Siła jest kobietą. Kobieta jest siłą. A może to jednak słaba płeć?

„Siła jest kobietą”. Kilka lat temu to właśnie hasło zostało wypromowane przez jedno z czasopism, z tak zwanego segmentu luksusowej prasy kobiecej. Wówczas do tego stwierdzenia nie przykładałam większej (żadnej) wagi. Jednakże ostatnimi czasy zaczęłam się nad nim intensywnie zastanawiać. Bo jak to w końcu jest z tą siłą kobiet?

To nie jest manifest feministyczny!

Żeby było jasne, wolę uściślić pewne kwestie na początku. Nie będzie to pean na cześć ruchów feministycznych, ani wszelakich tego typu frakcji. Bo nie o takiej sile chcę pisać. Oczywiście, co widać jak na dłoni, my, kobiety potrafimy się zmobilizować w szczytnych (albo i nie, kwestia poglądów) celach. Nie wahamy się bronić swoich poglądów, umiemy żądać, prosić o wysłuchanie, świetnie nam idzie manifestowanie swojego zdania. Nie dajemy sobie w kaszę dmuchać, prawda? Kiedy jesteśmy w grupie, jesteśmy silne, nieustępliwe. Wykrzykujemy pod sztandarami równości, równouprawnienia, prywatności naszych ciał przeróżne hasła. Bo chcemy być słyszane. Dostrzegane. Szanowane. Ale czy jesteśmy słyszane w życiu codziennym?

Kobieta kobiecie wilkiem.

Można byłoby się spodziewać, że skoro łączy nas mityczna solidarność jajników, to będziemy się wspierać niezależnie od okoliczności. Że jedna kobieta drugiej zawsze poda rękę. Że podniesie ją, kiedy tamta upadnie. Opatrzy rany, popsioczy kolektywnie na świat, życie, facetów, czy na cokolwiek tylko można narzekać. Że będzie obok, taka empatyczna, współczująca, z sercem na dłoni. Bo przecież, cholera, kto tak zrozumie kobietę jeśli nie inna kobieta? Wydawać by się mogło, że nieistotne jest pochodzenie, wychowanie, tradycje rodzinne, poglądy. Mamy jajniki i to nas scala. Czyżby? No niestety nie. Przekonałam się, że nikt nie jest w stanie tak zgnębić i dobić kobiety, jak druga kobieta. Z czego to wynika? Postaram się wyjaśnić.

Kilka małych zawałów serca.

Przez krótką chwilę należałam do jednej z facebookowych grup. Byłam przekonana, że poczuję się tam jak ryba w wodzie, ale jedynym, co poczułam naprawdę, był niesmak. Panie, które sukcesywnie zasilały grupę, przychodziły chyba tylko po to, żeby kwękać i obrażać. Dlaczego? Bo nie zrozumiały definicji kobiecej siły. Lub też miały na nią swoją wizję. Według nich silna kobieta, to taka, która żyje w spełnionym związku z tak ogarniętym i przedsiębiorczym facetem, że dzięki niemu nigdy nie zaznajomi się z żadnym synonimem słowa „kredyt”. Dla nich kobieta silna to ktoś samowystarczalny. Być może szastająca pieniędzmi bizneswoman. Albo inna kobieta sukcesu, która kokosi się w gęsim puchu, a na kolacje je kawior i popija go szampanem. Wedle ich kryterium, silna kobieta, to ktoś lepszy od nas, tych pospolitych babek. Czyli ktoś taki, jak one. Wcale nie pachnie megalomanią, nieprawdaż?

„Wy tylko jęczycie, że wam źle!”

Oczywiście, cholera, że narzekamy! Ale od kiedy narzekanie równe jest z brakiem siły? To, że czasami każdy człowiek, a szczególnie człowiek znękany, przywalony toną problemów, ma potrzebę, żeby wyrzygać z siebie ból i frustracje, nie oznacza, że jest słaby! Czy jednej i drugiej paniusi nie przyszło do tych zamulonych świeżakami dla bombelków głów, że niektóre z nas albo były bardzo samotne, albo w związkach, w których nigdy nie dostały wsparcia? Że przyjaciółki, które miały być na zawsze, odeszły do swoich problemów, rodzin, swojego życia. Że codziennie upadamy i się podnosimy, choć sił nam brak. Bo jest nam ciężko. Bo brakuje pieniędzy, szczęścia, za to pecha mamy w nadmiarze. Paniusie nie rozumiały, że jeśli nawet zdajemy sobie sprawę z tak oczywistych rzeczy, jak konieczność rzucenia w diabły partnera, który bardziej kocha wódkę, niż nas, to mamy związane ręce. Nie mamy dokąd pójść, dokąd uciec. I jedyne, co możemy, to wstawać po każdym upadku z coraz twardszym tyłkiem i coraz bardziej zahartowanym sercem.

Jak rodzi się siła?

No moje drogie, z pewnością siła nie bierze się z radosnego, pozbawionego problemów życia. Nie, siłę wykuwa się w ogniu niepowodzeń. Wtedy, kiedy rzeczywistość tłucze nas ciężką rękawicą po twarzach. Tak raz za razem, a za każdym razem coraz mocniej. A my odpieramy ataki, bo musimy. Bo nikt za nas tego nie zrobi. Siłą NIE JEST (co podkreślam) beztroski żywot wiedziony u boku przystojnego męża, który spełnia wszystkie zachcianki. Siłą nie jest także godne pozazdroszczenia zaplecze finansowe; wakacje w Meksyku, torebusie Louis Vuitton, ani staranny manicure hybrydowy. Żadnej z Was, która nie ma bladego pojęcia czym jest siła psychiczna kobiety, nie życzę tego, abyście nagle z dnia na dzień zostały same. Bez tego idealnego faceta. Bez środków do życia, za to wychłostane bezsilnością, depresją, albo nie daj Boże, chorobą. Z kredytami, komornikami i niepewną przyszłością.

Nie mamy czasu na bycie słabymi.

My, które jesteśmy zmęczone zmaganiem się z naszą niewesołą codziennością, z samotnością, która nas pożera, z wiecznymi kalkulacjami czy uda się przeżyć do kolejnej wypłaty, jesteśmy silne. Codziennie wstajemy i walczymy, choć brakuje nam energii i mocy przerobowych. Troszczymy się o dzieci, nasze zwierzaki, rodziny. Potrafimy wyczarować obłędny obiad z resztek, bez wytchnienia „latać po promocjach”, byle tylko zaoszczędzić kilka złotych. Robimy wszystko, co możemy. Mamy dość. Jesteśmy wykończone. A mimo tego potrafimy się śmiać i wyciągać ręce do tych, którzy naszej pomocy potrzebują. Życie nas nie rozpieszczało. Co więcej; z lubością rozdawało nam kopniaki. Patrzcie na nas. Jesteśmy. Dajemy radę. Żyjemy. Bo jesteśmy silne i nie poddamy się nigdy!

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares