Wciąż czuję się szaleńczo zakochana – wyznaje Magdalena Janikowska

Magdalena Janikowska nie ma sobie równych w pięknym pisaniu o miłości. Wrażliwa dusza z sercem pełnym słów, czaruje swoim ciepłem. Dla Was napisała list… o miłości, a przeczytacie go w „Dzienniku dobrego życia”

Zdarza Ci się gdzieś zagubić miłość do siebie samej? Jak ponownie jej szukasz?

Zdarza mi się. Najczęściej wtedy, kiedy zaniedbuję siebie, bo “życie”. Bo wszystko szybko, bo wszystko ważne, wszystko pilne. Wtedy przychodzi poczucie, że gdzieś przeciekam sobie przez palce, że tracę wyraźne krawędzie tego, gdzie się kończę, a gdzie zaczynam. W takich momentach zwalniam i otaczam siebie opieką. Odnajduję spokój w cieple herbaty, szeleście kartek książki, czy dźwięku sitcomowego śmiechu ulubionego serialu. Czuję się zadbana i automatycznie ponownie czuję, że moja samomiłość jest odpowiednio silna.

Czy pomimo braku miłości do samej siebie można zbudować szczęśliwy związek?

Ja uważam, że nie. Ten brak samomiłości, najważniejszej w naszym życiu, będzie się przelewał na związek. Będzie wlewał się falami goryczy, smutku, żalu, zazdrości i gniewu, aż zaleje i drugą osobę, a związek pójdzie na samo dno. Co więcej ten brak samomiłości powoduje brak pewności siebie, a osoba niepewna, nadwrażliwa, zakompleksiona staje się bardzo łatwym celem dla manipulatorów. Tak też może się zdarzyć. Więc albo zatopisz odpowiedniego partnera albo nieodpowiedni partner ciebie. Nie mówię, że trzeba siebie ubóstwiać, ale mieć na tyle szacunku do siebie i świadomości swoich wad i zalet, aby tworzyć czysty związek. Tam gdzie czystości nie ma, jest tylko ułuda szczęścia.

Jesteś szczęśliwa w związku? Czy pojawia się w Tobie poczucie, że jesteś niewystarczająca?

Jestem bardzo szczęśliwa w związku z moim partnerem. Ogromnie doceniam czyste dobro i to, że moja relacja jest zdrowa. I wciąż czuję się szaleńczo zakochana. Jeszcze kilka lat temu wątpiłam, że mogę tworzyć z kimś tak udany związek. Ale wówczas nie rozumiałam, że mogę być traktowana z najwyższym szacunkiem. Nie rozumiałam, bo sama siebie tak nie traktowałam. To właśnie potwierdza to, w co wierzę. Że najpierw trzeba dać sobie miłość, poznać jaka powinna być, ułożyć swoje wartości, a następnie dać się pokochać miłością, jakiej potrzebujemy i pragniemy. I na jaką zasługujemy. Odpowiadając na drugie pytanie – wiem, że zasługuję na moją miłość, więc nie czuję się niewystarczająca. Niemniej jednak zdarza mi się poczuć źle, z czymś co zrobiłam lub czego nie zrobiłam. Lecz jestem w pełni świadoma moich wad i słabości i wciąż nad sobą pracuję. Bo warto być lepszym, nawet jeśli już jesteśmy naprawdę dobrzy.

Jak zakochać się w sobie?

Jak zakochać się w sobie? Nie ma na to gotowego przepisu. Gdyby taki istniał, to nie byłoby dla nas wszystkich takie trudne. Ale z pewnością każdy powinien znaleźć na to sposób. Mój był taki, że musiałam spaść na samo dno, by się od niego odbić. By zbudować to, co straciłam. By zbudować siebie od nowa i pokochać każdą część mnie, nawet tę najbardziej poturbowaną. Jestem jednak pewna, że aby kochać i akceptować siebie, trzeba najpierw otworzyć swoją szafę z przysłowiowymi trupami. Nie pozbywać się ich, absolutnie. Ich nie da się pozbyć, zapomnieć, ich nie da się wyrzucić. Trzeba z nimi porozmawiać i zrozumieć, skąd pochodzą i dlaczego zamieszkują nasze wnętrze. I co najważniejsze, pogodzić się z faktem, że tam są, że są częścią nas. Ponieważ ból i cierpienie to część naszego życia. Część, której wolelibyśmy nie przeżyć, lecz bez niej może nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy? Może nie bylibyśmy tak mądrzy, może nigdy byśmy nie zrozumieli, co tak naprawdę jest ważne?

Czy po nieszczęśliwej miłości można odbudować te części nas, które ktoś zniszczył?

Jestem pewna, że można. Tylko, jak już wspomniałam, trzeba to przerobić. Trzeba wrócić do momentów, w których czuliśmy, że coś wewnątrz nas umiera, aby to na nowo ożywić. Nie można przed tym uciekać. Ani nie można udawać, że coś w nas wciąż jest takie samo, nosić w sobie padlinę, być marionetką, cieniem własnego cienia. Trzeba się z tym zmierzyć, zrozumieć i zaakceptować. Wtedy dopiero miłość będzie miała zielone światło, aby podjąć się drogi do naszego serca.

Niektórzy miłość do siebie samej mylą z egoizmem. Jak to jest zatem z tą samomiłością?

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że istnieje egoizm i zdrowy egoizm. Zdrowy egoizm pozwala nam podejmować decyzje, które są zgodne z naszymi założeniami i wartościami. Egoizm natomiast jest czymś zupełnie innym. Egoizm to podporządkowywanie sobie innych, próba zawłaszczenia czyjejś przestrzeni dla własnych korzyści. Zdrowy egoizm to podporządkowywanie sobie siebie i naszych wyborów, stworzenie własnej przestrzeni i czerpanie z niej korzyści. Samomiłość kieruje się zdrowym egoizmem, zwykłym egoizmem kierują się najczęściej osoby z zaburzeniami osobowości. Dwie skrajności w jednym słowie.

Lubisz czasami pobyć sama czy do oddychania koniecznie potrzebna Ci jest obecność drugiej osoby?

Z pewnością nie jestem tak zwanym „typem samotnika”, ale lubię pobyć sama. Potrzebuje tego. Myślę, że każdy tego potrzebuje. I każdy powinien umieć pobyć sam ze sobą od czasu do czasu. Wtedy można ułożyć myśli, poukładać siebie i po prostu cieszyć się z własnego towarzystwa. Ja muszę być sama przede wszystkim wtedy, kiedy piszę. Nawet jeśli jestem w towarzystwie kogoś, potrafię się wyłączyć. To moja potrzeba, moje pragnienie, które spełniam i moi bliscy w pełni to akceptują. Lecz zarówno potrzebuję pobyć ze sobą, jak potrzebuję też być z moimi bliskimi, ale na wszystko mam miejsce. Na siebie i na nich. I oddycham spokojnie, miarowo kiedy ten podział jest sprawiedliwy. Kiedy jest taki, jakiego aktualnie potrzebuję.

Co mogłabyś powiedzieć wszystkim samotnym, złym na miłość, cierpiącym w duchu, krzyczącym: „Miłość nie istnieje!”?

Jedno słowo – czas. To jedno słowo, z którego mogą się śmiać, że takie typowe, że zawsze mówi się „wszystko wymaga czasu”. Ale z doświadczenia wiem, że za jakiś czas okaże się, że ta miłość jednak dla nich zaistnieje i będzie najsilniejszą wartością, która będzie układać ich do snu. Bo wszystko się zmienia, zmieniamy się my i nasze wartości. Chciałabym, aby te osoby pomyślały o sobie sprzed miesiąca, roku, kilku lat. Aby cofnęły się w czasie i zobaczyły, że jakiś czas temu wierzyły w coś innego, bo były gdzie indziej, bo doświadczyły czegoś, co pozwoliło im wierzyć. A jeśli nagle przeżyły coś, co zabrało im tę wiarę, to czy niemożliwym jest, że za kilka miesięcy bądź lat będą w to znów bardzo mocno wierzyć?

Co dobrego może nieść ze sobą samotność? Są w niej w ogóle jakieś pozytywy?

Przede wszystkim trzeba oddzielić dwie rzeczy – bycie samemu i bycie samotnym. Samotność to nie stricte bycie samemu, ponieważ można być samotnym nawet w tłumie. Lecz sama samotność według mnie to pewnego rodzaju zagubienie. A jak wiadomo, żeby się odnaleźć, trzeba się najpierw zgubić. To jest właśnie pozytyw samotności. Kiedy ona przychodzi daje nam sygnał, że coś jest nie tak, że potrzebujemy poczucia zaopiekowania. I że musimy się sobą zaopiekować. Ponadto musimy być świadomi, że zaopiekowanie się sobą również zawiera w sobie przyznanie się do tego, że potrzebujemy opieki, pomocy, uwagi od innych.

Czy do prawdziwej miłości można dojść drogą na skróty?

Bardzo nie lubię stwierdzenia “na skróty”. Słysząc je wyobrażam sobie omijanie, uciekanie od czegoś, tworzenie czegoś niekompletnego. A czy prawdziwa miłość może być niekompletna, niepełna, byle jaka? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami, przed obliczem własnego serca.

Za rozmowę dziękują Magdalena Czmochowska i Karolina Nawój

“Dziennik dobrego życia” możecie zamówić pod tym linkiem:

https://sensus.pl/ksiazki/dziennik-dobrego-zycia-magdalena-czmochowska-karolina-nawoj,dziedz.htm#format/d

5.00 avg. rating (98% score) - 2 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares