Czuję się skondensowana, czuję się w pełni sobą – wyznaje Ola Malarz.

Aleksandra Malarz. Ola. Matka, poetka, wrażliwa obserwatorka, a do tego autorka tomiku wierszy pt „Didasqualia”. Jej piękny list o relacji matki z dzieckiem przeczytacie niebawem w „Dzienniku dobrego życia”.

Jak sobie radzisz podczas kłótni ze swoją córką? Czy emocje często biorą górę?

Takie groźne pytanie na sam początek 🙂 Nie pamiętam, kiedy to było. Być może kilka lat temu i zapewne o coś nieistotnego, skoro nie pamiętam. Nie kłócimy się. Rozmawiamy. Na wszystkie tematy. Zawsze w ten sposób traktowałam Córkę. Jako drugiego człowieka, jako odrębną istotę. W rozmowach zawsze jesteśmy na równi, nie traktuję jej jak dziecka. Szanuję jej zdanie, a z reguły bywa odmienne od mojego. Szanujemy się nawzajem. Emocji w sobie nie tłumimy, uświadamiamy je, opowiadamy o nich, wyrażamy mówiąc o nich, nazywając je.

Czy bywasz nadopiekuńcza? Jak sobie radzisz z tym, że Twoja córka chce czuć się wolna?

Na szczęście nigdy nie byłam i nie jestem nadopiekuńcza. Obserwowałam często wśród znajomych matek, jak bardzo chuchały i dmuchały na swoje dzieci, gdy te były małe. Widzę, że niektóre dzieci sobie z tym nie poradziły, dzisiaj albo mocno się buntują (nieraz szkodząc bardzo mocno sobie), inne są nieśmiałe, wycofane. Uważam, że nadopiekuńczość wynika z kompleksów, jakie ma matka. Z relacji wyniesionych z jej domu, z nieprzepracowanych, a być może i nieuświadomionych lęków. To rodzaj kompensacji: jak w przypadku, gdy jeden narząd zmysłu jest uszkodzony, ciało naddaje pozostałym szczególnych cech, rekompensując brak lub wadliwość innego zmysłu. A jak czuję się z potrzebą jej wolności? Obserwuję 🙂 Myślę, że uczę ją latać bezpiecznie, nie podcinam skrzydeł.

Czego najbardziej boisz się w relacji ze swoją córką? Co jest dla Ciebie ciężkie?

W chwili obecnej mieszkam daleko od Córki. To wielkie wyzwanie, zarówno dla mnie, jak i dla Niej. Za to, że dzielnie znosi „rozłąkę” (tylko fizyczność mam na myśli), podziwiam Ją i czuję Jej miłość, że uszanowała mój wybór. Jest prawie dorosła. A odkąd pamiętam, gdy tylko przyszła na ten świat, zawsze była dojrzała. Ma piękny sposób patrzenia na życie, na ludzi wokół, na otaczające ją piękno. Jest wrażliwa, ale i po prostu mądra. To urodzony psycholog, analityk duchowy, jak mawiam 🙂 Poza tym jest umysłem ścisłym, więc sprawy stawia konkretnie. Czasami to Ona mnie wspiera, motywuje. To piękna relacja i jestem wdzięczna, że spotkałam taką Duszę na swojej drodze. Ciężkie na pewno były chwile, gdy widziałam jak cierpi, w szkole podstawowej miała wypadek i przeszła dwie poważne operacje. Bałam się o jej zdrowie też, gdy przechodziła dziecięce choroby, w tym dość rzadko spotykaną szkarlatynę. Cierpiałam razem z Córką, gdy widziałam jak trudny był dla niej czas w gimnazjum – była nierozumiana przez dzieci zaniedbane psychologicznie, porzucone mentalnie, dzieci słabo dostosowane społecznie. To było ponad 90 procent uczniów w klasie. Były córkami, synami nauczycieli, wysokich urzędników, lokalnych polityków. To od nich zaznała najwięcej przykrości. I zarazem bardzo dużo się nauczyła.

Zawsze należy pamiętać, że my też jesteśmy dziećmi. Czy masz jakieś wehikuły czasu, które pomagają Ci poczuć dziecięcą radość?

Jest upalne lato, sierpień. Mam może około pięciu lat. Często odwiedzam babcię, jej domek znajduje się w Sandomierzu, niedaleko Wisły. Obok domku jest ogród ze wszelkimi dobrami natury. Duże podwórko z całym inwentarzem kur, gęsi, indyków. Pies, koty. Studnia. Harmider jak na wsi, choć to miasto. Babcia pysznie gotuje, nigdy nigdzie nie jadłam takiej szarlotki, jaką ona robiła. Beztroskie dni, choć ja zawsze miałam o czym myśleć i pewnie dlatego wśród tej idylli, zadawałam sobie pytania filozoficzne: po co żyję, kim jestem, kto mnie stworzył. Często wracam do tego obrazu w pamięci. Poza tym, mam w sobie dziecięcą radość, żartuję często, ale to wysublimowany poziom, dlatego musi być abstrakcyjny 🙂

W jaki sposób najbardziej lubisz spędzać czas ze swoim dzieckiem?

W każdy możliwy. Możemy leżeć na łóżku i rozmawiać przy muzyce. Uwielbiam słuchać, jak moja Córka śpiewa i gra (na ukulele). Uwielbiam patrzeć na Nią, gdy robi sobie makijaż (chciałabym kiedyś się tego porządnie nauczyć). Z wielką czułością wspominam chwile, gdy miała cztery, sześć lat i przynosiła mi śniadanie do łóżka. Co roku też razem przygotowywałyśmy pierniczki na Boże Narodzenie. Teraz żyjemy w oddzielnych przestrzeniach, ale wieź między nami jest silna. Miłość nie zna na szczęście granic, to stan ducha, serca i umysłu. Kocham Córkę, czuję, że Ona kocha mnie. Rozmawiamy. To najlepszy sposób spędzania czasu ze sobą. Brakuje mi tylko tego, że tak rzadko mogę Ją przytulić i pocałować na dobranoc. Ale i tak robię to codziennie, choć „tylko” w myślach.

Według Ciebie bycie matką to tylko jedna z życiowych ról, czy powołanie?

To rola, w którą powinno się wejść przygotowaną. Trzeba pamiętać, że dziecko wychowuje się do pewnego czasu, potem na jakiekolwiek jego ukształtowanie jest za późno. Nie da się „naprawić” zmarnowanych pierwszych lat życia dziecka. Nigdy się tego nie nadrobi, zwłaszcza, gdy dziecko jest już nastolatkiem. Myślę też, że bycie matką to przede wszystkim dar. I wielka odpowiedzialność za drugiego, odrębnego człowieka.

Co sądzisz o metodzie kija i marchewki? Sprawdza się w relacji rodzic – dziecko?

Nigdy tej metody nie rozumiałam, i nie mówię tu tylko o relacji rodzic – dziecko. Nie przyszłoby mi do głowy stosować jakieś pospolite podstępy, by osiągnąć swój cel w związku z Córką. Uważam, że najważniejsza jest rozmowa, cierpliwość. To nie jest tak, że rodzic jest już ukształtowany, a dziecko jeszcze nie i z tego powodu to dziecko ma zawsze słuchać, a nie odwrotnie. Mnóstwo się nauczyłam właśnie od mojej Córki, i uczę nadal. Ale niczego by nie było, gdyby nie wzajemne słuchanie.

Czym jest dla Ciebie miłość do własnego dziecka?

Współodczuwaniem, szacunkiem, radością, pięknem, wdzięcznością. Jest wyjątkowym uczuciem, stanem bycia.

Przekazujesz córce wzorce zachowań zaczerpnięte z własnego dzieciństwa?

To pytanie chyba do Niej 🙂 Zna opowieści o mnie, jakim byłam dzieckiem, choćby od mojej mamy. Raczej przekazuję jej to, czym się kieruję obecnie, bo myślę, że jestem teraz mądrzejsza niż wiele lat temu 🙂 W naszej relacji cenię również bardzo to, że Córka pyta się mnie: „mamo, a co byś zrobiła na moim miejscu?”. Wtedy czuję, że to ja jestem na właściwym miejscu. To przepiękne uczucie. Choć bywa, że zwyczajnie odpowiadam: „nie wiem”, bo nie udaję kogoś, kim nie jestem. Ale zawsze szukamy rozwiązań, alternatyw, pomysłów.

Czujesz się spełniona w relacji partnerskiej?

Czuję się skondensowana, czuję się w pełni sobą. Myślę, że to kwestia dojrzałości. I mnóstwa pracy nad sobą. Wyznaczania swojej przestrzeni. Wzajemnego szacunku. Zdrowego zaciekawienia drugą osobą. Uczenia się siebie. Rozmów. Bliskości. No i oczywiście, nie ukrywajmy, fizyczność jest bardzo ważna. Spełnianie się musi się odbywać na wszystkich poziomach. Gdy któryś „kuleje” nigdzie się nie dojdzie. No i oczy. Patrzenie sobie w oczy. To dla mnie najpiękniejsza podróż, od której zaczynam dzień.

Za rozmowę dziękują – Magdalena Czmochowska & Karolina Nawój

“Dziennik dobrego życia” czeka na Was pod tym linkiem:

https://sensus.pl/ksiazki/dziennik-dobrego-zycia-magdalena-czmochowska-karolina-nawoj,dziedz.htm#format/d

5.00 avg. rating (98% score) - 2 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares