Czy powieść pod tytułem “Wszystko, czego pragniemy” jest spełnieniem pragnień każdego miłośnika książek? Czy Marybeth Mayhew Whalen swoją opowieścią potrafi zaciekawić na tyle, by nie chcieć się oderwać od lektury? Niestety nie mogę odpowiedzieć na te pytania twierdząco. Nie mogę również powiedzieć, że powieść jest zła.

Historia przedstawiona przez autorkę miała naprawdę duży potencjał na dobrą książkę obyczajową, ale sposób zaprezentowania bohaterów, tempo akcji oraz “punkt kulminacyjny” (ujęty w cudzysłów, gdyż z kulminacją ma on niewiele wspólnego), są po prostu nudne.

Akcja powieści dzieje się latem w urokliwej, podmiejskiej amerykańskiej miejscowości, w której wszyscy sąsiedzi się znają i próbują sobie pomagać.

Ludzie spotykają się codziennie na basenie, spędzają wspólnie Święto Niepodległości, pilnują sobie nawzajem dzieci. Pomimo tego, że mieszkańcy żyją jak w jednej wielkiej wspólnocie, mają sekrety, które chcą ukryć przed całym światem. Nawet przed ludźmi, których kochają. I właśnie te sekrety stanowiące trzon powieści, nie mogły , ponieważ zostały przedstawione w nieodpowiedni sposób. Pewne punkty były przewidywalne i z góry wiedziałam, jaki będzie ich finał. Nie czekałam z zapartym tchem na to, żeby dana historia została wyjaśniona do końca.

Bohaterowie wydają się opisywani w ten sam sposób, co sprawia, że zlewają się w jedno. A przecież każdy z nich ma swoją odrębną historię.

Jeśli chodzi o ujęty przeze mnie w cudzysłów punkt kulminacyjny, naprawdę byłam zdziwiona, że jakikolwiek w ogóle zaistniał w tej książce. Przez pierwsze sto stron nie byłam w stanie odgadnąć głównego wątku powieści. Gdy w końcu doszło do wspomnianego w opisie książki wypadku na basenie, który zbliżył bohaterów, akcja nadal była jednostajna.

Nie pojawiły się żadne niespodziewane zwroty akcji. Życie bohaterów i ich rozterki nie poruszyły mnie tak, jak mogłyby, gdyby zostały inaczej przedstawione.

Clou powieści to moment, w którym wszystkie sekrety momentalnie wychodzą na jaw.

Niestety okazuje się, nie robią zbyt dużego wrażenia ani na bohaterach, ani na czytelniku. Wszyscy w Jaworowej Dolinie przechodzą do porządku dziennego nad tym, co się wydarzyło. Tak samo ja przejdę do mojego porządku i szybko zapomnę, że przeczytałam „Wszystko, czego pragniemy”.

Mimo naprawdę dużych chęci, aby dotrwać w lekturze do końca i próbować wyciągnąć z tej pozycji jak najwięcej, zawiodłam się.

Historia o solidnym potencjale, która została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, została wręcz zabita przez autorkę. Jest to szósta powieść Marybeth Mayhew Whalen, lecz po tej lekturze nie jestem przekonana co do tego, aby pozostała piątka znalazła się w mojej bibliotece.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here