Ekskluzywnie prywatni

Nieważne, czy jesteś typem introwertyka czy ekstrawertyka, czy więcej pokazujesz niż starasz się ukryć, w dzisiejszych czasach łatwiej jest złapać jakikolwiek trop. Oczywiście prywatność każdego z nas ma inną, często płynną granicę: dla mnie zdjęcia w skąpym bikini na Facebooku to zbyt wiele, za to ktoś inny chętnie podzieli się ze znajomymi filmikiem z porodu. [żart!]

Zagadnienie, jakim jest prywatność, jest jednak bardzo poważne w swojej istocie.

Istnieje cecha, która łączy prawie wszystkich – z natury jesteśmy ciekawi. Lubimy zaglądać, podglądać, wpatrywać się. Sąsiadom w okna i współpasażerom do gazet. Nasz ulubiony program to Big Brother, nierzadko Zdrady, czy Usterka. Mamy słabość do ukrytych kamer, obiektywów wymierzonych w innych przedstawicieli rasy ludzkiej, a najlepiej wtedy, kiedy oni kompletnie nie spodziewają się tego. Najbardziej śmieszą nas pranki nagrane zza krzaka, a także reakcje absurdalnie nieadekwatne do sytuacji. Gdzie tu prywatność? Chcemy znać spontaniczną prawdę o ludziach i ich życiu, czytać intymne smsy, w nieskończoność scrollować stausy, fotki. Analizować wzloty oraz spektakularne upadki ludzi, których właściwie wcale nie znamy. Generalnie chcemy wiedzieć. Wszystko. O wszystkich. A już najlepiej 24 godziny na dobę. Gdy już zbierzemy cenne informacje, często puszczamy je dalej w eter.

Jest coś pociągającego, a zarazem mrocznego w całym tym procesie… i to nie jest prywatność.

Dzisiejsze czasy jakby wsłuchane w nasze pragnienia – wychodzą naprzeciw naturalnym ludzkim skłonnościom do odkrywania. Można śledzić innych nie tylko za pomocą wspomnianych wcześniej kamer, ale także specjalnie przystosowanych do tego programów lub aplikacji. Facebook, Instagram, Twitter… to tylko czubek góry lodowej. W Chinach istnieją placówki oświatowe, które przez “inteligentne” mundurki kontrolują położenie geograficzne swoich uczniów. To już przykład wybitnie ekstremalny.

Zdjęcia…

…robią nam nawet satelity. Powstaje ciekawe pytanie: gdzie się schować, jeśli akurat nie mamy ochoty zostać złapani na gorącym uczynku? (który nota bene nie musi być zaraz aż tak gorący). Mamy zgodność w jednym: prywatność powoli staje się dobrem deficytowym. Prawdopodobnie nie jest możliwe, aby w tym temacie ustrzec się wszelkich konsekwencji, które wynikają z rozkwitu technologii. Ale dzięki świadomości problemu możemy zweryfikować sami siebie. Czasami wystarczy odłożyć na bok telefon, zrobić dzień bez internetu, czy ominąć odcinek „śmiesznego programu”. Zostać pod kołdrą, zasłonić rolety w oknach, albo wyjechać w odludne miejsce, aby tę prywatną atmosferę zbudować od podstaw. Wskrzesić. Może się okazać, że jednak jest ona potrzebna, żeby od nowa poczuć się wolnym. Dać sobie przestrzeń do popełniania błędów bez oceny. Być sobą. Rozwinąć pokłady kreatywności.

Podsumowując:

Warto zostawić coś tylko dla siebie, bądź jedynie najbliższych i nie dzielić się tym z resztą świata. Mieć wyjątkową tajemnicę i to właśnie z niej czerpać energię. Na dłuższą metę tego szczęścia nie da nam ciągła obserwacja innych ludzi. Pielęgnować własną prywatność z pewnością warto. Jeśli nie jesteś do tego przyzwyczajony – spróbuj. Efekty mogą okazać się bardzo pozytywną niespodzianką.

 

autor: Paulina Rybicka

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares