“Zapomniani żołnierze niepodległości” – Piotr Nehring

Dziesięć rozdziałów – dziesięciu wybitnych, walecznych żołnierzy, którym zawdzięczamy niepodległą ojczyznę. Każdy z nich na swój sposób przyczynił się do wyswobodzenia Polski z więzów zaborców. Książka Piotra Nehringa pt. Zapomniani żołnierze niepodległości powstała właśnie z okazji 100 lat niepodległości. To mała encyklopedia, leksykon postaci, o których pamięć nie powinna zaginąć nigdy.

Przejrzysta klasyka

Uderzające od samego początku jest wrażenie bardzo przemyślanego układu całej książki. Każdy z dziesięciu rozdziałów poświęcony jest jednej postaci historycznej. Dzieli się dalej na podrozdziały opisujące epizody z życia polskich żołnierzy. Jak przystało na konwencję leksykonu, zanim autor przejdzie do przybliżenia czytelnikowi narracji historycznej, w krótkiej notce biograficznej zdaje skrótową relację, o kim będzie mowa. Towarzyszy temu zawsze czarno-białe zdjęcie żołnierza w mundurze przyjmującego wystudiowaną pozę – to sztampowe, trochę pretensjonalne i nadmuchane, ale… pasuje do klasycznej wizji polskiego patriotyzmu.

Dodatkowym ułatwieniem dla czytelnika jest zamieszczone na wstępie kalendarium. Brakuje natomiast podsumowania i zakończenia.

Historyczne źródła

Autorem książki jest historyk. Widać to zarówno w samym doborze źródeł historycznych (relacje z pierwszej ręki, dzienniki, notatki prywatne, gazety), jak i w zamiłowaniu do cytowania obszernych fragmentów tychże. Do rzetelności przekazywanych informacji nie sposób się przyczepić. No… może mnie, jako mieszkankę Poznania, mierziło konsekwentne nazywanie ulicy Św. Marcin ulicą Św. Marcina. Każdy Poznaniak obok rocznicy niepodległości obchodzi 11 listopada imieniny ulicy Święty Marcin i zajada się rogalami na potęgę. Pewnym utrudnieniem jest dla czytelnika stosowanie dwóch typów wyróżnień tekstów źródłowych (cudzysłów oraz kursywa) – rozumiem, że jest to w pewien sposób sfunkcjonalizowane, ale wprowadza pewien edytorski chaos na karty książki.

Oszczędność

Książkę czyta się… trudno. Przypomina szkolne podręczniki do historii lub encyklopedyczne notatki. Miejscami autor przeciążył narrację faktami z dzieciństwa żołnierzy, czasami natomiast nie sposób połapać się w informacjach napływających z prędkością światła: daty, nazwiska, nazwy stopni wojskowych, kolejne daty, nazwy miejscowości. Bez jakiejkolwiek przerwy na komentarz odautorski, bez jakiejkolwiek opinii własnej, oceny, interpretacji przytaczanych faktów.

Czy to wada? I tak, i nie. Wada, jeśli ktoś chciałby poczytać książkę do poduszki. Zaleta, jeśli ktoś szuka czystej historycznej relacji.

Mimo oszczędności w pokazywaniu siebie w narracji, autor pokusił się na samym wstępie o wyrażenie jednej dość kontrowersyjnej opinii bardzo jednoznacznie:

Czy ten cud [odzyskanie niepodległości przez Polskę] by nastąpił, gdyby nie było Legionów i POW? Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie brzmi „tak”.

W samym centrum akcji

Mimo że natłok informacji biograficznych oraz wyliczanie suchych faktów bywało nudne, książka miała także budzące emocje momenty. Znakomitym zabiegiem było bowiem nie tyle rozpoczynanie opowieści od początku i prowadzenie jej klasycznie do końca, zgodnie z chronologią, ale wrzucanie czytelnika w sam środek akcji i retrospektywne odwołania. Niekiedy postaci są wprowadzone jakby bokiem, ale pojawiają się dokładnie wtedy, kiedy ich czas wejścia na scenę historii. Bardzo to było udane.

Zapomniani żołnierze?

Od pierwszej do ostatniej karty nie mogę pojąć, dlaczego Piotr Nehring tak zatytułował swoją książkę. Czy to względy marketingowe? Czy potrzeba odwołania się do pamięci zbiorowej? Nie mogę się zgodzić, co do faktu, że żołnierze, o których opowiada na kartach książki, są zapomniani.

Kto nie zna Stanisława Taczaka (pierwszy rozdział książki)? Obstawiam, że może gimbaza, ale trudno brać ich pod uwagę, pisząc taką książkę, bo to nie im ma przecież o Taczaku przypomnieć. W Poznaniu postać Stanisława Taczaka jest często przywoływana w kontekście corocznych obchodów powstania wielkopolskiego (trudno, żeby było inaczej). Ma swoją ulicę w centrum miasta, chętnie odwiedzaną przez turystów, na której znajduje się mnóstwo niszowych knajpek (polecam!).

Kto nie zna gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego (rozdział drugi książki)? No błagam! Sam autor, Piotr Nehring, jakby przecząc sam sobie, pisze w notce biograficznej: „Obok generałów Lucjana Żeligowskiego i Władysława Andersa Dowbor-Muśnicki jest bodaj najbardziej znanym polskim wojskowym […]”.

Pytanie o motywację tytułu książki pozostawiam bez odpowiedzi.

Mimo pewnych wad książki, o których wspomniałam, warto mieć ją na półce. To taki skrótowy przegląd ważnych dla niepodległości naszego kraju postaci. Co jakiś czas muszą powstawać prace takie, jak ta (a setna rocznica odzyskania niepodległości to dobra okazja), aby tytuł książki Piotra Nehringa Zapomniani żołnierze… nie stał się smutnym faktem.

5.00 avg. rating (99% score) - 3 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares