Źródło: pixels

Lepsze spędzanie czasu? To oczywiście czas spędzany z książką – nie mam co o tego żadnych wątpliwości. My, miłośnicy książek, możemy czytać wszędzie i uwierzcie, że czasami warto wyjść z domu, żeby zaanektować sobie skrawek przestrzeni publicznej i tam zatopić się w lekturze.

Opuśćmy strefę komfortu…

…i znajdźmy sobie nową. Bo czemu nie? Jak długo można wciąż uklepywać pupą dołki na wysłużonym fotelu? Jak długo można pić kawę w tym samym kubku i gapić się wciąż na ten sam widok za oknem? Można długo, ale po co? Piękna pogoda zaprasza do opuszczenia domowych pieleszy i wypadało by odpowiedzieć na jej zaproszenie. Z książką w torbie, z okularami przeciwsłonecznymi na nosie, łapiemy za klamkę i… zastanawiamy się, dokąd pójść.

Mam nadzieję, że poniższy miniprzewodnik podsunie wam pomysły, gdzie i jak można spędzić wspaniały czas z książką.

Gotowi?

Park

Idąc do parku, nastawmy się na to, że połączymy przyjemne z pożytecznym. Choć ja określiłabym to raczej jako przyjemne z przyjemnym. Jeśli wiecie, że do najbliższego parku czy pełnego zieleni skwerku macie daleko, nie rezygnujcie ze spaceru. Raźny marsz wspaniale dotleni organizm i pomyślcie, jaką ulgę odczują wasze stopy, kiedy w końcu zajmiecie miejsce na upatrzonej ławce! Idealnie, kiedy trafi się ławka w półcieniu, bo skorzystamy podwójnie – można czytać bez mrużenia oczu, zaś pozostałe części ciała wystawić na pieszczotliwe działanie słońca. Park to miejsce, w którym można obcować z naturą w centrum miasta, napawać się ciszą, szumem wiatru i świergotem ptaków. Ponadto, jeśli mamy ochotę, zamiast na ławce, możemy wygodnie rozłożyć się na kocu, koniecznie z czymś pod głową, aby czytało się jak najbardziej komfortowo. Za poduszkę może służyć na przykład złożony sweterek albo torba.

Cmentarz

Proszę, nie otwierajcie oczu z taką zgrozą. Jakkolwiek kontrowersyjnie by to nie zabrzmiało, cmentarz jest cudownym miejscem do czytania. Panująca tam cisza i atmosfera zadumy sprzyjają temu, aby w spokoju przycupnąć sobie na ławeczce z książką w ręku. Z pełnym poszanowaniem dla miejsca pochówku, jeśli tylko macie na tyle podzielną uwagę, aby jednocześnie czytać i niespiesznie dreptać noga za nogą, ruszcie na powolną przechadzkę alejkami. Ja co prawda nie czytam często na cmentarzu, ale za to zawsze mam przy sobie notes, w którym co chwila zapisuję nowe pomysły do książki. I uwierzcie – nazwiska na płytach nagrobnych i wyobrażanie sobie kim byli, jak żyli nimi obdarowani, są niesamowitą inspiracją dla pisarza.

Och! Właśnie sobie przypomniałam, że dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, wymykałam się z uczelni na pobliski cmentarz, aby tam w spokoju uczyć się do egzaminu z historii sztuki!

Plaża

Jeśli macie tyle szczęścia, że mieszkacie nad morzem i kochacie je tak bardzo jak ja, możecie czuć się wybrańcami. Miejcie świadomość tego, że bardzo wam zazdroszczę! Miękkość piasku, szum fal i niepowtarzalny aromat soli tworzą najlepszą na świecie mozaikę wrażeń, które mogą umilić czas każdemu czytelnikowi. W słoneczne, acz wietrzne dni można rozłożyć namiot plażowy i z każdą przeczytaną stroną spojrzeć tęsknie na horyzont. Jeśli jesteście zmarzlakami jak ja, warto zabrać ze sobą termos z gorącą herbatą i kilka drobnych przekąsek (przaśna buła z jajkiem na twardo i plastrami rzodkiewki sprawdzi się doskonale!). Jeśli chodzi o dobór lektury do nadmorskiego czytania, polecam – o dziwo – horror. Przynajmniej będziecie mieli gwarancję, że szum fal nie ukołysze was do snu, zaś wy nie zaśniecie z książką na twarzy.

Kawiarnia

Uwielbiam! Często wymykam się z książką i zaskórniakiem w portfelu do kawiarni. Nikogo nie dziwi widok młodych ludzi ze wzrokiem wbitym w monitory swoich notebooków, zatem i my nie czujmy się skrępowani, przychodząc do kawiarni z książką. W towarzystwie aromatycznej kawy i – jeśli nie jesteście na diecie – smakowitego ciacha, możemy zapaść się w książkowy świat, a mimo to wciąż być otoczonymi przez ludzi. To wspaniałe miejsce dla kogoś, kto ma naturę introwertyka bądź ciężko nawiązać mu nowe znajomości. Dla kogoś, kto nigdy nie „zagai” pierwszy, a jednak chce być zauważony. Niewykluczone, że wpadniemy w oko komuś, kto także przyszedł poczytać, albo przystojnemu kelnerowi czy kelnerce. Kawiarnia pozwala jednocześnie na odcięcie się od świata i świadome, pełne zaciekawienia przebywanie w nim. A jeśli nikogo nie poznacie? Trudno. Najważniejsze, że gdzieś tam przy malutkim stoiku w kącie mogliście uciec w baśniową rzeczywistość, być duchem gdzie indziej, zaś ciałem pochylonym nad pyszną szarlotką.

Poczekalnia

Nieistotne czy jest to krzesełko przed gabinetem internisty, czy fotel w poczekalni u dentysty. Nie ma znaczenia, czy siedzicie właśnie w dworcowej poczekalni albo czekacie aż zostanie wywołany wasz lot – każde miejsce, w którym z zasady na coś się czeka, jest także miejscem, w którym czas można zabić czytaniem. Nie wyciągajcie wtedy smartfonów, nie wertujcie Facebooka, sięgnijcie po książki. Nawet nie obejrzycie się, a upiorne minuty, czy nawet godziny oczekiwania staną się pieśnią przeszłości. Przy dobrej książce czas zawsze mija szybciej. I milej! Dlatego, jeśli wiecie, że czeka was dłuższe „odstanie w kolejce”, zabierzcie ze sobą ulubioną powieść.

Tramwaj, autobus, pociąg, samolot

Czytanie w środkach komunikacji jest genialne, o ile trafi nam się miejsce siedzące (w samolocie zawsze). Choć zagorzałym wielbicielom literatury nie przeszkodzi ani tłok, ani zaduch, ani czyjaś pacha wciśnięta prosto w nos. Mam rację? Tramwaj czy autobus są tak samo dobrymi miejscami do czytania, jak inne. Jeśli jednak chodzi o stworzenie sobie nowej strefy komfortu… cóż, z tym bywa różnie. W czytaniu w środkach lokomocji chodzi zatem bardziej o umilenie sobie czasu podróży, nie zaś o wygodę czytania. Jednakże jeśli mamy wybór między bezmyślnym gapieniem się przez okno a zanurzeniem w powieść, to może jednak wybierzemy plan B?

Woonerfy, deptaki, ogródki

W mieście znajdziecie pełno miejsc, w których możecie zbudować sobie prywatną niszę czytelniczą. Dużo miast stawia na wygodne strefy dla pieszych, wyłączone z ruchu samochodowego. Są to woonerfy, deptaki i ogródki. W każdym z nich znajdziecie przestrzeń z ławeczką albo na tyle wygodnym krawężnikiem, żeby na nim przycupnąć i przeczytać choć dwa rozdziały ukochanej książki. Zazwyczaj wymienione przeze mnie strefy mają wspólny mianownik – zarówno woonerfy i deptaki pełne są… ogródków. Czy to puby, czy restauracje, lodziarnie, kawiarnie – w sezonie „wychodzą” na ulice, także rozszerzają swoją przestrzeń i dają nam, czytelnikom, jakże cudowne pole manewru. Możemy się z tą naszą książką w ręku przemieszczać od lokalu do lokalu niczym wytrawni weekendowi imprezowicze.

Trawnik

Ha! Zaskoczyłam was, co? Swojego czasu zainspirowały mnie trzy dziewczynki, które tuż pod moim balkonem, obok rozłożystego liliowego bzu, wyciągnęły kocyk i spędziły tam dobrych kilka godzin, bawiąc się lalkami. Wtedy pomyślałam, że ten kawałek trawnika mogłabym zaklepać i dla siebie. Zielona trawka, pachnący cudownie bez, który skrywa przed ciekawskimi spojrzeniami przechodzących obok ludzi – po prostu idealnie. Mogłabym ustawić tabliczkę z napisem „Intymny sektor czytelniczy”. Co prawda jeszcze nie zebrałam się na odwagę, żeby pójść przed blok z karimatą, książką i butelką wody mineralnej, ale wszystko przede mną.

A wy? Znaleźliście już swoje czytelnicze zakątki w przestrzeni publicznej?

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here