“Dopóki człowiek nie stanie się demonem – poezją będzie karmił swoje życie” – zapewnia Kaja Kowalewska

kaja-kowalewska-chaos-i-inne-pietra-wywiad-booknieci

Kaja Kowalewska – poetka, pisarka, redaktor. W rozmowie z nami opowiada o swoim chaosie, literackiej wenie, trudnym dzieciństwie i przekonaniu co do tego, że poezja nigdy nie zginie.

Zapraszamy do rozmowy!

Kaja, twoje słowa dogłębnie trafiają do czytelnika, wiadomo to nie od dziś. Zatem rodzi się we mnie pytanie, czy od dziecka marzyłaś o pisarstwie?

Od dziecka. To pragnienie pulsowało we mnie cały czas. Kiedy byłam małą dziewczynką, założyłam swoją własną „fabrykę książek”. Bawiłam się w „bycie pisarką”. Pisałam „książki” w brulionach, najczęściej były to baśnie o kotach, ilustrowane – za pomocą kredek Bambino. Później przyszedł czas na Bibliotekę Rozmyślań. Byłam już starsza, miałam 15 lat, dostałam się do Liceum (klasa o profilu humanistycznym). W okresie licealnym zapisałam kilka zeszytów. Powstały wtedy moje pierwsze dramaty: Kolejowe Dzieci, Ogród Artystów i Mój Demon ma błękitne oczy, a także pierwsza surrealistyczna opowieść, której nigdy nikomu nie pokazałam: Utopia i opowiadanie oniryczne: Sprawa wyobraźni, czyli krótka historia o innej miłości. Wszystkie te moje „próby pióra” ukryłam głęboko na dnie lirycznej szuflady. Może kiedyś powrócą. Może narodzą się ponownie. Może będą moimi/Waszymi prywatnymi Feniksami. Może kiedyś. Coś…

Jak powstają twoje teksty? Masz jakieś ulubione miejsca, sposoby na przywołanie do siebie weny? Co cię inspiruje?

Weny nigdy nie przywołuję. Ona po prostu przychodzi. Nie nosi zegarka. Ma dwie lewe ręce – od serca.  I próbuje wyrywać ze mnie myśli, wiersze, słowa, refleksje. Jest nieobliczalna i w jakiś sposób „wszechmogąca”.  Potrafi obudzić mnie albo nawet w sen się zakradnie, aby wyśnić wiersz. Czasem ją przeklinam, a czasem za nią tęsknię, kiedy odchodzi na dłużej… Bo nie potrafię pisać przy biurku, w ciasnym schemacie ścian i godzin. Od 8 do 16. To zawsze musi być natchnienie. Te wszystkie akty. Tworzenia i przelewania słów… To wiara, nadzieja i miłość. I wszystko to, czego zmierzyć nie można żadną miarą.

A inspiruje mnie wszystko. Pobudza. Drapie. Może to być filiżanka, kawa. Krzywo ułożona do snu firanka, poduszka, miłość, człowiek. Mogą to być jabłka jesienią, mróz o poranku, burza środkiem nocy. Inspiracje – to temat rzeka. Bo świat jest rzeką i płynie. I ciągle się zmienia i nas zmienia. Modyfikuje. Sprawia, że możemy mieć więcej pragnień, tęsknot, że możemy porozbijać serca o niespełnione miłości… I ta rzeka pełna świata i świat, który płynie jak rzeka, i człowiek, który przecieka przez palce albo zostaje na dłużej (bo też może być rzeką przecież). To wszystko inspiruje mnie. Bez granic.

kaja-kowalewska-chaos-i-inne-pietra-wywiad-booknieci

Podobno coraz mniej osób czyta poezję i za jakiś czas ten gatunek literacki może zniknąć zupełnie –  co o tym sądzisz?

Kiedyś napisałam: Dopóki serca ludzkie nie staną się kamieniami, poezja będzie zawsze wiarą, nadzieją i miłością. Dopóki człowiek nie stanie się demonem – poezją będzie karmił swoje życie.

I tego chciałabym się trzymać. I wierzyć w niezmierzoną siłę poezji. I słów…

Internet nie jest tylko nosicielem zła i zagrożeń. Mądrze wykorzystywane narzędzia mogą wpływać na duszę i kształtowanie serc wszystkich pokoleń.  Dlatego postawiłam na ręce i nogi swój Chaos. Zaobserwowałam, że ludzie w dzisiejszym, rozpędzonym świecie, nieustannie poszukują bezpiecznego portu, klucza, drzwi, za którymi będą mogli się ukryć, a przede wszystkim będą mogli rozebrać się ze swoich słabości i być sobą. W moim Chaosie mogą schować się przed tymi snami, których najbardziej się boją. Oczyścić ze wszystkich lęków. Uważam, że prawdziwa poezja powinna przenikać, oczyszczać i upiększać. Prawdziwa poezja to odzwierciedlanie czasów, emocji, uczuć i stanów (tych niezjednoczonych).

Z jednej strony, to miłość na granicy wódki i Facebooka, pasek wirtualnych wydarzeń, statusy bez związku; z drugiej – kolejna wojna świata, wehikuł czasu, pomniki trwalsze niż ze spiżu (jak u Horacego) i Apokalipsa. Prawdziwa poezja to taka, która nie podąża za Słownikiem wyrazów obcych pod redakcją Kopalińskiego, ale taka, która potrafi zagrać Beethovena na nerwach, wywołać „gęsią skórkę”, pobudzić do granic nieświętego spokoju.

Kiedyś powiedziałam, że prawdziwa poezja powinna dawać wolność, nawet jeśli gdzieś tam cierpi się na przejściowe zapalenie myśli. I wierzę, że nie zniknie, wierzę, że będzie wiarą, nadzieją i miłością zarazem. Trwalsza niż pomnik ze spiżu. Wieczna i nieśmiertelna.

Twój fanpejdż: “Chaos i inne piętra” ma już ponad 122 tysiące fanów. Jak wyglądało jego powstanie i skąd taka właśnie nazwa?

Wcześniej prowadziłam dwa blogi. Jeden z nich nosił tytuł Melanżcholie, drugi Moje nagie płótna. Do moich poetyckich światów zaglądali najczęściej przyjaciele i znajomi. Później zaczęło się to rozrastać. Pojawiały się nowe osoby. Blogowy świat nie skurczył się do jednej kropki. Trwało to jakieś 2 lata. Czytelnicy zaczęli mnie motywować i nakręcać. A później powstała strona na Facebooku (za namową najbliższych). Szczególnie zmotywowała mnie do tych działań lirycznych moja aktualna menadżer – Agnieszka.

Nazwa? Hm… Chaos tak naprawdę istniał „od zawsze”, bo pod takim pseudonimem publikowałam swoje teksty na blogach, a później tak jakoś naturalnie powstały „inne piętra”. Cały ten fejsbukowy fanpage był dla mnie zupełnie nowym wynalazkiem. Machina wiersza sama się napędzała i czytelników z każdym dniem przybywało. Dostawałam niesamowite wiadomości, listy, zdania. To było takie piękne, liryczne, poruszające. I nadal jest.

Jakie są twoje marzenia, plany dotyczące kariery?

Najkrócej o marzeniach: Chciałabym, aby moje książki żyły wiecznie.  Chciałabym, aby zmieniały życie i myślenie. Na lepsze. Jeśli tak będzie, to będzie wszystko.

kaja-kowalewska-chaos-i-inne-pietra-wywiad-booknieci

A w jaki sposób odpoczywasz? Masz jakieś hobby, przy którym relaksujesz się najchętniej?

Uwielbiam aktywny oddech. Najczęściej jest to rower. Ten wiatr we włosach i powietrze, kiedy pokonuję kolejne kilometry zdrowia. Siłownia dodaje mi siły. Do snów. I jest jeszcze muzyka, którą kocham. Ta, której słucham. I ta, którą tworzę.

Wielu autorów twierdzi, że dzieciństwo w jakiś sposób wpływa na ich dorosłą twórczość, kształtuje ją. A ty jak wspominasz swoje dzieciństwo? Tęsknisz za tymi czasami?

Panta rhei.  Wszystko płynie i… wszystko wpływa. Najmniejsza radość, najmniejsze uszkodzenie, uśmiech, gwoździe wbijane w ścianę duszy, otwarte złamanie czerwonej kredki, kreska, zeszyt do chemii i fizyka, bo przyciąganie. To nieziemskie do słów. Moje dzieciństwo było i piękne, i trudne. Piękne – bo czułam się mimo wszystko kochana, trudne – bo wiele razy słyszałam dźwięk tłuczonego szkła i morze wódki.  To bolało. Zostawiło ślady na psyche. Ale może właśnie też pokazało mi, że nie wolno upadać. Paradoksalnie – te wszystkie kopniaki od losu, kieliszka, rozczarowania, traumy, dały mi siłę. Pewnie dlatego moją pierwszą powieścią były Play listy, czyli nie wszystkie fobie są o miłości… Żeby wypluć z siebie ból, wydostać, wydrapać i… ocalić. To katharsis, krzyk rozpaczy, a jednocześnie próba siły i prze-życia. Próba pokazania, że zawsze istnieje jakieś dalej… I że warto żyć.

W mojej poezji natomiast obecne są nerwice, schizofrenia, lęki wysokości, na które szukamy poszczególnych leków-słów. Jest katatonia, anoreksja (z którą walczyłam ponad 10 lat), bulimia i ból-limia. Jest astygmatyzm, zapalenie spojówek i są problemy z oddychaniem. Ja w swoim Chaosie zamknęłam jakąś część ludzkich historii i jakąś część siebie. I tę przeszłą (traumę, ale i siłę), teraźniejszą (wiarę, nadzieję, miłość) i przyszłą – na którą składają się wizje, plany i marzenia. Myślę, że tak jest uczciwie.

Czy zdarzyły ci się jakieś ciekawe, może zabawne przygody związane z fanami?

Jest tego tak wiele na kartach mojej pamięci (heh), że nie sposób teraz sięgnąć po jedną. Każde spotkanie/ przygoda/ słowo, coś wnosi. Każdy przypadek, który okazuje się przeznaczeniem. Każdy uśmiech, łza wzruszenia… i każda dedykacja.

Na koniec pytanie, nad którym zastanawiają się twoim fani: gdzie i kiedy planujesz kolejne spotkania autorskie?

Planuję spotkanie w Łodzi – Łódź Chaosu – końcem listopada. Chodzi też za mną liryczny Wawelski – Smok i inne baśnie. Tam też pojadę. Obiecuję. Niebawem.

Życzę Wam pięknego i dobrego chaosu. Aby żył wiecznie…

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares