“Likwidator” – Kim Un-Su

Dokąd się udać i kogo zabić? Za każdym morderstwem stoi patron – anonimowy mocodawca. To właśnie on kieruje potajemnie czynami bezwzględnych zabójców w mieście. Kim jest tak naprawdę? Dokąd zmierza? Poznajcie „Likwidatora”, który w moim umyśle i sercu zamieszkał na długo!

Gdy płatni zabójcy toczą walkę, by dominować…

Główny bohater książki – Raseng – jest zabójcą. O tym dowiadujemy się na samym początku, autor nie ściemnia, że jest inaczej. Nasz bohater został wychowany przez wyjątkowo zrzędliwego likwidatora, Starego Jenota. Dorastał wśród książek, ale biblioteka pełniła funkcję przestępczej centrali, a nie spokojnego miejsca dla czytelników. Raseng nigdy się nie buntował, spełniał polecenia, zabijał jak zawodowiec. Nie myślał też o tym, dlaczego nikt nie czyta książek, których przecież pełno było w całym domu. Jednak pewnego dnia Raseng odrzuca wyuczoną, zawodową dyscyplinę, a starannie dopracowany plan doprowadza do katastrofy. Co więcej, zupełnie przez przypadek odkrywa niesamowitą intrygę, której sprawczyniami są trzy kobiety. Bohater musi podjąć decyzję, czy do niego będzie należała kontrola nad grą, czy może jednak stanie się pionkiem po raz kolejny. Którą drogę wybierze Raseng?

Thriller polityczny, to się nie może nie udać!

Już od pierwszych stron powieści wiedziałam, że trzymam w dłoniach nietuzinkową historię. Choć nie przepadałam za thrillerami, jestem niesamowicie szczęśliwa, że zgodziłam się zrecenzować „Likwidatora”. Przedstawiam Wam mroczną opowieść, która wciąga i trzyma w napięciu do samego końca. Pobudza najbardziej ukryte ludzkie zmysły i nie pozwala nabrać oddechu. Wciągająca historia doprowadza do niespodziewanego rozwiązania. To nie jest książka dla mało ambitnych czytelników, którzy szukają opowiastki na wakacje. Tu trzeba się skupić i pozwolić Kim Un-Sun’owi na wciągnięcie w jego historię. Na okładce widnieje napis „arcydzieło”. Zdecydowanie się z tym zgadzam.

Wśród plusów mamy też minusik

Choć treść książki wciąga i historię Rasenga czyta się po nocach, przeszkadzał mi bardzo brak rozdziałów. Często musiałam przerywać czytanie gdzieś w środku, a to coś, czego bardzo nie lubię. Niestety wydanie „Likwidatora” nie pozostawiało wyboru, ponieważ książka jest podzielona na części, a każda z nich to solidna liczba stron. W związku z tym, zgłębianie historii „Likwidatora” w tramwaju odpadało, a ostatnio właśnie w tym miejscu udaje mi się przeczytać najwięcej. Tylko z tego powodu stawiam jeden minus za całokształt wydania. Co do reszty, nie mam zastrzeżeń.

Walka ze sobą do samego końca ma jakiś sens?

Nie zapomnę tego momentu, gdy skończyłam czytać „Likwidatora”. Na policzkach miałam wypieki, moje oczy były podkrążone, ale szczęśliwe, a na twarzy malowało się niesamowite zdziwienie. Autor postanowił zaskoczyć swoich czytelników przewrotem opowieści i nie pozwolił nawet na chwilę odetchnąć. Już bardzo dawno nie miałam w swoich dłoniach czegoś tak porywającego. Nie znałam wcześniej twórczości Kim Un-Suna, ale wiem jedno – to pierwsza, ale nie ostatnia książka jego autorstwa, która pojawi się w mojej biblioteczce!

Likwidator to też człowiek?

Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć sami. Jedyne, co w tej chwili mogę zrobić, to z czystym sumieniem polecić Wam tę książkę! Zakochajcie się w bogatej treści, pięknym piórze Kim Un-Suna i wyjątkowej okładce. Nie bójcie się odważyć, by poznawać nowe. Ja dzięki temu przekonałam się, że wartościowe powieści to także te, po których nie spodziewałabym się ciekawych wątków na pierwszy rzut oka. W tym wypadku po raz kolejny sprawdza się maksyma „Nie oceniaj książki po okładce”. Gorąco polecam!

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares