Z każdej wyprawy przywożę kawałek siebie do kompletu – Paolka Dworniczek

Paolka Dworniczek. Dziewczyna, której serce przepełnione jest miłością do podróży. Prawdziwa globetrotterka i pasjonatka; chce być tam, gdzie jeszcze jej nie było. W „Dzienniku dobrego życia” znajdziecie list autorstwa Paolki.

W swoim liście piszesz, że przeszłaś niezliczoną ilość kilometrów, aby odnaleźć siebie. Jaką wyprawę wspominasz najlepiej?

Fizyczną wyprawę to chyba tą ostatnią, do Malezji i Singapuru. Konfrontacja z ich szczęściem, mimo biedy i braku wielu rzeczy użytku codziennego. Wiecie, wszystko to co mamy jest dla nas oczywiste. Zaczynasz sobie zdawać sprawę ile masz tak naprawdę, kiedy dowiadujesz się, że twoja codzienność dla kogoś jest marzeniem. To bardzo uczy pokory. Poza tym Azja jest bliska memu sercu z jeszcze jednego ważnego względu – kultury. Lubię buddyzm i jestem katoliczką. Lubię buddyzm jako ruch filozoficzny i to, co zakłada. Nie traktuję go jako religii, mimo że dla nich takową jest.

Czy dzięki ciężkim wyprawom uczymy się więcej?

Oczywiście! Nawet nie tylko dzięki tym ciężkim wyprawom. Każda wyprawa czegoś uczy, nawet ta na piknik za miasto. Lubię stawiać sobie cele w życiu. Zarówno te krótko jak i długoterminowe. Kocham planować. Planowanie wyjazdu, począwszy od wybrania kierunku, przez kupno biletów i organizacji czasu na miejscu, jest dla mnie czymś najpiękniejszym na świecie. Z każdej wyprawy przywożę kawałek siebie do kompletu. Mam ich dopiero kilka, a jakiś milion jest jeszcze do pozbierania na całym świecie. Każdy ten kawałek jest innym wspomnieniem, doświadczeniem i częścią, która mnie buduje. Nie chcę się odnaleźć, z pewnością nie teraz. Chcę zawsze móc szukać.

Jak przesunąć granicę w naszej głowie i dać się porwać przygodzie?

Nie znam na to recepty. Nigdy nie musiałam robić nic, by chcieć dać się jej porwać. Moje serce zawsze należało dokądś indziej niż do miejsca, w którym się urodziłam. Czuję nostalgię za miejscami, w których mnie nawet jeszcze nie było.

W jakie miejsca planujesz się wybrać?

“W każde” będzie chyba najlepszą odpowiedzią. Planuję zarówno Ciechocinek, w którym mnie jeszcze nie było, jak i Argentynę, czy Kambodżę.

Jakie bariery musiałaś przełamać spotykając się z inną kulturą? Czy uważasz, że ludzie poprzez poznanie innej kultury uczą się pokory i empatii?

Strach ma wielkie oczy. A najbardziej boimy się tego, co nieznane. Jeśli tylko to nieznane ciekawi cię na tyle mocno, by chcieć zaryzykować, to nie ma barier. Pokonasz każdą. Obalisz każdą przeszkodę, by tylko zrealizować cel i spełnić marzenie.

Jeśli chodzi o empatię i pokorę to trochę zależy od tego, w jakim celu i w jaki sposób podróżujesz. Jeśli jedziesz gdzieś by poznać nowe, nieznaną kulturę i świat to tak. Sama konfrontacja z inną kulturą, z ubiorem, kobietami zakrytymi od stóp do głów, czy wszechobecnym wyzwoleniem na ulicach sprawia, że zaczynasz przyrównywać swój świat do tego poznanego. Zauważasz, jak wiele masz, czego nie mają inni, ale też chcesz tego, czego nie miałeś do tej pory.

Podróż do wnętrza siebie. Zawędrowałaś tak daleko, czy jest wciąż przed Tobą?

I tak i nie. Lubię wędrować, chociaż to czasem przerażające dokąd docieram. Kiedyś, będąc młodsza, potrafiłam wymyślić sobie plan, a następnego dnia podporządkować pod niego całe dotychczasowe życie, nawet jeśli wiązało się to z wyprowadzką z dnia na dzień na drugi koniec świata. Dzisiaj mam w sobie więcej pokory i nadal chcę być człowiekiem świadomym. Wiem, że mogę wszystko i moja pozycja w świecie nie jest uzależniona od nikogo innego, jak ode mnie. Mogę wyprowadzić się na Malediwy i łowić ryby dla przybywających turystów. Albo, gdybym tylko zmieniła płeć, zostać buddystą. Mogę.

Co, według Ciebie, jest fundamentem dobrego życia?

Jak odpowiem „szczęście”, to pewnie nie będę zbyt oryginalna. Ale tak, taka jest moja odpowiedź. Robić to, co kocha się najmocniej. Nie spełniać czyichś oczekiwań, bo nie od tego jesteśmy. Olać to, co mówią inni, bo ludzie mówić będą zawsze. Starożytni odkrywcy osiągnęli to, co zmieniło świat, bo mimo kpin i drwin małych ludzi nigdy się nie poddali.

Jaki jest Twój przepis na najbardziej udaną randkę?

Nie spodziewałam się takiego pytania tu, haha. Zaskoczenie. Nie lubię nudy, nie lubię oklepanych tematów i lubię rozmawiać o niewygodnych sprawach, czasem tematach tabu. Na pierwszej randce z Łukaszem rozmawialiśmy o kościele, aborcji i teoriach spiskowych. Na temat biznesmenów, którzy zmarli w niewyjaśnionych okolicznościach. Słuchał. Ja też chciałam słuchać.

Jakie znaczenie ma dla Ciebie bliska obecność ukochanego mężczyzny?

Bardzo długo byłam sama. Niezależna, ale wiecie, nie w ten sposób “silna i niezależna, dam sobie radę sama”. Nie. Lubiłam czuć, że moje decyzje nie zależą od nikogo, że nie muszę się z nikim liczyć planując coś. Egoistka, która żyła sama dla siebie. Potrzebowałam tego, by po prostu się nie przejmować.

W tym momencie poznałam jak cudownym uczuciem jest zaplanowanie czegoś z kimś. Planowanie nie tylko życia, ale też tych najdrobniejszych spraw z Nim. Nie zamieniłabym tego na nic w świecie. Jego przede wszystkim bym nie zamieniła.

Gdzie widzisz siebie za dziesięć lat?

To pytanie zawsze sprawia mi trudność, bo ciężko mi przewidzieć plan na siebie na za rok, a co dopiero na za dziesięć lat. To tak jakby połowa z tego, co już przeżyłam, więc dla mnie bardzo długo. Widzę siebie z nim i NASZĄ RODZINĄ. Poza tym nic więcej pewnie się nie zmieni, dalej będziemy jeździć, zwiedzać świat, stale odnajdywać siebie tylko już pewnie w większym gronie. My. Brzmi cudownie.

Paolkę “przesłuchały” Karolina Nawój i Magdalena Czmochowska

A “Dziennik dobrego życia” znajdziecie tutaj:

https://sensus.pl/ksiazki/dziennik-dobrego-zycia-magdalena-czmochowska-karolina-nawoj,dziedz.htm#format/d

4.86 avg. rating (97% score) - 7 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares