rok-we-mgle-michelle-richmond-recenzja-booknieci-okładka

Rok we mgle to dla Abby Mason niemal dwanaście miesięcy poszukiwań i igraszek z pamięcią. To wydłubywanie z siebie wspomnień, zakleszczenie w poczuciu winy, przekute w nadludzką determinację. Rok zwieńczony tym, co statystycznie wydawało się niemożliwe.

A miało być tak pięknie.

Czy trudno być dobrą macochą dla sześcioletniej dziewczynki? Czy kobieta, która dostała od losu wspaniałego mężczyznę z dzieckiem w pakiecie, poradzi sobie ze stworzeniem patchworkowej rodziny? Abigail Mason jest o krok od ułożenia sobie życia z ukochanym Jake’em i jego córeczką Emily, o krok od ślubu i wspólnych planów na przyszłość.

Kiedy jednak ze zbocza osuwa się drobny kamyk, zazwyczaj w ślad za nim idzie lawina. I taka lawina przysypała Abby pewnego wyjątkowego poranka, kiedy wybrzeże San Francisco zatonęło w gęstej jak śmietana mgle. Jedno mrugnięcie powieką, odwrócenie głowy, żeby popatrzeć za żałobnym konduktem czy przykucnięcie, żeby zrobić zdjęcie martwej foczki, może zmienić rzeczywistość i zamienić ją w niekończący się koszmar. Jedna chwila wystarczyła, żeby mała Emma wtopiła się w mgłę i zniknęła.

rok-we-mgle-michelle-richmond-recenzja-booknieci-okładka

Utonęła? Ktoś ją porwał? Co się z nią stało?

Jedynym naturalnym wyjściem dla rodzica, nawet przyszywanego, jest wzięcie na barki przygniatającego poczucia winy. Nie tylko tego, wypływającego z wnętrza, ale także tego, którym obarcza partner. Jak mogłaś? To pytanie zawisło między Abby a Jake’em jak siekiera. Jak mogłaś być tak nieuważna/głupia/zamyślona (skreślić dowolne), że straciłaś z zasięgu wzroku dziecko, które nie dość, że boi się wody, to jeszcze nie potrafi pływać?

Słuszne pretensje Jake’a oblepiły Abby jak zimny kisiel. Postawiona na nogi policja, jednostki poszukiwawcze, apele do potencjalnych porywaczy, wysoka nagroda za odnalezienie Emmy, tysiące rozdanych ulotek… nie przyniosły żadnych rezultatów. Związek Abigail i Jake’a zawisł na włosku. Nie potrafili poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, a każde z nich na własną rękę próbowało zaleczyć szok, smutek i rozdzierające poczucie straty. Ojciec Emmy zaczął szukać ukojenia w modlitwie, zaś Abby codziennie robiła rundę po parkach, parkingach i plaży, na której zaginęła dziewczynka. Nigdy nie straciła nadziei na odnalezienie dziewczynki żywej, a jej determinacja, wspomożona przez serdeczną sąsiadkę, wsparcie siostry i hipnozę, doprowadziła ją do pewnego punktu. Punktu, w którym to nie pamięć igrała w z nią, lecz ona z pamięcią.

Klatka po klatce

Zachwycił mnie sposób, w jaki autorka prowadzi narrację. Mimo opisu na okładce „Ocena za trzymanie czytelnika w napięciu? Najwyższa z możliwych – The Washington Post”, nie podrygiwałam ze zdenerwowania z każdą przerzuconą stroną. Wręcz przeciwnie; czytanie Roku we mgle przypominało raczej oglądanie zdjęć. Tak trochę bez chronologii, ułożonych w pozornym nieładzie. Nie bez znaczenia jest tu pasja Abigail – fotografowanie. Retrospekcje, które umiejętnie i we właściwym momencie, autorka wplata w powieść, są bezcenne. Rzucają światło, takie potężne jak reflektor nadjeżdżającego z ciemności pociągu, na całą fabułę. Arcyciekawe historie o pamięci i zapominaniu, o sile wspomnień, w końcu o tym, jakie pamięć płata figle, kiedy okazuje się, że fakty i sprawy, które tkwią w zakamarkach ludzkiego mózgu, były zupełnie nie takie, jak nam się wydawało, że były. Powieść Michelle Richmond jest zaskakującą literacką animacją poklatkową najwyższych lotów.

Rok we mgle

Niemal dwanaście miesięcy życia w kalejdoskopie rozpaczy i nadziei. Dni i tygodnie, podczas których Jake oddalał się od Abby, kobiety, którą przecież miał poprowadzić do ołtarza. Minuty i sekundy ciągnące się jak guma. Jałowe, miałkie. Ale to także rok, podczas którego Abigail nieustępliwie tropiła swoje własne reminiscencje. Poczucie trafienia na trop, który przecież, jak wszystkie inne dotychczas, mógł okazać się zaledwie łapaniem się brzytwy przez tonącego, wyzwolił w niej ogromne pokłady siły. To ona, nie Jake, nie dziwna matka Emmy, Lisbeth, okazała się tytanem poszukiwań. Wiara płonąca w Abby nie pozwoliła jej się zatrzymać, ani nabrać oddechu; kazała jej działać. Czy można pokochać dziecko, które dostaje się w pakiecie z ukochanym mężczyzną? Tak. Być może nawet bardziej, niż owego faceta.

rok-we-mgle-michelle-richmond-recenzja-booknieci-okładka

Szukajcie, a znajdziecie.

Powieść Michelle Richmond niesie ze sobą oczywiste przesłanie: nigdy nie wolno się poddawać. Ani, rzecz jasna, tracić nadziei. Człowiek postawiony przed ścianą, może utknąć tam po wsze czasy, pogrążając się w niemocy i marazmie, ale może też zacząć wydłubywać zaprawę spomiędzy cegieł. Bohaterka Roku we mgle wybrała drugą opcję. Czy było warto?

Lektura tej książki na długo pozostaje w pamięci. To jedna z tych powieści, do których chce się wracać, wertować je w skupieniu, w ciszy, z kubkiem kawy w dłoni. Konstrukcja książki jest cudowna, a fabuła zaskakująca. Rok we mgle nie trzyma w napięciu jak typowy thriller, nie można też określić jej mianem kryminału. Jest raczej niespiesznym odkrywaniem kart, aż do finału, którym jest przysłowiowy as w rękawie. Przyznam, że nastroiła mnie bardzo optymistycznie, choć zawiera ciężki ładunek emocjonalny, poruszając jeden z najtrudniejszych tematów – zaginięć dzieci. Rok we mgle mobilizuje do wejrzenia w siebie, bo naprawdę nikt z nas nie wie, jaka siła w nas drzemie i do jak wielkich czynów jesteśmy zdolni. Co więcej; nabrałam ochoty na fotograficzny plener!

Michelle Richmond „ustrzeliła” mnie w piękny, naprawdę wyrafinowany sposób.

Tych, którzy jeszcze nie mieli okazji sięgnięcia po Rok we mgle, z ogromną przyjemnością zachęcam do lektury, zaś wydawnictwu Otwarte dziękuję za możliwość przeczytania tej wyjątkowej książki.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here