Idealne miejsce na lekturę? To temat bardzo popularny na blogach poświęconych książkom i ich miłośnikom. Zacieniona ławka w parku, zielony skwerek przy miejskiej fontannie, a może wygodny fotel, puchaty koc i kubek kakao w ręce? Wszystkie te propozycje mogą jednak przegrać z kretesem jeśli porównamy je do przestrzeni prawie idealnej – do toalety.

Podwójna korzyść

Nie bez powodu miejsce, do którego nawet królowie chadzają piechotą, nazywamy potocznie tronem. Zapewnia maksimum prywatności oraz intymności, pozwala się skupić (często nomen omen), izoluje od zgiełku i hałasu codzienności. Nie oszukujmy się, nawet pracująca na pełen etat matka dwójki dzieci, nienagannie prowadząca dom, ma nie tylko prawo, ale i obowiązek zatroszczyć się o zaspokojenie podstawowych potrzeb fizjologicznych. Czas spędzony na toalecie można podwójnie wykorzystać i chwycić nie tylko za rolkę papieru toaletowego, ale także za książkę.

Wstydliwy nawyk

Tematy „utrzyjzadkowe”, jak nazwałby je klasyk gatunku, Francois Rablais, obrosły w naszej kulturze wieloma mitami. Jako wstydliwe i nieprzystojne, niepasujące do ludzi (a szczególnie do pięknych kobiet), trafiły do wielkiego, czarnego pudła z napisem „TABU”. Czy jest jednak sens wstydzić się czytania książek w epoce wtórnego analfabetyzmu? Czy jest sens wbijać wzrok w ziemię i z wypiekami na policzkach zaprzeczać, że „nie, nie czytam, a już na pewno nie w toalecie! Tam chodzę tylko przypudrować nos / przyciąć wąsa”? Czy jest sens uciekać od odpowiedzi, podczas gdy najwybitniejsi – Umberto Eco, Marcel Proust oraz Ernest Hemingway – namiętnie oddawali się lekturze w toalecie?

Chyba nie. Tym bardziej więc dziwiło mnie skonfundowanie malujące się na twarzach zaczepianych i podpytywanych przeze mnie w tej materii przechodniów.

Co czytamy na tronie?

Według przeprowadzonego przeze mnie spontanicznego sondażu ulicznego, aż 30% respondentów w przedziale wiekowym 16-85 lat REGULARNIE czytuje w toalecie. Jest to wynik zaskakująco wysoki, biorąc pod uwagę fakt, iż według badań Biblioteki Narodowej, zaledwie 38% Polaków przeczytało w ubiegłym roku chociażby jedną książkę.

Swoich rozmówców podpytałam także o to, co czytają. Tu odpowiedzi były rozmaite.

Prasówka

Codzienne wiadomości, newsy gospodarcze, ekonomiczne, zoom na giełdę – te tematy pozostają, stereotypowo, w kręgu zainteresowań panów. To oni lubią iść na popołudniowe posiedzenie ze zwiniętą pod pachą gazetą i dowiedzieć się, czy będzie wojna, a może szykuje się jakiś giełdowy krach? Zamieszki w strefie Gazy – chlup! – USA nakłada sankcje gospodarcze na Iran – chlup! – czy dojdzie do spotkania Donalda Trumpa i Kim Dzong Una? – chlup!

Jeśli chodzi o prasę, wśród kobiet preferowane są – ponownie stereotypowo – tabloidy o życiu gwiazd, a także gazety poświęcone rożnego rodzaju hobby (tu ciekawostka: także z zakresu kulinariów!). Anna Lewandowska znowu w ciąży? – chlup! – najlepszy przepis na tort czekoladowy – chlup! – domowe sposoby na brzydki zapach z lodówki – chlup!

Poradniki

Zaskakująco wielu respondentów zgłaszało, że czytuje w toalecie różnego rodzaju poradniki: modowe, urodowe, psychologiczne, z pogranicza coachingu. Zdecydowaną ich zaletą – podobnie jak w wypadku prasy – jest możliwość przerwania w dowolnym momencie i powrócenia do lektury za jakiś czas. Wiele poradników podzielonych jest na funkcjonalne, niezbyt obszerne rozdziały – akurat na jedno posiedzenie.

Nauka języków obcych

„I już siedzę na desce i czytam angielski, którego chyba nigdy już nie opanuję – Go to piecesLoose controll of ones emotions – I próbuję ułożyć coś sam na klozecie – Besides, you come go to pieces everytime, something wrong happens – Długo podcieram tyłek, czy już papier czysty […]”

Znacie? Znamy, znamy – odpowiecie. Kto nie zna kultowego Dnia świra? Idąc na posiedzenie, można zdecydować się na obcojęzyczną literaturę, podobnie jak Adam Miałczyński. Niekoniecznie musi to być słownik lub rozmówki angielsko-polskie. Można sięgnąć po klasykę w oryginale lub – jeśli ktoś dopiero stawia pierwsze kroki w nauce języka obcego – na jakąś książeczkę z serii Penguin readers. Są to powieści skrócone i napisane uproszczonym językiem tak, aby nawet początkujący miał przyjemność.

Coś lekkiego

Największa liczba respondentów odpowiedziała, że w toalecie najchętniej sięga po „coś lekkiego”. Za tym enigmatycznym określeniem kryją się, jak się okazuje, romanse oraz kryminały. Wydawać by się mogło, że przerwanie lektury w samym środku akcji, gdy on ma właśnie wyznać jej miłość, jest problematyczne. Okazuje się, że dla miłośników tego typu lektur toaletowych nie stanowi to problemu.

Tu mogę pokusić się o kilka dobrych rad na podstawie autopsji (jestem toaletowym czytaczem kryminałów).

Po pierwsze, wybieraj lektury podzielone na rozdziały, mimo wszystko zawsze łatwiej zakończyć na jakiejś wyodrębnionej całostce.

Po drugie, przyjemnie zdecydować się na jakąś serię (właśnie przebijam się przez cykl Remigiusza Mroza o Joannie Chyłce).

Po trzecie, jeśli koniec pobytu w toalecie przypadnie na jakiś ważny moment akcji, nie stresuj się, zostań trochę dłużej niż potrzeba – nikt nie sprawdzi, co rzeczywiście robisz.

Książki specjalistyczne

Nie mam tu na myśli Funkcji składniowej infinitivu w narzeczach północnobałkańskich ani Wyznaczania pętli histerezy ferromagnetyków za pomocą hallotronu. Okazuje się, że istnieją książki stworzone na potrzeby toaletowej lektury, jak np. publikacje Cary McNeal, Kupa faktów. Najlepsza książka do czytania w toalecie czy Fakty do kupy. 1003 ciekawostki do przetrawienia na osobności. To zbiór ciekawostek o świecie, anegdot, intrygujących paradoksów. Można przeczytać tylko jedną albo więcej niż jedną – wszystko zależy od Twoich preferencji. Możesz wrócić do lektury po długiej przerwie i nie odczujesz pogubienia w skomplikowanej fabule. Uważaj tylko, aby nie śmiać się zbyt głośno!

Czego nie czytamy?

Zdecydowanie nie czytamy w toalecie poezji. Nie jest pewne, czy wynika to z faktu, że nie czytamy jej w ogóle, czy też nie pasuje do „ubikacjowego” otoczenia.

Nie sięgamy także po książki, które są związane z nasza pracą. W końcu idziemy się odprężyć i odpocząć – potrzebujemy zmiany.

Co oczywiste, w toaletowych biblioteczkach nie znajdujemy raczej literatury dla dzieci.

 

Czytanie w toalecie nie powinno wiązać się z poczuciem wstydu i wykolejenia.

Możesz poszerzać swoją wiedzę o świecie. Mieć czas na czytanie dla przyjemności, nawet gdy nie masz na to czasu.

Możesz dzięki takiej praktyce rozwijać papier toaletowy, a przy okazji swoje umiejętności językowe. Możesz pójść tylko na stronę lub na kilka stron. Możesz w skupieniu przewertować jakąś iście królewską lekturę.

Jestem bardzo ciekawa, czy i Wam zdarza się czytać w toalecie? Jeśli tak, jakie książki najchętniej tam zbieracie? A może macie zorganizowaną na stałe swoją prywatną toaletową minibiblioteczkę?

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here