„Bad Things. Tristan i Danika” – R.K. Lilley

Gdy woda zakocha się w ogniu, namiętność jest szaleństwem. Poukładana, miła dziewczyna i niegrzeczny, o kilka lat starszy chłopak. To z pewnością mieszanka bardzo wybuchowa. Może wynieść czytelnika w przestworza, otworzyć zupełnie inny świat i pochłonąć na długi czas. Czy aby na pewno? Jak to jest z książką autorstwa R.K. Lilley pt. „Bad Things”?

Danika miała wystarczająco dużo problemów w swoim życiu.

Sytuacje, w których się znajdowała, powinny sprawić, że nigdy nie zaangażuje się w ryzykowny związek. Jednakże wszystkie twarde zasady, których próbowała się trzymać, prysły niczym bańka mydlana w chwili, gdy poznała nowego „przyjaciela” – Tristana. Chłopak wtargnął w jej uporządkowane życie niczym pociąg pospieszny. W ciągu kilku dni życiem Daniki zawładnęło szaleństwo: grzeczne zainteresowanie przeistoczyło się w niesamowite pożądanie. Ono przerodziło się w miłość, a ta z kolei w prawdziwą obsesję.

Tych dwoje młodych ludzi teoretycznie nie może ze sobą być, a praktycznie nie może żyć bez siebie.

Dodatkowo, gdyby problemów było mało, w ich życie wkraczają demony z przeszłości, niewyjaśnione sprawy, stare kłopoty i dramaty. Wszystko się zaczyna komplikować, a dwójka bohaterów nie jest na to gotowa. Czy dadzą radę wspólnie pokonać przeszkody? Czy uprzedzenia mogą powodować bezsilność w człowieku? Czy można pokonać własny strach na tyle, by rozpocząć nowe życie i zapisać czystą kartę odpowiednią treścią?

Tak dużo treści, a tylko 366 stron…

Od razu wiadomo, że to tylko jedna z wielu części, jakie autorka przeznaczyła do opisania historii Daniki i Tristana. Czym zaskoczyła? Co na plus, a co niekoniecznie? Z przyjemnością spieszę z odpowiedzią. Kolejna powieść podobna do słynnych „50 twarzy Greya”? Boże, uchowaj. Na szczęście nie jest tak źle. Początek „Bad Things” wywołał we mnie dreszcze rozczarowania. Miałam wrażenie, że po raz kolejny spotykam się z książką napisaną na wzór popularnej historii pana o pięćdziesięciu twarzach. Bałam się, iż zacznę krzyczeć ze złości i irytacji, że znów w swoim recenzenckim dorobku muszę „mordować” opowieść, która niczym mnie nie zainteresuje, a co więcej – zmęczy i przywoła bardzo niecenzuralne słowa. Ale na szczęście Lilley się obroniła.

Pojawia się zalążek historii, która wciąga

Choć bohaterowie wydają się być na początku prości, przyzwyczajeni do swojej i pogodzeni z losem, wszystko przedstawia się inaczej. Czytelnik z biegiem czasu dowiaduje się, że pozory mogą mylić, bo nie wszystko jest takie kolorowe, jakby się mogło wydawać. Między dwojgiem przyjaciół zaczyna rodzić się relacja, której przebieg może zaciekawić niejednego odbiorcę. Zaczyna się niewinnie, nudno i prosto, ale nic bardziej mylnego – autorka ma w planach rozbudzić ciekawość czytelnika w swoim rytmie. Robi to stopniowo, napięcie wzrasta, a zainteresowanie jest na tyle duże, że „Bad Things” pochłania się w jeden wieczór.

Przyjaźń damsko-męska jest możliwa?

Danika i Tristan na początku zachowują się bardzo niewinnie. Są parą przyjaciół, którzy wieczorami wspólnie imprezują w lokalnych klubach i dobrze się bawią. Z upływem czasu zaczynają się poznawać, odkrywać swoje mroczne sekrety, wspierać się i wzajemnie pocieszać. Nie wiadomo kiedy między nimi pojawia się pożądanie, które nie jest sprzymierzeńcem relacji przyjacielskich. Spisują listę zasad i postanowień ich przyjaźni, jako pomoc w trudnej sytuacji, ale ten skrawek papieru także nie zdaje egzaminu. Potem ich relacja zaczyna się komplikować jeszcze bardziej. Pojawiają się mroczne tajemnice, przeszłość obydwojga puka do drzwi i robi się nie tylko trudno, ale także niezręcznie. Czy sobie poradzą?

Czekam na drugą część. Z niecierpliwością czy może jednak nie?

Zdecydowanie chciałabym wiedzieć, jak potoczy się dalsza historia głównych bohaterów. Autorka zainteresowała mnie do tego stopnia, że nie przejdę obojętnie obok kontynuacji opowieści o losach Daniki i Tristana. To nie jest romansowy banał, który zanudzi odbiorcę swoją przewidywalnością. Historia opowiedziana przez Lilley ma drugie dno, z którego płyną umoralniające wnioski i wiele interesujących treści.

Podsumowując

Polecam „Bad Things” wszystkim, którzy mają ochotę przeczytać książkę pod kocem w zimowy wieczór. Choć początek jest taki sobie, nie martwcie się! Napięcie rośnie. Osobiście bardzo chętnie przyjrzę się kolejnym częściom „Bad Things”. A Wam serdecznie polecam zapoznanie się z pierwszym tomem tej interesującej historii. To przygoda, której na pewno nie zapomnicie. Dajcie znać, czy się podobało. Czekam z niecierpliwością!

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares