Samobójstwa dzieci nie spadły na nas z nieba.

Samobójstwa

Samobójstwa. Dlaczego odebrali sobie życie?

Polska jest na drugim miejscu w Europie. Zanim się jednak ucieszymy, warto wiedzieć w czym. W liczbie samobóstw popełnianych przez dzieci. Nie dorosłych, nawet nie młodzież, a dzieci. Najbardziej niewinne, bezbronne istoty.

W kwestii samobójstwa popełnianych przez dziecko w Europie wyprzedzają nas tylko Niemcy. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę, o ile mniej mamy ludności, to okazuje się, że nasz problem jest równie wielki.

Ale z czego to wynika? Niestety głównie ze znieczulicy nas, dorosłych. Samobójstwa dzieci nie spadły na nas z nieba. Mam dwadzieścia lat. Sama jeszcze niedawno byłam dzieckiem. I nadal doskonale pamiętam, jak świat obchodzi się z takim, które ma problemy. Jeżeli inaczej się ubiera, to niech zmieni styl. Gdy nie rozmawia z innymi, to niech zacznie. Lubi rysować, zamiast grać w piłkę jak jego rówieśnicy, to niech się dostosuje do tych, co grają. Nie tłumaczy się grupie jak zrozumieć i przyjąć jednostkę. Nakazuje się jednostce stać się częścią grupy, masy. Indywidualizm prowadzi do odstępstw. A my nie chcemy rezygnować z norm.

Dziecko to mały dorosły. Nie podczłowiek, ani nasza kopia. A przede wszystkim NIE czara do wlewania w nią własnych niespełnionych emocji i marzeń.

Ma prawo wyglądać inaczej, marzyć, mówić inaczej i być inny. Czasy, gdy na naszych ulicach dominowała głównie szarość, minęły. Nie istnieje wzór idealnego towarzysza. Ale to dotyczy nas, dorosłych. Dzieci przecież można traktować wedle własnego uznania. Bo to dzieci, a dorośli mają nad nimi władzę. Mogą im nakazywać to, kim mają być. Zaczynając od zmuszania ich do ubierania się w to, czego ich rodzice nie mogli nosić, gdy byli młodzi, a kończąc na wyborze im ścieżki życia. Powoli dokładamy cegiełki, które budują powody samobójstwa młodych ludzi.

Inni, przecież mają gorzej. Co takie dziecko może wiedzieć o życiu, o problemach? Zresztą, jakie ono ma problemy?

Z tymi wypowiedziami stykają się dzieci. Mają wtłaczane do głów, że gdy ktoś ich uderzył, wyśmiał albo dotknął tam, gdzie nie powinien, tylko żartował. Bo to żart, prawda? Gdyby to było na poważnie, dorośli musieliby interweniować, ale w żarty nie muszą. Zresztą, dzieci to dzieci, zaraz się pogodzą. Po co się mieszać, zajmować sobie tym głowę i tracić czas? Niech się nauczą sami rozwiązywać konflikty. I gdzie leży wina? Owszem, może i ten chłopiec jest wyśmiewany, ale gdyby zaczął się interesować sportem, to inni by przestali. No tak, ktoś wyzywał tą dziewczynkę od panien lekkich obyczajów i dotykał jej tyłka, ale sama się ubrała w legginsy. A kto to widział chodzić w nich do szkoły?

samobójstwa

Przyczyniamy się nie tylko do coraz gorszego samopoczucia ofiary, ale sprawiamy, że rosną nam mali oprawcy. I liczba samobójstw dzieci.

Bo, gdy chłopiec dokucza dziewczynce, to tylko się zaleca. Gdy dotyka jej intymnych miejsc, to jej wina, bo go skusiła, a poza tym mu się podoba. Albo kiedy próbuje ją pocałować, to powinna się cieszyć. A jak w przyszłości ją zgwałci, jest już za późno. Kiedy dziewczynka dokucza koleżance, to nic się nie dzieje, bo koleżanka odstaje od grupy. Uderzy? To w żartach! Jeśli ta dziewczynka się zabije, to dlatego, że nie była stabilna i miała dziwnych rodziców. Nie dlatego, że w szkole nie miała życia, a poza szkołą znajomych. Sprawiamy, że oprawcy czują się bezkarni.

Gdy kilka razy robią coś złego, ale nikt ich nie kara ani nie mówi, że to złe, nie wiedzą, co zrobili. Bo to dzieci. Pozwalają sobie na więcej. Przekraczają kolejne granice.

Ale mają prawo nie wiedzieć, dopiero uczą się dobra i zła. To my powinniśmy ich uczyć, ale zamiast tego wychowujemy pokolenie zatraconych granic. W zasadzie dwa pokolenia. Prześladowców, którym nikt nie mówi, że robią coś źle. Którym wiecznie daje się szansy poprawy, wykorzystywane przez nich raczej odwrotnie. I pokolenie ofiar. Pokolenie, które nie wie, czemu nie ma prawa do problemów i łez. Ofiary nie mają w nikim oparcia. Są samotne i opuszczone. Winę za to nie ponoszą tylko mali bandyci. Ale przede wszystkim my. To my obsadziliśmy role. Bandytów nikt nie nawraca, ale ofiary tak. A jeśli nie chcą albo nie potrafią – porzucamy je jak stare zabawki. Niech radzą sobie sami.

Liczba samobójstw dzieci nie spadły na nas z nieba. Szła małymi kroczkami.

Idzie za każdym razem, gdy nie chcemy inności. Nazywamy kogoś chorym, choć to nasze społeczeństwo choruje na nienawiść. Zmuszamy indywidualistów do bycia masą. Bronimy oprawców i bagatelizujemy czyny, tak samo jak problemy ich ofiar. Nie chcemy im pomóc, bo są inni i dziwni. Idzie do nas, gdy chorujemy na nienawiść. Gdy pozwalamy, by nasza choroba zabiła niewinne ofiary.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares