„Bad Guys. Ekipa złych” – Aaron Blabey

Bad guys. Czarne charaktery, do których lepiej się nie zbliżać, że o głaskaniu nawet nie wspomnę. Źli, niebezpieczni, wredni. Uważajcie, Ekipa Złych nadchodzi.

Wilk, wąż, rekin i pirania

Złe postaci, brzydkie osobowości oskarżone o atakowanie ludzi, tudzież przebieranie się za staruszki, a nawet o kradzież koszul nocnych i kapci. Ekstremalnie niebezpieczni, złaknieni mięsa a nie słodziutkich muffinek. Oto oni! Ale o co tak naprawdę chodzi w tej książce, a właściwie książeczce? O to, żeby ci źli poczuli, jak to jest być tymi dobrymi i zamiast gryźć, połykać i pożerać wszystko, co im stanie na drodze, zacząć w końcu czynić dobro! I co więcej – rozsmakować się w nim. Aaron Blabey przekształca typki spod ciemnej gwiazdy w Ekipę Dobrych.

Mam mętlik

Powyższa książeczka (nie książka) skierowana jest dla dzieci. Niestety nie wiem, dla jakiej konkretnie grupy wiekowej. Dzisiaj dzieciaki są już naprawdę bardziej „ogarnięte” od dorosłych, potrafią przebierać palcami po tabletach jak wirtuozi pianina po klawiszach. Potrafią wziąć do ręki kredki i mazaki i bazgrać po swojemu w kolorowankach, o ile mają rodziców, którzy starają się jak najdłużej trzymać je z daleka od elektroniki. Maluchy, jeśli są przyzwyczajone do czytania, uwielbiają wtulić się w mamę i słuchać, kiedy czyta im bajkę. Starsze dzieci sięgają (i znowu pojawia się tu „o ile kochają czytać”) po lektury adekwatne do ich wieku i zainteresowań. Dlatego nie mam pojęcia, do jakiej kategorii – oprócz tego, że jest to pozycja dla dzieci – sklasyfikować „Bad guys. Ekipa złych”

Plusy

Chyba jeszcze nigdy nie recenzowałam książki, której przeczytanie zajęło mi dokładnie siedem minut. Ponieważ jednak od czegoś trzeba zacząć, wystartuję od plusów. Pierwszym z nich jest świetna okładka. Intensywny pomarańczowy kolor, będący tłem dla rysunkowych czarno-białych postaci, stanowi przyciągający wzrok kontrast. Zakładając, że jest to książeczka dla dzieci w wieku przedszkolnym (w dolnej granicy), plusem jest skąpa ilość tekstu, za to hurtowa rysunków. Grafik świetnie bawi się perspektywą, dając postaciom wrażenie trójwymiarowości. Kolejnym plusem jest to, że dziecko, w którego łapki trafią „Bad guys”, może potraktować ją jako kolorowankę.

Minusy

Dzieci lubią kolory. Kolory trafiają do dzieci. Tutaj, abstrahując okładkę, żadnych kolorów nie ma. Mnie taka estetyka graficzna nie przeszkadza, ale ja mam czterdzieści lat. Nie jestem także do końca przekonana, czy JEDNAK ta książeczka może być kolorowanką, ponieważ jest zbyt dużo luźnych przestrzeni do zamazania (gdyby nią była). Płachty kart, niezapełnione rysunkami miejsca. Ale załóżmy, że to na przykład… coś w rodzaju komiksu. I zarzut mam ten sam – zbyt dużo przestrzeni. Merytorycznie ta pozycja także pozostawia wiele do życzenia; na stu trzydziestu siedmiu stronach, świeżo upieczonej Ekipie Dobrych, udaje się spełnić raptem dwa uczynki.

Do tego…

…wilk KUMA. Pan Wilk jest świetnym GOŚCIEM. Wilk mówi OKI-DOKI. Wilk jeździ samochodem, którego silnik pracuje na „nierozcieńczonych siuśkach pantery”. Za to pan Pirania zwraca się do innych per KOLEŚ. To też budzi moje zastrzeżenia, bo uważam, choć nie każdy musi się ze mną zgadzać, że małe dzieci powinny uczyć się po prostu ładnego języka ojczystego. Na kumanie, kolesiowanie i oki-dokowanie przyjdzie dla nich czas. Podsumowując: nie widzę grupy docelowej dla tej książeczki i nie bardzo wiem, co autor miał na myśli, tworząc ją. Dysproporcja grafiki z tekstem, przy takiej sobie zawartości edukacyjnej, daje dość dziwny twór. Komiks, a może jednak kolorowanka? Nie wiem, naprawdę nie wiem.

Jeżeli zamierzamy być bohaterami, to ZAWSZE musimy szukać kłopotów.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
shares