Skinny shaming, czyli chudość od innej strony

Chudy, szczupły, gruby i otyły. Na końcu stoi dumny body shaming, który patrzy się na te wszystkie piękne małe dzieci. W większości to dziewczynki. Chłopcy w moim środowisku nie za bardzo zwracali uwagę na swój wygląd [sorry, chłopaki]. Całe szczęście do czasu. Tyle się mówi o pozytywnym traktowaniu otyłych, a gdzie w tym wszystkim chudziny? Chudość niekoniecznie jest fantastyczna.

Wmówiono nam, że chudość jest cool, że to jest to do czego mamy dążyć przez całe życie. BŁĄD.

W szkole byłam zawsze najwyższa i najchudsza. To były jedyne moje znaki rozpoznawcze [pomijam szczerbę, bo uśmiechać zaczęłam się dopiero na studiach]. Nikt nie musiał mnie pamiętać, bo i tak mam oryginalne imię. Pierwszy raz słysząc zdanie „ej, Ty to masz fajnie, jesz co chcesz, ile chcesz i wcale nie tyjesz”, trochę się uśmiałam. Było „fajnie” na chwile. Jednak chwila minęła szybciej niż mogłam się tego spodziewać. Chudość nie oznacza samych pozytywów. Mój organizm [podobno] przez genetykę nie wchłania żelaza. Zaczęła się batalia, lekarze, badania i niekończące się wręcz błagania rodziny o to bym NORMALNIE jadła. Tylko, że ja jadłam…

Wszystkie chude emocje

Fizycznie czułam się dobrze, nie rozmawiałam z nikim o słowach, które mnie coraz mocniej dotykały na temat mojej wagi. Do dzisiaj tego żałuję, lecz w końcu odważyłam się powiedzieć o tym kilka słów.

Problem w mojej głowie zaczął się, gdy usłyszałam w domu, że wyglądam jak szkielet. W lustrze nie widziałam tego, co inni. Poznałam co to jest BMI, było w normie. I chciałam się cieszyć ze swojej sylwetki. Tylko, że gdzieś w środku, chciałam również spełnić kogoś oczekiwania i kompleksy.

Z czasem słyszałam kolejne zdania na swój temat, ale już mnie to nie bawiło. Wręcz coraz bardziej smuciło. Pamiętam, [to była chyba druga klasa liceum] zostałam zaproszona na rozmowę ze szkolnym psychologiem. Usłyszałam słowo na a…. i do końca dnia urwał mi się film.

Wstydziłam się tego jak wyglądam, co jem i co robię przy innych. Nakładałam tyle masek, że gubiłam się sama w sobie. Nie panowałam nad emocjami, ale nigdy nie rzuciłam złych słów wobec osób przy tuszy. Przepraszam Was, jeśli mnie myli pamięć.

Honorata & skinny shaming

Skinny shaming jest w moim życiu od kilku lat. Bardzo się nie lubimy. A ten cały body shaming uważam za … [wstaw słowo na i…]. Ale o nim kiedy indziej.

Wypowiadam się jako chudzina, osoba, która zna temat od podszewki, która rozmawiała z wieloma lekarzami, o tym dlaczego nie tyje. Zawsze odpowiedź jest taka sama „Tak, już masz. Może kiedyś coś się zmieni. Póki co pilnuj żelaza”, a później recepta, apteka, dom.

Skończmy z tym ocenianiem

Jest mi przykro, że stygmatyzacja ludzi dosięgnęła aż takiego momentu. Momentu, w którym małe dziewczynki nie chcą być grube i w późniejszych latach popadają w słowo na a… . Specjalnie go nie używam, bo nigdy tego nie przeszłam, a tym bardziej się na tym nie znam.

Chcę również powiedzieć, że nadmierna chudość nie jest okej, bycie otyłym też nie jest okej. Ale mówienie o tym komuś w żartach lub tak po prostu, żeby uleczyć własny kompleks, jest żałosne i złe. Takie zachowanie jest dla mnie hejtem.

Chciałabym każdemu dać chwilę z mojego życia w momencie zakupów ubrań, oddać to uczucie lęku, bo znów nie ma dla mnie rozmiaru jeansów. A w mojej szafie pojawiać się zaczęły ubrania o dwa rozmiary za duże – co też nie jest okej. Jeśli komuś to pomoże, to w końcu [śmiech] znalazłam swój rozmiar jeansów i jest to rozmiar 40. Nie musicie mi wierzyć. Ważne, że jestem coraz bliżej uwolnienia.

Apel

Dobrze, jak masz takie ciało, o które dbasz. Masz dobre BMI i brak poważnych problemów ze zdrowiem. Dobrze też, że emanujesz dobrą energią i słowem.

Robienie sobie zdjęć podczas batalii ze skinny shaming, jest moją terapią. Moim uwolnieniem. A gdy problem zniknie i chudość przestanie być tak problematyczna, na pewno o tym coś napisze.

Honorata Szkudlarek

5.00 avg. rating (99% score) - 4 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares