“Kobieta z męskim sercem” – felieton Adriany Szklarz

Przesympatyczna, pełna energii i pozytywnego myślenia kreatorka, motywatorka, trener, coach. Organizatorka corocznego Ogólnopolskiego Marszu Nordic Walking im. prof. Zbigniewa Religi – Popieram transplantację! Autorka „Kobiety z męskim sercem” oraz „Przepisu na wspaniałe życie”. Kobieta, która otrzymała życie po raz drugi 5 listopada 2009 roku. Booknięci mają ogromną przyjemność przedstawić Wam felieton Adriany Szklarz, kobiety z męskim sercem.

Zima 2002 roku była piękna.

Nie tylko z uwagi na pogodę, ale fakt, iż właśnie w styczniu urodziłam syna. Zostałam mamą w wieku 28 lat. Wszystko w życiu miałam zaplanowane. Praca, kariera. Nawet macierzyństwo i to, aby moje dziecko urodziło się pod znakiem Koziorożca. Sądziłam, że praca jest głównym składnikiem szczęścia. W myśl tej zasady poświęciłam swój urlop macierzyński. Życie jednak pokazało mi, jak bardzo się myliłam. Mój syn miał sześć miesięcy, gdy znalazłam się w szpitalu z przerażającym jak horror wyrokiem. Zapalenie mięśnia sercowego. Rozpoczęła się moja najtrudniejsza życiowa droga.

Stałam się nie tylko matką, ale przede wszystkim pacjentką.

Pacjentką, dla której jedynym ratunkiem miała być transplantacja serca. Szpital, dom. Dom, szpital. Walizka przygotowana na nieoczekiwane wezwanie. Nie znasz dnia ani godziny. Cztery nieudane próby przeszczepienia, cztery spalone nadzieje. Ponad siedem lat oczekiwana na normalne życie. To był trudny czas. Odkrywałam w nim jednak inną siebie. Silną i waleczną. Adrianę, która uczyła się doceniać chwile spędzane z najbliższymi. Walczyłam z chorobą dla siebie, dla syna, dla rodziny. Pragnęłam być wspaniałą mamą. Zdrową, taką jak inne. Nie było mi łatwo, bo w tej walce zabrakło wsparcia mojego partnera.

Choroba dodatkowo deptała moją kobiecość.

Wciskała się w każdy centymetr mojego ciała. Nikłam. Przez te siedem lat zaprzyjaźniałam się z cierpliwością, pokorą i wiarą w drugiego człowieka, by 5 listopada 2009 roku dostać szansę na dalsze życie. Otrzymałam serce od mężczyzny, którego nie można było uratować. Historia zakręciła koło. Stałam się dzieckiem, które wymagało nieustannej opieki. Jako malutka, drobniutka, wycieńczona chorobą 35-latka w asyście maszyn, zdana byłam na najbliższych i personel medyczny. Nowe serce było zbyt silne dla wycieńczonego organizmu. Moje życie wciąż wisiało na włosku. Powoli wracałam do sił. Powoli wracałam do życia. Odradzałam się jako kobieta i matka. Moje nowe serce pozwoliło mi znowu być z synem, którego „kocham jak stąd do nieba i dalej jak trzeba!”.

Uczyłam się siebie na nowo.

Zmieniało się moje życie i moje myślenie o życiu. Przepełniała mnie wdzięczność. Rozpoczęłam swoją odnowę nie tylko fizyczną, ale i mentalną. Czas jaki otrzymałam po transplantacji intensywnie wykorzystuję. Moje przeżycia uzmysłowiły mi bowiem, że praca to nie wszystko. Cenniejszy od niej jest czas dla innych i dla siebie. Myślę, że właśnie dlatego w mojej duszy obudził się duch społecznika. Piszę książki, inspiruję, podejmuję wiele wartościowych inicjatyw, bo ważni są dla mnie ludzie. Cieszy się moje męskie serce, gdy są one zauważane i doceniane.

 

Pewnego dnia usłyszałam słowa Mike’a Litmana:

„Urodziłeś się by wieść nadzwyczajne życie, robić nadzwyczajne rzeczy, pomóc nadzwyczajnej liczbie ludzi”. One stały się moim życiowym kompasem. I czasami trudno mi uwierzyć, że musiałam przeżyć dramat, by odkryć swoją wartość i prawdziwy sens egzystencji. Teraz mam świadomość, że jestem nie tylko dla siebie, ale i dla innych, że jestem im potrzebna. Stałam się dojrzałą i spełnioną kobietą, otwartą na świat i wyzwania.

Po prostu delektuję się życiem.

  • Adriana Szklarz
5.00 avg. rating (97% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares