Bękarty z Pizzofalcone – Maurizio De Giovanni, tłum. Paweł Bravo, Wydawnictwo Muza2019

Wakacyjny i mroczny klimat w jednym. Coś dla wielbicieli Włoch i fanów kryminałów. Połączenie, które trafi w wiele gustów.

To, co może wydawać się ciężkie, w tym przypadku zaskakująco lekko się czyta.

Kryminały z reguły nie są lekką lekturą. Jeśli akcja książki toczy się w podupadłej dzielnicy i ma w tle przestępstwa – także nie sięgamy po nią przed snem. A gdy dodatkowo autor umieści w swojej powieści motyw policjanta/urzędnika/lekarza/wpisz dowolny zawód, który z jakiś przyczyn musiał zmienić miejsce pracy i zamieszkania przez niewygodne fakty z przeszłości – już możemy skreślić ją z listy przyjemnych w odbiorze książek na wakacje. ”Bękarty z Pizzofalcone” posiadają jednak wszystkie te cechy, a jednocześnie niezwykle łatwo dać się porwać fabule. Ten z pozoru trudny kryminał o niełatwej tematyce, to tak naprawdę fascynująca podróż po naturze ludzkiej i ekspresowy transport w takie miejsca, w jakich nie chcielibyśmy się znaleźć we własnym życiu (chociażby niebezpieczne dzielnice obcych krajów).

A jeśli już o podróży mowa…

Powieść Maurizio De Giovanniego przenosi czytelnika także w te miejsca, w których pragnąłby być. Ciepłe, słoneczne Włochy to wymarzony cel niejednego turysty. Neapol, w którym dzieje się akcja powieści, jest trzecim najbardziej zaludnionym miastem we Włoszech, miejscem, które przyciąga tłumy zwiedzających. Oprócz tego jest atrakcyjny dla turystów ze względu na swoje położenie w Południowych Włoszech, u podnóża Wezuwiusza. Skoro jednak nie można go odwiedzić z powodu braku funduszy lub niemożności wzięcia urlopu, warto skorzystać z książki. Co prawda, akcja książki rozpoczyna się w marcu, gdy pogoda nie sprzyja jeszcze rozwojowi turystyki. Koloryt lokalny i opisywane miejsca oddane są jednak tak szczegółowo, że można uwierzyć, że jest się tam z bohaterami. Możemy rozkoszować się podróżą po włoskich zakątkach bez uciążliwych upałów lub dokuczliwego wiatru.

Omija nas też konieczność poznawania niektórych bohaterów, których również wolelibyśmy unikać.

Postaci wydają się być realnymi ludźmi i pojawia się pytanie czy nie byli na takowych wzorowani. To cała plejada, począwszy od kochanków, a na zakonnikach skończywszy. Każdy bohater powieści ma cechy charakterystyczne. Wszyscy posiadają wady i zalety. Nie są stereotypowymi przedstawicielami swoich grup społecznych czy zawodów. Nie są także tacy, jacy wydają się być na początku. Policjanci, których autor na początku przedstawia jako nieudaczników, nie są wcale tak nieporadni życiowo jak się najpierw wydaje. Ktoś, kto jest czarnym koniem w zawodach na ”tego złego”, niekoniecznie musi je wygrać.

Brak znajomości pierwszej części wcale nie jest przeszkodą.

”Bękarty…” są drugą częścią cyklu z inspektorem Giuseppe. Nie trzeba jednak znać pierwszej części, by zrozumieć drugą. Osobiście nie miałam okazji zapoznać się z treścią pierwszego tomu, ale uważam, że nie jest to problemem. Poprzednia sprawa i przeszłość inspektora, choć wspominane, nie stanowią podstawy fabuły, która dzieje się w innym miejscu i czasie oraz z innymi bohaterami.

Oprócz ciekawej fabuły istnieje równie ciekawa kompozycja, która urozmaica akcję.

Książka pisana jest z różnej perspektywy. Trzecioosobowa narracja przy jednoczesnym wnikaniu w myśli niektórych bohaterów daje nam szansę poznać ich bliżej. Narrator pokazuje nam postacie ze swojej perspektywy, nie tylko z pozycji policjantów i przy spotkaniach z nimi. Fabuła jest interesująca, trudno się od niej oderwać. Pojawiające się zwroty akcji, takie jak wątek możliwego porwania są spójne z resztą treści, dodają do niej smaczku. Jednak moim absolutnym faworytem są rozdziały pisane kursywą. To jedyne treści w książce pisane z perspektywy pierwszej osoby. Są czymś w rodzaju wspomnień, retrospekcji, sami do końca nie wiemy czego. Urozmaicają one czytanie książki i pokazują świat oczami prawdopodobnego mordercy. Przez to, że nie do końca wiemy kto i kiedy rozmyśla, dodatkowo chcemy rozwiązać tajemnicę. A to prowadzi nas do zakończenia.

I to nie do banalnego, przewidywalnego zakończenia.

Tylko do prawdziwej perełki. Nie ma, co się dziwić, że De Giovanni został okrzyknięty mistrzem kryminału. Od początku wydaje nam się, że wiemy kto jest mordercą, że co jakiś czas mamy z nim do czynienia i jest to tak oczywiste, że aż dziw bierze, kiedy policjanci nie potrafią tego odkryć. Jednocześnie cały czas towarzyszy nam poczucie, że to zabieg zbyt prosty, zbyt banalny. I przeczucie, które okazuje się być prawdą. Autor funduje nam wycieczkę po ulicach Neapolu, plejadę niesamowitych postaci i wspaniałe, zaskakujące zakończenie. Czy można chcieć więcej?

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares