Wdzięczność nas ocali

Przyszło nam żyć w trudnych czasach. Martwimy się pandemią wirusa. Musimy walczyć o swoje prawa. Wymagania wobec nas są większe niż kiedykolwiek. Ale czy to oznacza, że nie ma miejsca na wdzięczność?

Naprawdę mamy tak źle i najgorzej? Czy przyszło nam żyć w najgorszym możliwym czasie? Czy nie mamy za co czuć wdzięczności?

Trzy razy nie. Owszem, żyjemy w trudnych czasach. Ale poza jedną epoką w historii, gdzie rzekomo ludzie mogli chodzić i zrywać sobie ogromne plony, nikt już nie miał łatwo. Zresztą to, że żyło im się dobrze i łatwo udowodniono na podstawie ich szkieletów. Nikt nie sprawdził czy ich psychika także miała się świetnie, bo nie ma jak tego zrobić. Może byli dużo bardziej nieszczęśliwi od nas. Potem wszyscy już mogli powiedzieć, że żyją w trudnych czasach. Susze, powodzie, wojny, plagi, spiski, nieudolne zabiegi medyczne albo ich brak, nie sprawiały, że ludziom żyło się lepiej niż teraz. Brak prądu i wody, pożary, bieda, samowola i nierówności społeczne także nie są składnikami dobrego życia.

Jasne, niektóre z tych rzeczy dzieją się nadal. Ale nigdy wcześniej nie mieliśmy takich narzędzi do radzenia sobie z nimi. I, choć żyjemy w trudnych czasach, to pod wieloma względami są najlepsze w dziejach ludzkości.

Nadal zdarzają się susze, pożary i powodzie, jednak ludzkość radzi sobie z nimi dużo lepiej. A przede wszystkim nauczyła się im zapobiegać. Medycyna jest rozwinięta lepiej niż kiedykolwiek i nieudane zabiegi zdarzają się znacznie rzadziej. Potrafimy lepiej radzić sobie nie tylko z chorobami, które kiedyś zabijały setki osób, ale wiemy też jak zachowywać się w trakcie pandemii. Liczba ludzi na świecie, którzy mają prąd i wodę jest nieporównywalnie większa do tych, którzy ich nie mają. Wojny zdarzają się znacznie rzadziej. Nie obejmują już swoim zasięgiem całego świata. Powstaje też coraz więcej organizacji, które chronią cywili i próbują wprowadzić pokój. Nierówności społeczne są coraz mniejsze. A biedni ludzie mają więcej możliwości otrzymania pomocy niż kiedykolwiek.

Mamy naprawdę wiele powodów, żeby czuć wdzięczność. Ale odnoszę wrażenie, że przez dobrobyt, który nas otacza, wbrew wszelkim pozorom, jakoś jej nie dostrzegamy.

Według badań kilkadziesiąt lat temu sprzątanie zajmowało średnio sześćdziesiąt godzin tygodniowo. Obecnie zajmuje średnio jedenaście. Możemy podróżować łatwiej, taniej i szybciej niż kiedykolwiek. Nasz dostęp do wiedzy jest największy w dziejach. Ale może właśnie w tym tkwi problem. Większość z nas nie doświadczyła spotkania z wiekopomnym odkryciem, które zrewolucjonizowało nasze życie. Albo inaczej. Doświadczyliśmy, ale dlatego, że ono już istniało. Gdybyśmy codziennie myli ręcznie podłogi i zamiatali starą miotłą, a nagle ktoś dałby nam odkurzacz i mopa, docenilibyśmy je. Ale skoro używamy obydwu na porządku dziennym, wychodzimy z założenia, że to nic wyjątkowego.

Niezwykle łatwo jest przestać doceniać. Przestać odczuwać wdzięczność. Obecna sytuacja na świecie, pokazuje jednak jak wiele mieliśmy. Jak wiele mamy.

W każdej chwili mogliśmy iść na spacer, pojechać do lasu, wyjść na kawę. Pojechać do rodziny i przyjaciół na drugim końcu kraju. Namiętnie pocałować ukochaną osobę, stojąc na środku ulicy. Jasne, może ktoś nie miał czasu, przyjaciół ani ukochanego/ukochanej. Ale miał znacznie większe szanse poznać kogoś, bo mógł wychodzić. A czasu i tak w większości nie wykorzystywaliśmy dobrze. Po powrocie ze szkoły, uczelni lub pracy, które traktowaliśmy jak zło konieczne, spędzaliśmy całe godziny przed ekranem telewizora albo komputera. Gdy byliśmy gdzieś zapraszani, odmawialiśmy, wymawiając się brakiem czasu. Nawet jeśli po prostu nie mieliśmy ochoty.

Bezcelowo chodziliśmy do galerii, marnując czas na oglądanie ubrań, których nie kupowaliśmy. Wizyty w marketach były uporczywym obowiązkiem. Odwiedzanie kawiarni, kin i bibliotek codziennością, która szybko przestała budzić dreszcze radości.

Nie docenialiśmy tego. Myśleliśmy, że dano nam to na zawsze. Te wszystkie rzeczy nie były dla nas ani dla pokolenia naszych rodziców niczym odkrywczym. Ot, stałe elementy rzeczywistości. Kolejne powody do narzekań, że kolejka do kasy taka długa, a kawa w knajpie mało słodka. Nagle okazało się jednak, że te wszystkie rzeczy można odebrać. I to z dnia na dzień. Jednego dnia spokojnie spacerowałam z psem po ulicach mojego miasta. Dzień później miałam wrócić na uczelnię. Widziałam się z moim chłopakiem. Ale ogłoszono zamknięcie szkół, uczelni i wielu innych miejsc. Nie mogłam iść do biblioteki, spotkać się z ludźmi, których kocham, uczyć się w normalnym trybie, zjeść w mojej ulubionej restauracji.

Wielu z nas nie mogło nawet wyjść z domu ani dostać się do lekarza. Mieli problemy z otrzymaniem potrzebnych recept czy z dalszą pracą. Jeszcze inni tracili bliskich.

Ale nadal zamiast czuć wdzięczność za to, że mamy dom, wodę, jedzenie i prąd, czuliśmy się źli na cały świat. Biegliśmy za szybko, ale donikąd. Świat musiał się zatrzymać, a my razem z nim. Zamiast narzekać, dostrzeżmy ile posiadamy! W naszych domach są książki, komputery, Internet i telewizory. Otrzymaliśmy czas na rozwój siebie i swoich pasji. Czas na dostrzeżenie jak wiele mamy. Czas na wdzięczność. Pomyślmy o tych wszystkich ludziach na świecie, którzy niezależnie od tego czy panuje jakakolwiek pandemia, cierpią głód i biedę. O tych, którzy mają problemy związane ze zdrowiem psychicznym lub fizycznym, więc żyją w swoje własnej izolacji. Nawet, gdy wszyscy dookoła funkcjonują normalnie. To nie czas na użalania się nad sobą.

Powinniśmy czuć wdzięczność za to, co mamy. Na przykład za czas. Za pracę służby zdrowia, nauczycieli i wykładowców. Kurierów i listonoszy, którzy ryzykują zdrowiem, dostarczając nam listy i paczki. Kasjerki i pracowników sklepów.

Wielu z nas już odczuwa wdzięczność. Ale jak długo? Czy kiedy to się skończy, nie odmówimy wyjścia na kawę, bo nie będzie nam się chciało? Darujemy sobie bezsensowne kłótnie z bliskim i irytację na innych, widząc jak kruche jest życie? Zaczniemy rozkoszować się jedzeniem podczas każdego wyjścia do restauracji? Docenimy pracę innych? Przestaniemy marnować czas na bezsensowne gapienie się w ekrany, oglądanie bzdur lub przeglądanie memów? Czy na pewno nie wrócimy do dawnego życia, dawnego zatracenia?

Przeraża mnie, że na wiele z tych pytań odpowiedź jest przecząca. Ale nie musi być. To zależy od nas. Do wdzięczności nie potrzeba nam też pandemii. Niestety, często wzbudzają ją negatywne wydarzenia.

Wielu z nas docenia dobre relacje, dopiero, gdy pozna smak złych. Zaczyna kochać ludzi, gdy już odchodzą. Co ciekawe, większość z nas, patrząc w lustro nie odczuwa wdzięczności, niezależnie od czasu, w którym to robimy. Jednak niemal zawsze spoglądając na stare zdjęcia, myślimy o tym jak ładnie wtedy wyglądaliśmy. To przykre, że naszą wdzięczność budzą głównie złe doświadczenia, ale wcale nie musi tak być. Wystarczy, że raz na jakiś czas, powiedzmy, co tydzień, zrobimy sobie wizualizację straty, wszystkiego, co mamy. To znana i mniej brutalna niż faktyczna strata, metoda, która wywołuje wdzięczność. Za każdym razem, gdy chcemy powiedzieć o jednej rzeczy, która nam się nie podoba, w zamian powiedzmy o takiej, która nam odpowiada. Częściej mówmy innym komplementy. Codziennie przed snem wypiszmy lub wymieńmy w głowie rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni.

Te proste metody pozwolą nam szybko zmienić nasze życie na lepsze. Dlaczego? Brak wdzięczności prowadzi do narzekań, smutku, pretensji. Psucia relacji z otoczeniem i ze sobą samym.

Takie zachowania mogą też powodować spadek poczucia własnej wartości i stany depresyjne. Skupianie się na negatywach nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Za to wdzięczność, nieważne kiedy i za co, czyni nas szczęśliwszymi. Dostrzegamy ile otrzymaliśmy od życia i bardziej pomagamy innych. Ludzie dookoła nagle wydają się lepsi, gdy skupiamy się na ich zaletach, a nie na wadach. Odczuwamy wdzięczność za lekcje ze wszystkich porażek i odniesionych strat, dzięki czemu łatwiej nam osiągać sukcesy i doceniać wszystko, co otrzymamy. Jesteśmy zdrowsi, bo mniej się zamartwiamy, a więcej cieszymy. Tym samym żyjemy lepiej i dłużej. A wszystko tylko dlatego, że wybraliśmy wdzięczność. Jasne, to nie takie proste. Czasem wręcz kolosalnie trudne. Ale nasze emocje w wersji instant nie są wcale dobre. To trochę jak danie z proszku. Nikt go nie zje, dopóki nie zostanie zalane wrzątkiem. Uznajmy, że wrzątkiem jest wdzięczność. I to z nią zabierzmy się za przeżywanie.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares