Smutek nie popsuł mi lata

Pisanie o emocjach nigdy nie jest proste. Ale warto czasem poruszyć trudniejszy temat. Na przykład letni smutek. Jest to uczucie, które niewątpliwie nie kojarzy się z niczym dobrym. Ale ja w tym roku odkryłam, że może być piękny.

Wakacje kiedyś wydawały się czasem wytchnienia, może zarobku. Idealną okazją do wyjazdów i spotkań ze znajomymi. Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że są konkursem, w którym nie ma miejsca na smutek.

Konkursem, kto wstawi lepsze zdjęcie, pojedzie do bardziej luksusowego hotelu, popływa na ładniejszym dmuchanym flamingu, bardziej wciągnie brzuch do zdjęcia w tle i uśmiechnie się na nowym profilowym, prezentując opaleniznę. A jeśli nawet nie konkursem, to czasem presji. Żeby dodać, choć jedno zdjęcie z przyjaciółmi i pokazać, że się dobrze bawimy. By wyjechać, chociaż nad jezioro i zamoczyć nogi w lodowatej wodzie. Żeby obejrzeć, choć jeden film z długiej list i przeczytać minimum jedną książkę.

Tak jakbyśmy nieustannie dążyli do tego, żeby nie zmarnować ani chwili. Że jeśli nawet nie udowodnimy czegoś innym, to chociaż sobie. Jakbyśmy musieli pokazać, że mamy cudowne lato.

Też brałam w tym udział. I nie twierdzę, że jest coś złego w robieniu tysiąca zdjęć z wakacji, w wyjazdach, urlopach, imprezach, spotkaniach, czytaniu i oglądaniu. Wręcz przeciwnie, to cudowne rzeczy. Problem w tym, że łatwo się w tym zatracić. Zapomnieć, że robimy to dla siebie. Przestać słuchać swojego głosu i potrzeb. I nie dać sobie pozwolenia, miejsca ani czasu na smutek. Kojarzy nam się z czymś złym i psującym cały letni klimat. Wydaje nam się, że popsuje to idealne, wymarzone lato i sprawi, że przegramy w nieistniejących zawodach o to, kto jest szczęśliwszy.

 

Dlaczego nieistniejących? Bo nikt tak naprawdę nie toczy ze sobą boju o lepszy humor i bardziej szczery uśmiech. Pokazywanie na siłę radości i szczęścia, obnaża cudzy smutek. Lub nasz.

Tego lata okazało się, że na starcie nie mam szans na wygraną. Smutek pojawił się już na początku wakacji i wcale nie chciał odpuścić. Na początku mi przeszkadzał, bo czułam więcej niż bym chciała w trakcie lata. Denerwował mnie, ponieważ miałam wrażenie, że nie jest mi do niczego potrzebny, a wręcz mi przeszkadza w biegu po udane wakacje. Próbowałam udawać, że go nie ma, unikać go. Na próżno. Wtedy stawał się coraz bardziej dokuczliwy, aż w końcu nie mogłam go dłużej ignorować.

I wtedy postanowiłam go zrozumieć, zaakceptować. Nauczyć się z nim funkcjonować. Na początku nie było łatwo, ale musiałam uznać, że smutek nie jest moim wrogiem, tylko lekcją dla mnie.

Dzięki niemu odkryłam jak bardzo lubię patrzeć na wodę i jak bardzo kocham rzeki. Smutek oduczył mnie robienia zdjęć z przyjaciółmi lub z wycieczek, by podzielić się nimi na insta story. Kolekcja niepublikowanych fotek nagle mocno się powiększyła. Niespodziewanie okazało się, że mogę ponownie czerpać zaskakującą i niesamowitą radość z tak prostych rzeczy jak klimatyzowany autobus, wizyta w muzeum czy wieczorny spacer z przyjaciółmi. Zapomniałam jak cudowne mogą być te rzeczy w całej swojej prostocie.

Smutek nadal mi towarzyszył, ale nie czułam, że jest czymś złym. Zrezygnowałam z wyścigu o tytuł najbardziej udanych wakacji nie tylko dlatego, że nikt nigdy nie zauważa, że jestem opalona.

Po prostu nie czułam już takiej potrzeby. Smutek nie tylko pozwolił mi odkryć o mnie kilka nowych rzeczy, ale sprawił też, że paradoksalnie zaczęłam czuć ogromną radość. Wcale nie popsuł mi lata. Pozwolił mi je docenić i uczynił je jeszcze lepszym. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ wielu z nas unika smutku, znaków, że pora odpocząć, zatrzymać się, pomyśleć. To nie jest proste, co więcej, zazwyczaj nie jest też przyjemne. Ale jeśli te uczucia dopadają nas i nie chcą sobie pójść, to pora się nimi zająć.

Nie gwarantuję, że będą nam towarzyszyć krótko i od razu pozwolą nam na poznanie miłych prawd o sobie. Mam nawet wrażenie, że wiele z tych prawd, wcale miłych nie będzie. Ale to konieczne, jeśli chcemy się zmienić na lepsze. Jeśli chcemy dojrzeć.

Wbrew temu, co mówią nam media nie da się być szczęśliwym całym czas. I dobrze. Bo inaczej nigdy byśmy tego nie docenili. Musimy się zatrzymać, pomyśleć, nawet pogrążyć się w tym zdrowym smutku. Nieważne czy właśnie trwa lato i wszyscy dookoła wydają się być niesamowicie szczęśliwi. Smutek nie popsuł mi lata. I nie sądzę, że jeśli podejdziecie do tego z głową, to popsuje Wam jesień, zimę, wiosnę, następne lato czy cokolwiek innego. Jeśli nauczycie się z niego czerpać, to może się okazać, że uczyni dowolny czas i porę roku jeszcze lepszymi. Że przyniesie Wam cenne lekcje.

Myślę, że to ważne, żeby oglądając idealne, szczęśliwe życie innych pamiętać, że ono wcale nie jest takie zawsze. A my mamy prawo na jakiś czas zniknąć z social mediów. Lub nigdy do nich nie wracać w takiej formie.

Możemy być smutni, nieidealni, nie zawsze radości, siedzący w domu, kiedy inni są na Malediwach i jedzący tosty, gdy inni wstawiają zdjęcia ośmiorniczek. Musimy znaleźć swoje szczęście, swoją drogą, swój złoty środek. I nie mamy żadnego obowiązku ani konieczności się tym dzielić lub coś komuś udowadniać. Co więcej, może się okazać, że kiedy dowiemy się o sobie kilku cennych rzeczy, to nasza potrzeba dzielenia się szczęściem lub udowadniania go, zniknie. Całkiem lub na jakiś czas, ale zniknie. Lub wcale nie. Ważne, żeby to, co robimy nam dawało szczęście.

I dlatego warto pozwolić sobie na ten zdrowy smutek. Zdrowy, podkreślam. Bo jeśli czujemy, że nasz smutek wcale zdrowy nie jest, to lepiej skonsultować się ze specjalistą.

Albo zrobić to i tak, nawet jeśli smutek nas czegoś uczy i wyzwala w nas wdzięczność. To my musimy zadecydować, lepiej poznać siebie, odkryć o co właściwie chodzi. Ważne, żeby ostatecznie dojść do zgody z samym sobą/samą sobą. Żeby na końcu czuć, że tak właśnie być powinno, nie zapomnieć cennych lekcji i zawsze wracać do tego, gdy tylko tego potrzebujemy. Pozwólmy sobie na to. Świat nie potrzebuje naszych doskonałych zdjęć z przyjęć, wyjazdów i wakacji. Przyjmie je, ale ich nie potrzebuje. Świat potrzebuje wdzięcznych ludzi, którzy wiedzą, czego chcą i potrafią o to walczyć. Warto być kimś takim. Przede wszystkim dla siebie.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares