“Until November” – Aurora Rose Reynolds (tłum. Olgierd Maj)

Gdy książka Until November autorstwa Aurory Rose Reynolds trafiła w moje ręce, miałam przeświadczenie, że będzie to kolejna z publikacji, których rodzaj wręcz “zalewa” dzisiejszy rynek książkowy; romans, opierający całą swoją fabułę na erotyce i nieprzejmujący się zbytnio akcją czy innym zagadnieniem – oprócz seksu – które w jakikolwiek sposób może zainteresować czytelnika.

Czy moje pierwsze wrażenie okazało się prawdziwe?
Cóż, było jeszcze gorzej, niż początkowo założyłam.

Pierwsza część serii Do utraty tchu reklamuje się na okładce sloganem: “Niebezpieczna i pełna intryg codzienność.”
O czym naprawdę jest ta powieść?

Jest to historia November, która po nieszczęśliwych wydarzeniach wyprowadza się do innego miasta, by poznać ojca i od nowa ułożyć sobie życie. Oczywiście, od razu na swojej drodze spotyka najprzystojniejszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek widziała. I – jak można spodziewać się po książkach tego typu oraz opisie, po chwilowej “niechęci” i niespełna trzech krótkich spotkaniach, są już parą. Nie mogłabym mieć do tego pretensji, gdyby nie to, że zachowanie bohaterki po prostu irytuje – Asher obrzuca ją mnóstwem niemiłych słów, a ona i tak czuje się zauroczona.
Można zakończyć opisywanie fabuły na tych słowach, lecz wspomniano przecież o intrygach! To miało zainteresować czytelniczki, sprawić, by poczuły dreszczyk niepokoju, gdy zaczną czytać książkę! Nie mogę zaprzeczyć, że autorka chciała wprowadzić ten motyw; zaznaczone zostało już na początku książki, że November może grozić niebezpieczeństwo. Próby Reynolds są jednak daremne. Gdy dochodzi do jakichś niepokojących sytuacji, są one poruszane w sposób szczątkowy. Z pozoru ważne dla przebiegu historii oraz dla bohaterów wątki, są wypierane przez erotykę i nic niewnoszące opisy. Zresztą, jest to zbyt przewidywalne i za mało interesujące, by mogło stanowić istotny element tej powieści.

Chciałabym poszukać pozytywów, lecz nie jestem w stanie.

Wynudziłam się, czytając Until November. Gdy w końcu dotarłam do ostatniego zdania, zdążyłam już o niej zapomnieć. Nie wniosła nic do mojego życia, nie sprawiła, że byłam zadowolona, że dane było mi poznać tę historię, nie wzbudziła we mnie żadnych emocji… oprócz nudy! Jestem ciekawa, czy ktoś, kto sięgnął po pozycję A.R. Reynolds, miał inne odczucia, niż ja. Czy może komuś nie przeszkadza brak jakiejkolwiek oryginalności, albo po prostu umiejętności literackich, niezbędnych do opowiedzenia dobrej historii?

Mam nadzieję, że rynek książek romantycznych jeszcze mnie zaskoczy,
a książki, które naprawdę mogłyby zaciekawić i zaskoczyć, będą trafiać do rąk spragnionych dobrych powieści czytelników.

Ola Chylińska

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares