Wyobraź sobie, że stoi przed tobą dwoje ludzi, którzy trzymają jedno jabłko. Pozornie nic takiego, prawda? Coś zaczyna się dziać dopiero, jeśli tylko uzmysłowisz sobie, że obydwoje mają jedną cechę wspólną. Zastanawiasz się jaką?

Przeprowadź eksperyment – weź jabłko i przekrój je na pół. Otrzymujesz dwie połówki. Teraz każdy ma kawałek swojego jabłka. Za moment zacznie się ono robić brązowe, aż w końcu nie będzie zdatne do jedzenia. Tak samo jest z ludźmi.

Dopóki człowiek ma swoją połówkę koło siebie – wszystko jest na swoim miejscu. Lecz kiedy jabłko gnije – „obumiera” jego życie.

Dane mi było to szczęście, że została mi opowiedziana podobna historia w świetnej książce „Jeśli tylko”. Uwierzcie mi, bardzo mocno zmienia ona pogląd na miłość względem drugiej osoby, ale przede wszystkim na życie.

Bohaterem powieści Karoliny Klimkiewicz jest Leon, mały chłopczyk, który uwielbia zabawy na plaży ze swoją przyjaciółką Leilą, tajemniczą dziewczyną, która dorasta z nim, zawsze będąc w jego obecności.

Z biegiem lat chłopiec dorasta, przemienia się w mężczyznę i odkrywa świat. Poznaje między innymi, co to znaczy kochać. Swoim uczuciem obdarza wiele dziewcząt. Jednak Leila, której nikt nie mógł dorównać, postawiła poprzeczkę bardzo wysoko.

Jednak, czy ta miłość miała rację bytu?

Obydwoje daliby wiele, by móc utrzymywać wieczny kontakt. Pałali do siebie ogromną miłością. Lecz coś tu jest nie tak. Dziewczyna pojawia się tylko nad brzegiem morza, choć Leon błaga o spotkania w kawiarni, w kinie czy gdziekolwiek indziej. Nigdy nie widział jej choćby przez okno domu, spacerującą chodnikiem. Dziewczyna odrzuca każde „zaloty” Leona, przez co on doświadcza złamanego serca.

Pojawia się natomiast zawsze wtedy, kiedy on jej potrzebuje. Zna każdą jego myśl – dosłownie. Dokonuje wszystkiego, czego tylko chce. Lecz twierdzi, że nigdy nie może dzielić z nim wspólnego życia. Z upływem lat Leon poznaje Ninę – kobietę jego życia. Wiąże się z nią, choć nadal chodzi nad brzeg morza i spotyka swój księżyc – swoją ukochaną, której nie potrafi zapomnieć. Żeni się, wiedzie szczęśliwe życie, ba!, powiększa mi się rodzina. Jeszcze nie wie, jaka prawda kryje się za spotkaniami z Leilą.

Karolina Klimkiewicz pokonała wszystkich swoich piśmienniczych rywali, których książki goszczą na mojej półce. Mam wrażenie, że każde słowo, które padło w tej książce jest bardzo przemyślane.

Gdybym miała wybrać trzy wyrazy, które opisują książkę, to z pewnością byłyby to: „tajemniczość” – jej w powieści nie brakuje, „odwaga” – bo trzeba jej, aby się zmierzyć z tą książką, wreszcie na sam koniec „życie” – bo to historia, która może przydarzyć się teoretycznie każdemu.

W dedykacji, którą otrzymałam od autorki jest zawarty cytat W. Groom, który brzmi następująco:

„Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co Ci się trafi”.

Cytat dobrany idealnie do sytuacji. Każdy chyba go zna, a nadal tak bardzo sprawdza się w obecnym życiu.

„– Wybierz sobie którąś – powiedziała.
– Co mam sobie wybrać?
– Gwiazdę.
– Gwiazdę? – powtórzyłem.
– Tak, gwiazdę. Ja biorę sobie księżyc, a ty wybierz sobie gwiazdę. Dopóki twoja gwiazda i mój księżyc będą świecić na niebie, nikt nas nie rozdzieli.
– Dobrze, w takim razie biorę tę. – Wskazałem na Wielki Wóz, na ostatnią gwiazdę w dyszlu. Tylko jego rozpoznawałem i zawsze potrafiłem znaleźć.
– Mamy nasz skrawek nieba.
– Mamy (…). Ale obiecaj, że to będzie tylko nasze niebo! – zażądałem.”

Jeśli kiedykolwiek napotkacie swoje wszystko, swoje Niebo i Księżyc – nigdy nie pozwólcie im odejść. Nie pozwólcie, aby ich dusza umarła.

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here