czytam recenzje

Ha! To dopiero pytanie. Jako recenzentka powinnam bałwochwalczo odpowiedzieć: „Oczywiście, że warto! Czytać recenzje, czytać, czytać, czytać!” Jednakże każdy kij ma dwa końce, zaś na końcu tegoż przycupnął przestraszony, puchaty Dylemat i pomyślał: „A może lepiej nie?”

Bo to zła książka była!

Całkiem niedawno wpadła w moje ręce książka pewnej autorki. Krótkie, dosłownie kilku zdaniowe recenzje zamieszczone na okładce, upewniły mnie w mniemaniu, że oto czeka mnie prawdziwa literacka uczta. Ochom, achom i zachwytom nie było końca. „Cudowna, porywająca, wciągająca.” Lubię przymiotniki, nie powiem. Ale niechże opisują prawdę a nie stanowią zaledwie lukier, który ma pokryć kupkę błota! Recenzyjne superlatywy wetknięte w fabułę niczym rodzynki w ciasto sprawiły, że poczułam się oszukana. Bo jakże to tak? Zachwycać się książką, która jest naprawdę kiepska? Książką, której główni bohaterowie przypominają drewniane kołki, dialogi pisał chyba robot niezaprogramowany na empatię a akcja ociera się o wczesną „Modę na sukces”?

Zaklinam, nie czytaj tego

– Będziesz zawiedziona – ostrzegła mnie grobowym tonem przyjaciółka. – Ta książka jest po prostu brudna, zaflejona, zapijaczona. Wiesz, to jedna z tych „przeczytać, zapomnieć, nigdy do niej nie wracać”.

Czy rozbudziła moją ciekawość? Oczywiście, że tak! Usiadłam wygodnie przed komputerem, wpisałam w wyszukiwarkę tytuł znienawidzonej przez przyjaciółkę książki i zamarłam w zdziwieniu. Ileż pochlebnych słów! „Warto przeczytać”, „Bukowski patrzy na kobiety po swojemu”, „Świat z perspektywy wrażliwego alkoholika”. Do biblioteki biegłam, starając się nie zwracać uwagi na kolkę i zadyszkę, porwałam Bukowskiego z półki, bo przecież musiałam przekonać się sama. Taka ze mnie empirystka. I wiecie co? Wcale nie byłam zawiedziona, zaś w Bukowskim zakochałam się od pierwszego przeczytania.

czytam recenzje

Własna opinia

Wchodzimy do księgarni i roziskrzonym wzrokiem pieścimy okładki książek. Czytelniczy raj otwiera podwoje mamiąc nas kolorami, promocjami. Przyzywa znanymi nazwiskami i tytułami, o których jest głośno. Niby wiemy, czego szukamy, a jednak stoimy zdezorientowani jak osiołki, którym w żłoby dano. Pół biedy, jeśli nasze radary są nastawione na jedną, no, góra sześć konkretnych, wcześniej upatrzonych książek. Znamy autora, mamy do niego zaufanie, więc kupujemy w ciemno.

A co, jeśli szósty zmysł zawiedzie nas do pisarza, z którym dotychczas nie mieliśmy styczności i co gorsza, żaden z naszych znajomych nie był w stanie doradzić, czy warto zainwestować część zaskórniaków w jego dzieło? Może w takiej chwili warto zapytać o radę wujka Google i przeczytać choć kilka recenzji, najlepiej z różnych źródeł? Na granicy pochlebnych i tych miażdżących, znajdziemy miejsce na własną opinię.

Subiektywnie, obiektywnie

Cytując niekompletnie za marszałkiem Piłsudskim: „Racja jest jak…no, wiadomo co, każdy ma swoją”, dochodzimy powoli do sedna problemu.

Nie ma jedynie słusznej opinii, tak samo jak nie ma jedynej absolutnej racji. Większość recenzji, a mam na myśli te naprawdę rzetelne, została napisana pod wpływem subiektywnych przeżyć czytającego. To jego emocje nadały decydujący szlif każdemu zdaniu, każdej kropce. Dobry recenzent nie będzie chciał za wszelką cenę podlizać się pisarzowi czy wydawnictwu od którego książkę otrzymał i mimo tego, że jego opinia nadal będzie subiektywna, to wskaże potencjalnym czytelnikom plusy i minusy danej lektury. Pamiętajcie zatem, że recenzje bardzo ułatwiają poruszanie się po literackim kosmosie, ale nie zastąpią samodzielnego przeczytania książki.

czytam recenzje

Krecia robota

Jak już wspominałam wcześniej, zdarza się tak, że za bardzo niepochlebnymi recenzjami stoi powieść, która dosłownie zwala nas z nóg i pozostawia w permanentnym zachwycie. Wtedy dziwimy się, jak ktoś mógł tak „zjechać” doskonałą książkę?

Na drugim biegunie przytupują recenzje ocierające się niemal o wazeliniarstwo, gdzie gładko nasmarowane słowa przysparzają popularności jedynie książkowym blogerom, liczącym na przychylność wydawnictw i skaczące słupki followersów w mediach społecznościowych. Brzmi niesprawiedliwie? Być może. Pomyślcie jednak o rozczarowaniu, które może was dotknąć po wydaniu – powiedzmy, czterdziestu złotych – na wychwalaną pod niebiosa książkę. Przed zakupem upatrzonej lektury czytajcie recenzje, ale nie tylko te pozytywne.

Między młotem a kowadłem

Dużo czytam, dużo piszę, recenzuję. Chciałabym uczciwie powiedzieć, że znam ten fach od podszewki, ale nie. Ciągle się uczę, także na swoich błędach. Nie jestem recenzentką – lizusem, ani recenzentką – hejterką, bo wiem, że najlepsza recenzja, to recenzja wyważona. Są książki straszliwe i powiedzmy, że zniechęcony, zniesmaczony czytelnik, ma prawo zmieszać je z błotem (czasami i ja mam na to ochotę!). Ale czy o to chodzi? Autor każdej powieści oddaje nam swój czas, myśli, emocje i energię a to jest warte docenienia. Szkoda, że czasami tylko to.

Możecie spytać: „A po co mi recenzje, skoro sam wiem, co najbardziej lubię czytać?”. A może po to, Drogi Czytelniku, żebyś bez stresu, z odwagą, wciąż poszerzał literackie horyzonty? Jeśli do tej pory czytałeś tylko kryminały, może – po przeczytaniu recenzji – skusisz się na coś z działu fantastyki a może na jakiś poradnik? Pamiętaj, że solidna recenzja ma na celu zbliżenie książki właśnie do Ciebie.

czytam recenzje

Świadomy czytelnik

My, kochający książki, jesteśmy świadomymi czytelnikami. Znamy nasze preferencje i nie zamykamy się na nowości. Ufamy nie tylko naszym gustom, ale i opiniom innych, zaufanych książkolubów. Pisarz, który jest dla nas jedną wielką niewiadomą, mimo że „coś nam się o uszy obiło” na jego temat, nie będzie straszny, kiedy zapoznamy się z jego twórczością. A najlepszą metodą poznawczą jest nie jego biografia i sucha bibliografia, ale właśnie recenzje. Po recenzjach poznajemy jakie emocje może wzbudzić książka i jakich przeżyć możemy dzięki niej doświadczyć.

Ktoś napisze, że to chłam, jakiego świat nie widział, ktoś tym „chłamem” zachwyci się i na swojej prywatnej skali przyzna mu dziesięć punktów.

Czy warto zatem czytać recenzje, zanim zdecydujemy się na zakup książki?

TAK!

Będzie mi bardzo miło, jeśli napiszecie w komentarzu, jakie recenzje sprowadziły Was na manowce a które pokryły z Waszymi oczekiwaniami.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here