Trzy smutne książki dla dzieci.

Z czym kojarzą się Wam książki dla najmłodszych? Z radością, śmiechem i szczęśliwym zakończeniem? Otóż nie tym razem. Te książki dla dzieci, o których dziś napiszę, mają nie tylko wyjątkowo smutne zakończenia, ale także, momentami, wyjątkowo melancholijną fabułę. Są one podane w kolejności w jakiej je czytałam, nie umiem jednak stwierdzić, która jest najsmutniejsza. Miałam z nimi styczność jako dziecko i wyjątkowo zapadły mi w pamięć.

Pies, który jeździł, ale nie było mu dane dojechać…

Jako dziewięcioletnia dziewczynka sięgnęłam po ”Psa, który jeździł koleją”. Marzyłam o piesku, lubiłam podróże i przeczytałam już wszystkie książki z biblioteki w mojej podstawówce, poza tą. Gdy tytułowy bohater nie mógł już przebywać na stacji, czułam smutek. Płakałam, gdy był tak wycieńczony, że prawie umierał. To jednak nie mogło równać się z tym jak rozpaczałam, gdy na końcu Lampo umarł ratując córeczkę swojego dawnego opiekuna. Rodzice nie mogli mnie uspokoić cały wieczór. To piękna opowieść o wierności psów, ich inteligencji i przyjaźni wobec ludzi. Wspaniała historia przygodowa. Zakończenie jednak łamie serce i nie wiem, czy książkę powinny czytać wrażliwe dzieci, szczególnie poniżej dziesiątego roku życia.

Chłopcy z Placu Broni i jeden, który poległ.

Nienawidziłam lektur. Do niektórych nadal mam taki wstręt, że nie sięgnę po nie więcej! I to mimo świadomości, że teraz, zwłaszcza ich ekranizacje, mogłyby być ciekawe. Niestety, w IV klasie nie wiedziałam, że istnieją streszczenia szczegółowe (Mama celowo to ukrywała, naprawdę) i pokornie czytałam lektury. ”Chłopców z Placu Broni” pamiętam do dziś. Zapadła mi w pamięć jako powieść wyłącznie dla chłopców (według opinii dziesięciolatki), okropnie nudna, ale i… przejmująco smutna. Jeden z bohaterów, Nemeczek, był wrażliwcem, który miał problemy z radzeniem sobie ze światem. Często zatracał granicę między rzeczywistością a fikcją.

Dlaczego on?

Polubiłam go, ponieważ też byłam bardzo wrażliwa i zdarzało mi się uciekać w wyobraźnię. Gdy jednak doszło do chłopięcej bitwy to jedyny bohater książki, którego tolerowałam, został jej śmiertelną ofiarą. Zachorował na zapalenie płuc, a w następstwie umarł. Choć zdecydowanie nie wspominam tej książki dobrze, śmierć Nemeczka bardzo zapadła mi w pamięć. Czasami odnoszę wrażenie, że nigdy nie pozbierałam się do końca. Książka z perspektywy czasu nadal wydaje mi się nudna. Ale jej zakończenie wciąż jest wstrząsające i uważam, że wtedy po prostu do niej nie dorosłam.

Most do Terabithii, czyli granica między życiem a śmiercią.

W wieku lat jedenastu uważałam się już za osobę prawie dorosłą. Wiadomo, przecież miałam to magiczne ”naście” lat. Uznałam więc, że film dla młodzieży ”Most do Terabithii” jest zdecydowanie dla mnie. Przyznaję się, zaczęłam od filmu. I mimo że był lepszy od książki, to w obydwu przypadkach wstrząsnęło mną zakończenie. Historia o chłopcu z wielodzietnej rodziny, który poznaje nową, zbuntowaną koleżankę, niesamowicie wciąga. Poznajemy realia prowincji USA z lat 50. Odkrywamy świat, w którym trudno o zabawki i rozrywki. A jednocześnie z czasem dociera do nas jak łatwo z pomocą wyobraźni stworzyć sobie rzeczywistość, który jest ich pełna. Bohaterowie tworzą własną krainę i nazywają ją Terabithia. Przeżywają niesamowite przygody: niestety lepiej ukazane w filmie, niż opisane w książce. Cała magia polega jednak na tym, że z czasem granica między światem realnym, a wyobraźnią zaciera się zupełnie inaczej niż u Nemeczka.

To nie dzieje się tylko w głowie nastolatków.

To dzieje się naprawdę, a my jesteśmy tego świadkami. Z czasem jednak bajkowa kraina odchodzi w pamięć, ponieważ przykre doświadczenie przywołuje nas do szarej, brutalnej rzeczywistości. Leslie, jedna z głównych bohaterek ginie tragicznie przy przekraczaniu ”mostu” do magicznej krainy. Inaczej mówiąc: huśta się na linie nad wezbraną rzeką, ale nurt jest za mocny, wody za dużo, a lina za cienka. Dziewczynka tonie. Jej przyjaciel, Jess, długo nie może się z tym pogodzić (to tak jak ja). Zakończenie ma wymowę optymistyczną, ale ja nigdy nie zapomniałam o śmierci Leslie.

Smutne książki i ich treść poniekąd zostają z nami na zawsze…

I czy tego chcemy, czy nie, zmieniają nasz pogląd na świat. Patrzymy inaczej, bo dostrzegamy nagle rzeczy, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Dzieciom z reguły świat wydaje się wyłącznie ciekawy, interesujący, bezpieczny. Nie widzą niebezpieczeństw. Wesołe książeczki tylko ich w tym utwierdzają. Nie uważam, że to coś złego. Jestem raczej zdania, że odpowiednio dobrana do wieku i wrażliwości dziecka smutna książka, też jest potrzebna. Uczy o egzystencjalnych prawidłowościach życia dużo łagodniej niż samo życie.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares