Kobieta z męskim sercem. Historia prawdziwa Adriana Szklarz recenzja

Kobieta z męskim sercem, Adriana Szklarz. Żyje, a co więcej – cieszy się życiem – wyłącznie dzięki transplantacji. W swojej poruszającej, bardzo intymnej książce opisuje zmagania z chorobą, walkę, nadzieję i wiarę w dobre zakończenie bolesnej historii.

Dlaczego ja?

Boże!!! Co ty mi szykujesz??? – krzyczałam w duchu, schodząc po schodach. „Dlaczego ja??? Przecież mam malutkiego syna, który potrzebuje matki!!! Stopnie rozpływały mi się we łzach, które zniekształcały ich obraz. Wsiadłam do auta i ruszyłam do domu rodziców. Czekali na mnie z Maćkiem. Ryczałam. Nie płakałam, ale ryczałam. Przez całą drogę wykrzykiwałam w aucie: DLACZEGO JA??? BOŻE, CO TY MI SZYKUJESZ! CO JA TAKIEGO ZŁEGO W ŻYCIU ZROBIŁAM?! CO??!

Kiedy choroba atakuje znienacka

Adriana miała zaledwie dwadzieścia osiem lat i niespełna półrocznego synka, kiedy pewnej czerwcowej nocy poczuła, że coś jest nie tak. Coś bardzo, bardzo nie tak. Nikt, a szczególnie ona sama, nawet nie przypuszczał, że męczący ją kaszel może mieć coś wspólnego z sercem, a nie z oskrzelami. Przecież brała antybiotyk. Mój organizm musi odzyskać równowagę po ciąży, uspokajała samą siebie. Organizm jednak wiedział swoje i szybkością zatrutych strzał wysyłał kolejne niepokojące sygnały. Synuś nagle zrobił się cięższy. Schody stały się niemal pionową ścianą grani, po której trzeba się wspiąć. I to zmęczenie. I ciśnienie, którego pomiar zdecydowanie odbiegał od norm przewidzianych dla zdrowego człowieka. Co się popsuło?

Diagnoza

Nagle w drzwiach pojawił się młody lekarz. (…) Nie był moim lekarzem prowadzącym, więc nie spodziewając się niczego złego, z uśmiechem na twarzy zapytałam: To kiedy wychodzę?

– Proszę pani, powiem to tak: nieprędko. Cierpi pani na kardiomiopatię rozstrzeniową. Pani serce jest zniszczone i jedynym rozwiązaniem w pani przypadku będzie prawdopodobnie przeszczep serca. Jest to operacja, którą wykonuje się bardzo rzadko, a o dawców też trudno. Można po tym wprawdzie żyć, jednak na pani miejscu zastanowiłbym się, czy warto, bo życie po przeszczepie jest bardzo ciężkie i w zasadzie do niczego. Proszę sobie to przemyśleć – po tych słowach zawinął się i wyszedł jeszcze szybciej, niż wszedł.

(…)

– Zaraz, zaraz – mówiłam głośno sama do siebie. – Może to życie po przeszczepie jest bardzo ciężkie, ale ja chcę żyć!!! Ja mam dla kogo żyć!!!

Pielgrzymka po szpitalach

Co czuje ktoś, kto zdaje sobie sprawę, że w jego ciele tyka bomba, która w każdej chwili może eksplodować? Bezwolnie zgadza się na zalecenia lekarzy? A może tak, jak Adriana, próbuje dowiedzieć się o wrogu jak najwięcej i przygotować na to, co w przyszłości może ją czekać? A przede wszystkim wierzyć, że to przyszłość czeka na nią? Autorka w poruszający sposób opisuje tułaczkę od szpitala do szpitala. Z Gorzowa do Anina, z powrotem, a potem jakimś cudem do Zabrza, do profesora Religi. Każda z dróg, którą przebyła; każdy miesiąc spędzony w szpitalu z daleka od ukochanego dziecka; każdy dzień, który po trochu pozbawiał ją sił, nigdy nie wyrwał z jej chorego serca nadziei.

Zasada ręki, czyli do pięciu razy sztuka

Telefon jak smycz. Każdy dzwonek to szansa na natychmiastowy przeszczep; to brzytwa, za którą i tak łapie się z uśmiechem na ustach. Z Adriany powoli uchodziło życie, zupełnie jak powietrze z pękniętej dętki. Chudła, nie miała siły jeść, bo organizm marnował całą energię na trawienie. Zauważcie, że kobieta, której dawano naprawdę niewiele czasu, przeżyła ze swoim wadliwym, odmawiającym współpracy sercem kilka lat, nie tygodni! Cztery fałszywe alarmy tylko utwierdziły Adrianę w wierze, że za piątym razem się uda. Bo to zasada ręki, czyli do pięciu razy sztuka.

Kobieta z męskim sercem. Historia prawdziwa Adriana Szklarz recenzja

Naprawdę piękny happy end

Okazało się, że życie po przeszczepie wcale nie jest do kitu! Lekarz, który uraczył autorkę tym mało delikatnym stwierdzeniem, według mnie powinien rozważyć odwieszenie stetoskopu na kołek i zmianę profesji. Co z tego, że Adrianę czekała żmudna rehabilitacja i walka o odzyskanie sprawności po transplantacji? Co z tego, że jej klatkę piersiową szpeciła blizna? Adriana udowodniła wszem i wobec, jak potężna jest siła pozytywnego myślenia i że nigdy, przenigdy, nie wolno tracić nadziei, bo tak naprawdę wiara w lepsze jutro daje nam mentalnego kopa na rozpęd i aktywuje do brania się z rzeczywistością za bary. Pozwolę sobie umieścić cytat z książki, którą niedawno przeczytałam: „Porażka nie jest porażką”. Prawda, Droga Autorko?

Czytanie w ciszy

„Kobieta z męskim sercem” nie jest pozycją, którą można przeczytać dla zabicia czasu, albo od niechcenia. To książka poważna i ważna, zasługująca na najwyższą uwagę. Nie tylko dlatego, że porusza temat tak odległy dla większości z nas, lecz dlatego, że Adriana Szklarz dzieli się z czytelnikami każdą swoją najbardziej intymną emocją. Przeczytałam jej książkę w skupieniu i nie będę ukrywać, że strona po stronie razem z autorką przeżywałam jej strach, niezgodę na to, co ją spotkało, początkowy bunt, cały jej głód wiedzy i cierpliwe czekanie na przeszczep. To, co mnie ujęło szczególnie, to ogromne, zasługujące wręcz na pomnik, wsparcie rodziny. Cudowny tata, który wnosił córkę na własnych plecach aż na czwarte piętro. Mama opiekująca się wnukiem najczulej, jak tylko mogła. Ich nierozerwalny kontakt, mocny jak lina okrętowa. I najważniejsza kotwica, która nie pozwoliła Adrianie wypłynąć na szerokie wody choroby – syn Maciek.

Tak sobie myślę… jeśli naprawdę ma się dla kogo żyć, to człowiek nie podda się nigdy!

Dawca organów

Wiecie, że każdy z nas jest potencjalnym dawcą organów? Wiecie, że możemy uratować komuś życie, tak jak anonimowy dawca podarował życie Adrianie? Nie zastanawiamy się nad tym, biegnąc w niekończącym się wyścigu szczurów. Nie zatruwamy sobie tym głowy, patrząc na nasze dzieci czy wciąż cieszących się zdrowiem rodziców. Przecież jest praca, są pieniądze, jakiś tam samochód i zaplanowane wakacje… tylko że nigdy nie wiemy, czy gdzieś tam nie ma kogoś, kto naprawdę bardzo potrzebuje naszej pomocy. Książka Adriany Szklarz uświadomiła mi, jak ważny jest temat transplantacji i wiedzę o nim należy szerzyć na wszystkie możliwe sposoby. Wyobraźcie sobie, że być może ktoś z nas kiedyś będzie potrzebował nowego serca czy nerki i że być może ktoś nam je odda. Nie powinnam lobbować, ale… może warto zarejestrować się jako dawca, aby móc pomóc jeszcze za życia?

Dlaczego nie ja?

Ariadna Szklarz stała się moją inspiracją, prywatną personifikacją Walkirii. Ta drobna, waleczna kobita wszem i wobec udowodniła, że życie po transplantacji serca nadal może być i jest piękne! Pokazała, że przeszczep nie zwalnia z marzeń, z bycia szczęśliwym i aktywnym. Autorka zrealizowała swoje marzenia; zorganizowała Ogólnopolski Marsz Nordic Walking im. profesora Zbigniewa Religi „Transplantacja: jestem na TAK” i „Transplant OK! Nordic walking on Bornholm” i przysięgam, że nie jeden z nas mógłby pozazdrościć jej pasji i radości życia!

„Kobieta z męskim sercem” jest także wnikliwym kompendium wiedzy o transplantologii, dlatego ja z  – głębin swojego serca, proszę – nie przechodźcie wobec tej książki obojętnie.

Ado, skąd w Tobie tyle siły, Ty cudowna, pozytywnie szalona kobieto?

Wykorzystuj każdą sekundę, minutę, godzinę, dobę, dzień, miesiąc, rok, lata które masz przed sobą. Zaraź sam siebie optymizmem, a następnie każdego kogo spotkasz na swojej drodze i nigdy, nigdy ale to nigdy nie poddawaj się!!!

Wszystkich pogubionych na życiowych zakrętach namawiam na odwiedzenie strony www.adrianaszklarz.pl, tam złapiecie wiatr w żagle.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here