Dlaczego nie warto oceniać innych?

Dlaczego nie warto oceniać innych? To pytanie zdaje się być banalne, tak samo jak odpowiedzi na nie. Bo każdy jest odrębną jednostką, bo ludzie różnią się od siebie… Mogłabym wymieniać w nieskończoność.

 

Ale dlaczego naprawdę nie warto oceniać innych? Cóż. Zacznijmy od tego, dlaczego właściwie to robimy. Według różnych psychologicznych źródeł, które czytałam, robimy to dlatego, żeby poczuć się lepiej, podnieść się na duchu.

Wydaje mi się to dosyć proste wyjaśnienie. Patrzymy jak ktoś robi coś, z czym się nie zgadzamy, co nam się nie podoba i oceniamy go, żeby wypaść lepiej na tle tej osoby. Nie od dziś wiadomo, że najlepszym sposobem na poprawę własnego nastroju jest pokazanie samemu/samej sobie, że „Inni robią większe głupoty”, „Inni postępują gorzej niż ja”. Ma to na celu dowartościowanie nas samych, bo „Halo, skoro XYZ rozbił już drugi samochód to jest po prostu głupi. Nie, to, co ja. Ja rozbiłem tylko jeden, ha!”. Jednocześnie robimy to dlatego, że wszyscy chcielibyśmy być w czymś od innych lepsi. A ocenianie nam na to pozwala.

Ale tak naprawdę pozwalamy sobie oceniać innych też dlatego, że to prostsze niż rozumienie. Łatwo jest kogoś skrytykować i podzielić się opinią o nim, jeśli zrobi coś źle. To nasza pierwsza reakcja, najbardziej podstawowy odruch.

Dużo trudniej jest za to usiąść i pomyśleć, co my zrobilibyśmy na miejscu tej osoby, dlaczego ten człowiek tak postąpił. Często robimy to z zazdrości. Starszym dobrze ocenia się młodszych, nie tylko dlatego, że chodzą po Ziemi więcej lat, ale też dlatego, że sami chętnie znowu mieliby X lat mniej. Ludzie lubią myśleć, że sami zrobiliby coś lepiej, dlatego oceniają innych, żeby się dowartościować. Problem jednak tkwi w tym, że robimy to tak automatycznie. Słysząc o tym, że koleżanka z okresu liceum rozstała się z facetem, z którym była od czasów szkolnych, najpierw myślimy „To dlatego, że zawsze była taka drobiazgowa”, a nie „Biedna dziewczyna, nie wiem, co ja bym zrobił/a na jej miejscu”.

Oczywiście, zapominając przy tym, że my rozstaliśmy się ze szkolną miłością zaraz po maturze. I tak w zasadzie, to zazdrość kuła nas za każdym razem, gdy zdarzyło nam się spojrzeć na zdjęcia tej koleżanki.

Okay, czyli zazdrościmy, chcemy poczuć się lepiej, lubimy się dowartościować i udowodnić (jak nie innym, to chociaż sobie), że jesteśmy mądrzejsi, bardziej przewidujący. Lubimy myśleć, że stoimy wyżej moralnie, bo postąpilibyśmy inaczej. Oceniamy z taką łatwością też dlatego, że świat, który nas otacza pędzi i mało kto zatrzymuje się, żeby wczuć się w cudzą sytuację, pomyśleć, spróbować zrozumieć. Wielu tak postępuje, jednak jeszcze więcej ludzi ocenia. A my oczywiście lubimy się usprawiedliwiać, twierdząc, że skoro wszyscy tak robią, to jest to dobre. Dlatego oceniamy, jak większość. Bo znowu bezrefleksyjnie przyjmujemy łatwiejszą opcję, skoro mamy wymówkę.

Ale skoro już wiemy dlaczego właściwie to robimy, to może pora wyjaśnić sobie dlaczego nie warto? Nie tylko dlatego, że to złe. To wiemy wszyscy, a jednak mało kto z nas, przestał oceniać po tym haśle.

Ktokolwiek oglądał serial „Skam” pewnie pamięta, że jedna z bohaterek miała w pokoju kartkę ze słynnym cytatem, którego tłumaczenie brzmi „Każdy kogo spotykasz, toczy bitwę, o której nic nie wiesz. Bądź życzliwy. Zawsze”. Tekst „Nie oceniaj innych, bo to złe”, jest prawdziwy, ale mało przekonujący. Za to uświadomienie sobie, że nie jesteśmy jedynymi cierpiącymi istotami i nie wiemy o wszystkich wszystkiego, może już otworzyć oczy. Bawidamek może być kimś o głęboko zranionym sercu, a niestabilna emocjonalnie dziewczyna ofiarą wieloletniej spirali przemocy. Ale nie myślimy o tym, prawda? Bo uważamy, że nasze wrażenie jest zawsze prawdziwe. A my, przecież wiemy o każdej bitwie jaką toczą inni ludzie, co nie?

Ano nie. Nie wiemy. Nie mamy pojęcia, że ten cwaniak, który nas tak irytuje, zgrywa twardziela, bo walczy z depresją. A z kolei koleżanka ze studiów, siedząca z grobową miną, wcale nie jest ponura.

To nie tak, że nikogo nie oceniam. Przeciwnie, nadal łapię się na tym, że czasem patrzę na kogoś z uniesioną brwią i jestem pewna, że ja na miejscu tej osoby postąpiłabym inaczej, w domyśle lepiej, a ona robi źle. Tylko wiecie co? Zdarzyło mi się kiedyś tak myśleć, a potem być w bardzo podobnej sytuacji jak ta osoba, którą oceniłam. I jakoś wcale nie poradziłam sobie lepiej. Nadal mam do siebie pretensje za kilka rzeczy, które, jak mi się wydawało, zrobiłabym inaczej! I przypuszam, że większość z nas spokojnie może się z tym identyfikować.

Dlaczego, więc nie warto oceniać innych? Nie tylko dlatego, że każdy z nas toczy bitwę, o której kompletnie nic nie wiemy. I nie tylko dlatego, że sami niekoniecznie zrobilibyśmy coś inaczej i lepiej.

Ale też dlatego, że to okrutne. Większość z nas chciałaby uchodzić za dobrych i nieomylnych, przynajmniej przed samym/samą sobą. Ocenianie nie jest dobre, tylko pozbawione skrupułów i płytkie. A nieomylność? Litości, oceniając kogoś mylimy się prawie na pewno! Nie tylko dlatego, że zaślepia nas zazdrość, chęć wybielenia się lub przekonanie o własnej wiedzy i wyższości. Głównie dlatego, że nie da się rozwiązać zadania matematycznego, nie znając większości danych. Oceniając, próbujemy to zrobić. Czy ja naprawdę jeszcze muszę pisać, że to kompletnie bez sensu?

Oceniamy też dlatego, że się boimy. Ludzie lubią żyć w ustalonych ramach, znać tylko osoby im podobne, patrzeć jak inni postępują tak, jak postąpiliby oni.

Ale to tak nie działa. Na świecie nie ma tylko kopii Ciebie i Twoich bliskich. Ludzie nie będą wybierać opcji A, bo Ty byś ją wybrał/a. Mało tego, pewnie wybiorą opcję, która nawet nie przyszłaby Ci do głowy. Wiesz dlaczego? Bo oni znają całą sytuację. Ty nie. Co więcej, ograniczając się do zadawania tylko z Tobie podobnymi i oceniając innych, ograniczasz siebie. Pozbawiasz się szansy na poznanie innego punktu widzenia, zdobycie nowej wiedzy nie tylko od innego człowieka, ale także ogółem o innych ludziach. O ich psychice, wartościach, sposobie myślenia. Zamykasz się w bańce, gdzie wygodnie Ci wierzyć, że dobrze postępują tylko tacy, którzy robią to, co Ty. Tylko wiesz co? Z doświadczenia powiem, że nie tylko jesteś trochę zbyt zapatrzoną w siebie osobą, ale dodatkowo naprawdę omijają Cie fantastyczne rzeczy.

Mam podać przykład? Proszę bardzo. Moja przyjaciółka ze studiów, widząc na pierwszym roku moje czarne sukienki i ponure miny, oceniła mnie jako osobę zimną i wyrachowaną.

Ja z kolei myślałam, że jest nudną studentką, która interesuje się tylko godzinami poświęconymi na wykuwanie na pamięć formułek, których wykładowca nawet nie kazał się uczyć. Po kilku rozmowach ona okazała się pełną pasji, wysportowaną kompanką zakupów i spacerów, a ja radosną towarzyszką wojaży na jedzenie. Tylko ona po prostu była nieśmiała, a ja zamyślona. Gdybyśmy poprzestały na naszych ocenach i siedziały w naszych bańkach, nie poznałybyśmy siebie nawzajem i ominęłoby nas dużo naprawdę świetnych chwil. Kolejną moją przyjaźń zawiązałam na studiach, bo dziewczyna z mojej grupy ćwiczeniowej zauważyła, że różnię się od ludzi z jej środowiska i chciała mnie bliżej poznać. Dzisiaj uważam ją za jedną z najmilszych osób na świecie. I za kogoś odważnego. Bo opuszczenie bańki wymaga odwagi.

Ale, hola, hola. Czy zawsze ten, komu ja dawałam szansę, potrafił to docenić? I czy zawsze stosuję się do tych rad? A gdzie tam! Nikt nie jest idealny!

Nadal zdarza mi się kogoś ocenić, ale łapię się na tym i naprawdę próbuję zrozumieć taką osobę. Wiecie dlaczego? Bo jako ludzie mamy tendencję do trzech rzeczy, które sprawiają, że oceniamy. Po pierwsze do niewychodzenia ze swojej strefy komfortu. Ocena przychodzi nam łatwiej, zrozumienie trudniej. Dlatego najpierw oceniamy, potem próbujemy zrozumieć. Bo to pierwsze jest łatwiejsze i bardziej komfortowe dla naszych umysłów, nie wymaga tyle wysiłku. I dlatego boimy się ludzi innych od nas, bo pokazują nam niewygodne prawdy. Takie jak to, że się myliliśmy. Takie jak fakt, że można żyć inaczej i to nadal jest dobre. I wiele, wiele innych… Po drugie do wymyślania wymówek dla samych siebie. Łatwo nam usprawiedliwić nasze postępowanie. Popełniamy błędy, bo mieliśmy trudne dzieciństwo, kiepski dzień w pracy, bo jesteśmy zmęczeni lub zirytowani. Dlatego też się mylimy, oceniamy, jesteśmy niemili. Ale inni? Dla nich, szczególnie dla tych, których nie do końca rozumiemy, nie jesteśmy już tak wyrozumiali.

Wprost przeciwnie. Szukamy pretekstu na potwierdzenie swojej tezy o tym, że ta osoba ma takie, a nie inne cechy i za wszelką cenę się ich dopatrujemy. Tu już nie ma wymówek.

A szkoda, bo zdecydowanie powinnyśmy zacząć być dużo łaskawsi dla innych, zamiast tylko dla siebie. Innych nic nie tłumaczy? To dlaczego nas już niby tak? Polecam się nad tym zastanowić. Po trzecie do szukania potwierdzeń dla swoich tez. Robimy to nawet podświadomie, ale jednak robimy. Oceniamy innych, ponieważ usłyszeliśmy o nich opinię lub stworzyliśmy sobie jakieś zdanie na ich temat i nasze oceny, przynajmniej w naszym mniemaniu, mają sprawić, że pokażemy sobie i innym naszą rację. Nawet nie będę się powtarzać dlaczego to bez sensu. Przeczytacie to wyżej.

Jasne, tak jak już pisałam, mi też zdarzało się dać komuś szansę i nie wyszło mi to na dobre. Tylko, że o wiele częściej okazywało się, że te szanse były świetnym pomysłem.

Dzięki nim poznałam mnóstwo naprawdę ciepłych osób. Mogłam poznać inne poglądy, punkty widzenia, zobaczyć, że nie zawsze mam rację i dobrze jest wyjść z mojej bańki. Okazywało się, że kiedy ludzie tłumaczyli mi swoje, z pozoru niezrozumiałe, decyzje, to zaczynałam je rozumieć i docierało do mnie, że, hej, tak naprawdę na ich miejscu zrobiłabym to samo. Jasne, nadal popełniam błędy i zdarza mi się kogoś nie rozumieć albo czuć złość za cudzy wybór. Ale mam na to zestaw kilku rad. Po pierwsze warto zapytać. To brzmi banalnie, ale takie nie jest.

Kiedy irytuje nas czyjeś zachowanie, decyzje lub sposób działania, warto po prostu spytać dlaczego dana osoba tak robi. Bardzo szybko może się okazać, że z powodów, które zaczną wydawać nam się zrozumiałe i jasne.

Może się okazać, że ktoś nie lubi być dotykany, nie dlatego, że jest przewrażliwiony, tylko dlatego, że ma chorobę skóry. Warto pytać, żeby kogoś lepiej poznać, zrozumieć, żeby dotarło do nas, że istnieją takie odpowiedzi, jakich sami nigdy byśmy nie wymyślili. Drugą metodą jest ustalenie przed samym/samą sobą, na jakiej podstawie właściwie oceniamy. Opinii innych? To żenujące, jeśli nie jest to podparte naszą opinią. Na podstawie kilku powierzchownych rozmów? To słabe, bo warto z kimś porozmawiać szczerze i otwarcie, zanim ocenimy. Na podstawie żartów tej osoby? Obawiam się, że gdyby wszyscy tak robili, większość z nas nie miałaby przyjaciół. Takich podstaw jest wiele. Musimy określić własną i zastanowić się czy ona ma sens.

Po trzecie warto pomyśleć czy nie siedzimy po prostu we wspomnianej już bańce. Jeśli tak, wiecie co z tym zrobić. A po czwarte dobrze jest określić jakie zachowania i decyzje oceniamy.

Z pozoru wszyscy wiemy o co nam chodzi. Problem tkwi w tym, że w innych przeszkadza nam to, czego nie dostrzegamy u nas samych. Lub, co widzimy i czego nie lubimy, ale, co bagatelizujemy. Przykładowo sami nie lubimy wciskać wszędzie obcojęzycznych słówek, choć bezwiednie robimy to zdecydowanie za często. Tak często, że już nawet tego nie zauważamy albo mamy dla siebie wymówkę. Ale, kiedy robi to ktoś inny, nagle jesteśmy wściekli i już myślimy sobie, że ktoś zachowuje się w ten sposób, bo ma się za lepszego. Wtedy musimy raczej zastanowić się nad sobą. Zresztą, uważam, że za każdym razem, gdy zdarzy nam się kogoś ocenić, najpierw powinniśmy przyjrzeć się sobie i temu, co my robimy źle. Często zaczynamy oceniać innych, bo to ze sobą czujemy się źle i w siebie nie wierzymy. A wtedy to bez wątpienia my mamy problem, nie ci, których oceniamy,

Poza tym ten problem często jest na tyle głęboki, że potrafimy ocenić jedną i tą samą osobę za to, że coś zrobiła, tylko po to, by za tydzień oceniać jej za niezrobienie tego.

Nie warto tego robić. Nie warto oceniać innych, bo nie tylko wiele tracimy, ale udowadniamy, że zamiast być nieomylni, jesteśmy płytcy. Dlaczego jeszcze? Bo z pewnością nie chcemy być okrutni. Bo lepiej skupić się na poznaniu kogoś i zrozumieniu go. A jeszcze lepiej skupić się na sobie, swoich emocjach, przeżyciach i na tym, dlaczego my właściwie oceniamy. Dobrze jest naprawić swoje własne błędy i rozwiązać nasze problemy, zanim w ogóle przyjdzie nam do głowy rozważanie cudzych. A na koniec dodam, że naprawdę każdy z nas toczy bitwę, o jakiej inni nie wiedzą i dobrze jest nie oceniać. To podnosi nasz komfort życia, dobrze o nas świadczy i sprawia, że czujemy się lepiej.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares