Wiadomo nie od dziś, że nie powinno oceniać się książki po okładce. Sama słyszałam to wielokrotnie. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy, nawet ten najmniej doświadczony czytelnik, zwróci przede wszystkim uwagę na obwolutę. Nie ma co się dziwić, piękno przyciąga. Wśród posiadaczy biblioteczek znajdą się też zapewne i tacy, którzy uwielbiają kupować coraz to nowsze wydania swoich ulubionych dzieł i kolekcjonują je głównie dlatego, że po prostu „cieszą oko”. Co w takim razie dzieje się z tymi starszymi, bardziej wiekowymi egzemplarzami? Niektóre z nich mieszkają na strychu, jeszcze inne zostają po prostu porzucone w koszach na śmieci, a niektóre walczą o lepsze życie w dłoniach nowych właścicieli.

W jaki sposób? Właśnie tutaj do gry wchodzi główny bohater tegoż artykułu – antykwariat.

Przez dłuższy czas życia nie byłam zwolenniczką takich miejsc, wolałam mieć pachnący i świeżutki egzemplarz, który jest mój od początku do końca. Dopiero, gdy rozpoczęłam studia, w moim podejściu wiele się zmieniło. Dlaczego?

Gdy rozpoczynała się moja uniwersytecka przygoda, byłam święcie przekonana, że każdy podręcznik kupię w którejkolwiek księgarni i będę mogła być jego pierwszą i jednocześnie ostatnią „panią”. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że większość potrzebnych mi dzieł warsztatowych jest mało dostępna, a jedynym ratunkiem jest szukanie egzemplarzy po bibliotekach i antykwariatach. Przechadzając się po jednej z głównych łódzkich ulic, trafiłam do królestwa. Dosłownie.

Gdy przekroczyłam próg budynku, moim oczom ukazał się cudowny świat, który dla mola książkowego jest niemal rajem. Spędziłam tam bardzo dużo czasu i zachwycałam się tym, jak wiele wspaniałości można znaleźć w tym antykwariacie. Zaczęłam też dostrzegać piękno książek „z drugiej ręki”, bowiem im więcej ich przeglądałam, tym bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, jak różna jest ich historia i ile musiały przejść, by być tu, gdzie dane było mi je spotkać.

Pomyślicie pewnie, że jestem szalona, skoro traktuję książki jak ludzi. Nic bardziej mylnego, ponieważ dla mnie każda z nich ma duszę – tak piękną, że potrafią zawstydzić niejednego człowieka. W antykwariatach można spotkać niesamowite perełki, egzemplarze wiekowe, pełne śladów użytkowania, które tylko czekają z niecierpliwością na nowego właściciela. Zrozumiałam, dlaczego czasami są one lepsze niż nowe, pachnące pozycje prosto z druku. To cudowne widzieć, że ktoś przed nami czytał już daną powieść, trzymał ją w swojej biblioteczce, służyła mu przez lata, a teraz ma ona szansę na nowe życie i nowy dom. Oglądając książki w antykwariatach, można dostrzec jeszcze coś – ich nieśmiertelność. Słowa przelane przez autorów na papier, nawet wiele lat temu, nadal są dostępne dla aktualnych czytelników, którzy mogą poznawać historię, kulturę minionych lat i najważniejszych twórców.

Oceńcie sami, moi drodzy, czyż to nie jest piękny proces?

Czy nie jest magiczne właśnie to, że kupując książkę z antykwariatu, trzymacie w dłoniach niekiedy unikat, rzadko dostępny w sklepach, a nawet w Internecie?

Dodatkowo, możecie przecież dać im dom, sprawić, że poczują się potrzebne, czytane, kochane i doceniane.

Jaki jest jeszcze plus zakupów w takich miejscach? Ekonomia, kochani. Dopóki nie odwiedziłam łódzkiego antykwariatu, nie miałam pojęcia, że ceny za egzemplarzy mogą być tak niskie! Co z tego, że okładka jest lekko przybrudzona albo porysowana? To właśnie świadczy o tym, że był przede mną ktoś, kto już miał możliwość czerpania satysfakcji z lektury, rozkoszował się jej treścią. Można sobie nawet wyobrażać, jak wyglądał i gdzie siedział, czytając książkę, która ma szansę na nowe życie. Zwróćmy uwagę na fakt, że choć obwoluta może być zniszczona, treść pozostanie przecież dokładnie taka sama, jak w tych ładniejszych, świeższych wydaniach.

Kiedyś myślałam, że to, co najnowsze, na pewno będzie najlepsze. Jak wiadomo, życie weryfikuje niektóre kwestie samo z siebie, nie prosząc nas o zgodę. Tak samo było właśnie w tym wypadku. Los chciał, bym któregoś dnia poznała magię antykwariatów, weszła, pooglądała i przede wszystkim – zakochała się w tych książkach, które poza treścią niosą w sobie również historię.

I tak oto do mojej biblioteczki trafił „Zarys teorii literatury”, „Polszczyzna płata nam figle” i „Tradycje literackie polszczyzny”. To tylko kilka tytułów z ogromnego wachlarza możliwości, jakie oferują antykwariaty. Poza podręcznikami, słownikami i lekturami, można znaleźć tam dosłownie wszystko. Najczęściej książki pogrupowane są w odpowiednie działy, by kupujący miał łatwość w odnalezieniu tego, co interesuje go najbardziej. Znajdziecie tam również powieści, które zostały wydane całkiem niedawno i czekają na was po taniości i w swoim pięknie.

Jesteście ciekawi co oferują Wasze najbliższe antykwariaty?

Wchodźcie tam bez wahania, obiecuję, że się nie zawiedziecie i ręczę, że pokochacie tego typu miejsca. Patrząc z perspektywy czasu, nie żałuję, że wszystko tak się potoczyło, bowiem jestem teraz częstym gościem w takich „księgarniach”, uwielbiam przeszukiwać półki i szukać unikatów. Ale uwaga! To wciąga i uzależnia! Wiecie… żeby potem nie było, że nie ostrzegałam…

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here