sobie poradzić z trochę większym smutkiem i te, z którymi swój ogromny smutek utożsamisz i pozwolą Ci poczuć, że nie przechodzisz przez to sam, bo ktoś już przez to przechodził. I przeszedł.

1. Na humor –

“Pani mecenas ucieka” Sophie Kinsella. Uwielbiam tę książkę, a najbardziej stworzoną przez autorkę główną postać, która podejmuje się zmiany swojego życia o 180 stopni i zaczyna przezabawną podróż swojej egzystencji. To z pewnością plasterek na smutek i przy okazji dowód na to, że wszystko można zmienić, jeśli tylko się chce.

2. Na zrozumienie –

“Melancholia” Antoni Kępiński. Czy to smutek, czy to depresja? Czym to jest i czy mam wołać o pomoc? Jak to zrobić? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce Antoniego Kępińskiego. Pozwala ona wiele zrozumieć, pozwala przejrzeć na oczy i nabrać siły, aby konkretnie zaopiekować się swoim smutkiem.

3. Na przeżycie –

“Pestki” Anna Ciarkowska. Annę śledziłam od dawna. Znałam jej teksty już wtedy, kiedy były tylko latającym zlepkiem słów w przestrzeni Internetu. Zawsze jednak ten zlepek słów miał wartość zbyt dużą, by pozostać jedynie w nienamacalnej przestrzeni. Dlatego cieszę się, że Annie się udało opublikować już dwie książki, a najbardziej cieszę się, że jedną z nich są “Pestki”. W pestkach jest dużo smutku, dużo lekceważenia tego smutku ze strony ludzi, jest tam mnóstwo towarzyszących smutkowi emocji. Można tam odnaleźć przede wszystkim poczucie zrozumienia. To jest to, czego czasem najbardziej potrzeba żeby zaopiekować się swoim smutkiem.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares