„Sponsor”, czyli jak to jest, kiedy miłość potrafi wywrócić świat do góry nogami i sprawić, że zaczyna się dostrzegać rzeczy ważne. Traci się racjonalne myślenie, a wejście z kimś w silniejszą relację przypomina sielankę, motyle w brzuchu i wieczny uśmiech na ustach. W „Sponsorze”, nowej książce autorstwa K.N. Haner, temat ten został przedstawiony dosyć… przewrotnie.

Ona oprócz miłości nie miała nic. On miał wszystko, ale nie miłość. Byli tak podobni, choć jednak ostatecznie różni. Co powinno być dla nich ważniejsze: słuchanie serca czy rozumu?

Ona

Kalina wiedzie niemal idealne życie. Ma cudownych rodziców, energiczną i kochaną młodszą siostrę, ukochane studia i wiele planów na przyszłość. Nie ma ochoty ani czasu na wdawanie się w relacje damsko-męskie, ale nie przeszkadza jej to w normalnym i radosnym funkcjonowaniu. Wszystko jednak zmienia się w chwili, gdy podczas jazdy rowerem na uczelnię, zostaje potrącona przez auto pewnego bogatego mężczyzny.

On

Wydawać by się mogło, że Nathan nie ma żadnych problemów w swoim życiu. Wysoki status społeczny i własna firma zapewniają mu wysokie dochody. Mężczyźnie niczego nie brakuje. Pieniądze ułatwiają mu kontakty z kobietami, ale nie jest typem, któremu zależy na stałym związku. Przez większość życia skupia się głównie na spełnianiu własnych zachcianek i fantazji. Nie spodziewa się nawet, że najzwyklejsza na świecie dziewczyna może wywrócić jego świat do góry nogami.

Ona i on?

Co się stanie, gdy emocje wezmą górę? Kalina i Nathan będą błądzić w krainie niedomówień i niepewności, czy rodzące się między nimi uczucie pozwoli na stworzenie stabilnego związku? Co może wpłynąć na mężczyznę, by zmienił swoje przyzwyczajenia i nastawienie do życia? Może to jednak Kalina będzie dyktowała warunki? Czy ta gra wprowadzi jakieś zasady i będzie liczyło się coś więcej poza namiętnością? Jaką wagę ma miłość w życiu człowieka? Myślę, że „Sponsor” niestety nie odpowie Wam na te wszystkie pytania…

Nathan w roli Greya

Niestety, z wielkim smutkiem muszę przyznać, że książka K.N. Haner bardzo mnie rozczarowała. Liczyłam na powieść, która rozgrzeje moje jesienne wieczory i sprawi, że nie będę się nudziła, bo z każdą stroną zapragnę jeszcze więcej historii Kaliny i Nathana. Co dostałam? Książkę, która okazała się być podróbką słynnego bestsellera z milionerem Greyem i jego „niewolnicą”. Oczywiście, nie w każdym calu. Nie jest to plagiat z krwi i kości, ale coś, co można zdecydowanie porównać. Myślę tutaj o zaborczości głównego bohatera, niewinności jego towarzyszki i tych konfliktach, rozterkach i namiętnościach, które opisuje autorka. Ja wiem, że teraz ciężko stworzyć romans, który nie będzie opierał się na popularnym schemacie, ale czasem trzeba spróbować i zaryzykować, by stworzyć coś, co trafi w stu procentach do czytelników i recenzentów. Moim zdaniem, tym razem plan nie do końca wypalił, ponieważ po lekturze towarzyszy mi zniesmaczenie i rozczarowanie, a tak chyba nie powinno być.

Nieszczęśliwe wypadki? Czemu nie!

Jeśli chodzi o fabułę „Sponsora”, z przykrością stwierdzam, że zwróciłam uwagę również na skłonność autorki do tworzenia nieszczęśliwych wypadków. I tak oto wszystko zaczyna się od wypadku, który powoduje Nathan, a jego ofiarą staje się Kalina. Później mamy do czynienia między innymi z pożarem, w którym giną dwie osoby. Z bezdomnością, biedą, podtopieniem, nowotworem, bieganiem ze złamanymi żebrami, szpitalnym łożem, kasłaniem krwią i omdleniem. Strasznie tego dużo jak na romans, prawda? Doskonale rozumiem, że najłatwiej zdać sobie sprawę z tego, że na kimś nam zależy, gdy tego kogoś prawie stracimy, ale na litość Boską, ile można znieść?! Domyślam się, jaki w tym wszystkim był cel autorki, ale niestety, mnie jako czytelnika, który ma na swoim koncie parę dobrych romansów, ten pomysł nie przekonał. Za dużo w tym wszystkim było katastrof, które – choć miały pobudzić w czytelniku emocje – zaczynały irytować.

Biedna młodsza siostra

Było mi bardzo szkoda Sabriny, młodszej siostry głównej bohaterki. Kilkuletnia dziewczynka została tak wykreowana, że stała się „przynętą” dla Sponsora, a później przez większość fabuły była „przerzucana” z miejsca na miejsce. Raz przebywała z ciotką, później z Kaliną, by trafić do Eda, a na końcu do Nathana. W pewnym momencie zaczęłam odczuwać, że stała się takim „zlepkiem” poszczególnych elementów fabuły, pomocą do wprowadzania nowych wątków, pojawiania się kolejnych postaci i wzbudzania litości w czytelniku. To ostatnie akurat zostało doskonale spełnione przez K.N. Haner, bowiem dziewczynki było mi szkoda od samego początku i przez długi czas nie mogłam pogodzić się z losem, który ją spotkał. Nie uważam jednak, by jej sylwetka pomogła w jakiś sposób w już i tak zawiłej historii i „namiętnej grze” głównych bohaterów.

Romans inny niż wszystkie?

Zdecydowanie tak. Nie można „Sponsorowi” odmówić tego, że różni się od romansów, które miałam przyjemność czytać. Wiadomo oczywiście, że w tego typu książkach musi znaleźć się kilka scen intymnych, miłosnych, niekiedy erotycznych, ale najważniejsze powinno być to, żeby stworzyć je ze smakiem i przede wszystkim nie przesadzić. Nie mylmy tego typu romansów z harlequinami, które przecież od jakiegoś czasu mają już swoją odrębną nazwę i grono czytelników. Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem, przesunięcie pewnej granicy nie zawsze prowadzi do czegoś dobrego.

Plusy dodatnie w plusach ujemnych

Nie myślcie sobie, że nie dostrzegam w tym wszystkim pozytywów. Choć przyznam szczerze, chwilę zajęło, zanim doszłam do wniosku, że „Sponsor” kryje w sobie pewne życiowe przesłanie. Mowa tu o tym, że historia Kaliny i Nathaniela pokazała, iż nie wszystko jest proste, nie ma samych pięknych dni usłanych różami, a na całość życia składają się słodko-gorzkie chwile, które toczą ze sobą nierówną walkę i nieustannie się przeplatają. K.N. Haner zwróciła uwagę na to, że nigdy nie jest idealnie, ale życie w zgodzie ze sobą jest najlepszym, co możemy zrobić, by nie bać się spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Czy coś więcej? Trudno powiedzieć…

Miłość jest czymś innym, niż sobie wyobrażasz

Podsumowując, książkę polecam wszystkim, którzy znają i lubią twórczość K.N. Haner. Jeśli jednak jest tutaj ktoś, kto nigdy nie miał jeszcze okazji zapoznać się z jej pozycjami, odsyłam zdecydowanie do innych tytułów. Nie wiem, czy są bardziej ciekawe, ponieważ nie znam ich treści. Wierzę jednak, że K.N. Haner zaskoczy czytelników i recenzentów, a jej kolejne publikacje będą chwytały za serce i powodowały wypieki na policzkach. Jeśli chodzi o „Sponsora”, to właśnie tego mi w tym wypadku zabrakło: adrenaliny i ciekawości co do fabuły. Zdecydowałam się na przeczytanie tej pozycji, ponieważ w Internecie widziałam bardzo dużo pochlebnych opinii na temat autorki, w związku z czym nie chciałam być w tej kwestii zacofana. Czy żałuję? Nie. Każde doświadczenie jest potrzebne. Nawet to, które niekoniecznie uskrzydla.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here