„The Writer” – Damian Jackowiak

The Writer”. Pisarz. Uwielbiany przez tłumy Ikar, który miał odwagę polatać zbyt blisko słońca. A wiadomo, że im wyżej się lata, tym upadek jest bardziej spektakularny. Ale pisarz dostał od losu drugą szansę i naprawdę nie miał zamiaru jej zmarnować.

Od teraz jego życie miało pójść zupełnie nowym, lepszym torem

Fabuła „The Writera” jest prosta. Oto Marcin Brodziarz, młody pisarz z ambicjami. Stracił skrzydła, kiedy wyszło na jaw, że popełnił drobny – nazwijmy to plagiat – podkradając zarys swojego książkowego hitu koledze i dziewczynie. Grzał się w blasku sławy, splendor spijał kieliszkami, do chwili, kiedy okazało, że właściwie jest zbyt nijaki na samodzielne wymyślanie historii. Zdawał sobie sprawę, że… no nie bójmy się tego powiedzieć, drewno z niego, nie pisarz. Kiedy dostał propozycję przeprowadzenia wywiadu – rzeki z jednym z najbardziej niebezpiecznych psychopatycznych morderców w kraju, potraktował to jako dar z niebios. Coś, dzięki czemu będzie mógł udowodnić, że wcale nie jest literacką lebiegą, ale pisarzem z krwi i kości.

Z nas dwóch to ja byłem drapieżnikiem.

Podobno zwierzęta wyczuwają nasze intencje, ale gdy go objąłem, nie zrobił nic. Trzymałem go trochę dla pewności, chciałem, żeby stanął do walki. Gdy przycisnąłem go mocniej do siebie, pisnął i nawet wystawił kły, ale zaraz spojrzał na mnie i odpuścił. Podciąłem mu gardło. Krew spływała po moich rękach. Wspaniałe uczucie. Rozsmarowałem ją sobie na twarzy i czekałem, ale ojca wciąż nie było. Musiałem uzupełnić zapas mięsa. Rozprułem psu brzuch i wyciąłem nerkę, chyba to była nerka, włożyłem ją do lodówki i wróciłem do naszego pupila. Uwaga, spoiler: smakowała całkiem nieźle, choć mama nie była pewna tego mięsa.

Mam mieszane uczucia

Kocham opowieści z dreszczykiem, kryminały thrillery. Okładka „The Writera”, jak i opis na okładce, utwierdziły mnie w przekonaniu, że trzymam w rękach krwisty kąsek. Do tego, kiedy przeczytałam, że autor skupia się na „emocjach i relacjach między bohaterami, tworząc przy tym skomplikowane postaci”, kwiknęłam z radości. Jak wiecie, lubię dawać szansę autorom, których nie znam. I czasami (wrrróć: często!) jestem bardzo mile rozczarowana, a czasami po prostu zdezorientowana. W powieści Damiana Jackowiaka wyczuwam fascynację „Milczeniem owiec” Thomasa Harrisa. Może nawet mogłabym tę fascynację nazwać kalką. Mamy tu bowiem psychologa psychopatę Adama Fertę (psychiatrę kanibala Hannibala Lectera) i męski odpowiednik niewinnej, małomiasteczkowej agentki Clarice Starling – pisarza Marcina Brodziarza.

I co? I co było dalej?

Otóż, zarówno agentka Starling, jak i Brodziarz, przeżywają swojego rodzaju katharsis, poprzez terapię serwowaną im przez psychopatów. Clarice wyzwala się z okowów mitu małomiasteczkowej dziewczyny, spryskanej tanimi perfumami, a pisarz jest bliski odkrycia w sobie „ciemnej strony księżyca”. Drapieżnicy i ich potencjalne ofiary szanują siebie w jakiś pokrętny sposób, wchodząc w relacje, które zazwyczaj wytwarzają się w gabinecie psychoterapeuty.

Podsumowanie

The Writer” to zaledwie dwieście trzydzieści stron lektury. Wspominam o tym nie bez powodu. Mam wrażenie, że gdyby było ich dwa razy tyle, autor mógłby rozwinąć bardzo dobry, niepokojący wątek matki mordercy. Książka powinna być wręcz spuchnięta od krótkich retrospekcji z dzieciństwa Adama Ferty, aby czytelnik miał pełen obraz tego, dlaczego stał się tym, kim się stał. A tak, to mamy lekki chaos. Wątek relacji damsko – męskich jest w „The Writerze” nie dość, że potraktowany po łebkach (kelnerka raz się podoba Marcinowi, raz sam nie wie. A może jednak nie kelnerka, tylko inna dziewczyna. Ale z tą inną to też niekoniecznie i jednak kelnerka), to bardzo chaotycznie. Poprawne dialogi bywają wspaniałe, ale zazwyczaj są zmorą, bo postaci przez to wydają się drewniane, nienaturalne. Motywacje bohaterów też nie są do końca klarowne; miotają się po książce jak ludziki w grze na Atari. Są zdezorientowane.

Ale…

…widzę, że Damian Jackowiak ma potencjał, a pisanie sprawia mu przyjemność. To jest ogromny plus. Lubię piszących i czytających, jakoś lepiej dogaduję się z nimi. „The Writer” także ma potencjał i mogłaby powstać z niego książka naprawdę bardzo wysokich lotów, gdyby wszystko faktycznie aż drżało od emocji głównych bohaterów. Tutaj wydają się nieco płaskie. I z pewnością nie są obdarzeni skomplikowanymi charakterami. Wierzę, że autor nie poprzestanie na tym, że już pisze kolejną książkę, która pomoże mu rozwijać pisarskie umiejętności. Wierzę także, że za jakiś czas będzie o Damianie głośno. Śledźcie jego poczynania i miłego czytania Wszystkim!

Magdalena Czmochowska

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares