O książce, która była mi przeznaczona

Opowiem Wam o książce, która była mi przeznaczona. Tak, właśnie tak. Czasem są nam przeznaczeni ludzie, a innym razem… książki. Ludzie zupełnie przypadkiem kogoś poznają, tracą kontakt, odnawiają go po paru miesiącach lub latach. A co powiecie na fakt, że to samo dzieje się z książkami?

Mnie się zdarzyło.

Przez sześć lat szukałam książki, której tytułu, autora ani imion bohaterów nie pamiętałam. Aż w końcu trafiła do mnie sama, okazując się książką mojego, już wtedy ulubionego, autora. Brzmi skomplikowanie? To zacznijmy od początku.

Od dziecka uwielbiałam książki. Gdy inni rodzice zostawiali swoje pociechy w figlorajach w galeriach, moi odstawiali mnie do księgarni.

I tam też radośnie spędzałam godzinkę lub dwie, gdy rodzice buszowali po sklepach. Wtedy w moim mieście jeszcze nie było Empiku, więc pobyt w nim był dla mnie jedną z największych atrakcji. Kiedy zaczęłam dorastać nic się nie zmieniło i tak dziesięcioletnia Juleczka trafiła do działu z książkami dla młodzieży.

Zielona okładka w ciemnych tonacjach, mroczy widok, intrygujący tytuł.

To wszystko przyciągnęło mnie do tej książki. Absolutnie mnie urzekło i zaczęłam czytać. Pech chciał, że byłam wtedy za młoda na samodzielne zakupy, a moi rodzice za szybko po mnie wrócili. Po latach pamiętałam już tylko początek opowieści o trójce rodzeństwa w domu pełnym pająków. Nic więcej. Nie zapisałam tytułu. Przepadła.

Na nic poszukiwania, grupy i panie z biblioteki.

Kiedy po kilku tygodniach ochota na przeczytanie książki nie minęła, znalezienie jej okazało się już niemożliwe. Bez żadnych danych, oprócz koloru okładki, nie dało się znaleźć mojej utraconej, wymarzonej lektury. Ani w Internecie, ani w księgarniach w moim mieście. Po paru miesiącach nawet wróciłam do Empiku – na próżno. Po dwóch latach dołączyłam do grupy książkowej na Facebooku, gdzie członkowie szukali nawzajem zaginionych książek. Podałam znane mi informacje, czyli zieloną okładkę i wstęp. Nikt jej nie znał. Kiedy obeszłam z moim problemem okoliczne biblioteki, chęć pomocy otrzymałam w jednej. Tam dostałam do ręki wszystkie tomy ,,Serii niefortunnych zdarzeń”. Jednak to również nie było to.

Kobieta, która rozkochała mnie w książkach Zafona ma na imię Marta. I dzięki niej znalazłam niewyczerpane źródło inspiracji.

Pierwszą poleciła mi w 2016 roku, w wakacje. ,,Cień wiatru” Carlosa Ruiz Zafona rozkochał mnie w sobie od pierwszych linijek. Jednak nigdy nie zapomniałam o książce, która tak bardzo zapadła mi w pamięć, a której nie mogłam znaleźć. Z Martą przyjaźniłam się już wtedy wystarczająco długo i często opowiadałam jej, gdy fabuła moich snów działa się w starym, nadmorskim domu, oczywiście pełnym pająków. O książce jednak nie wspominałam. Po prostu straciłam nadzieję. Wiele moich opowiadań czerpało z twórczości Zafona, odkryłam magiczny realizm. Moja zaginiona książka odeszła na drugi plan. Byłam zbyt zajęta snami dziejącymi się w Barcelonie. Te o nadmorskim domu powoli ustawały.

Świąteczny cud.

W grudniu 2016 roku wymieniłam się z Martą prezentami świątecznymi. Nie miała pojęcia o moich kilkuletnich poszukiwaniach. Kupiła mi książkę ulubionego autora, w dodatku taką, gdzie wszystko zaczyna się w starym, nadmorskim domu. Zaczęłam czytać. Od pierwszych linijek wiedziałam. To była ta książka! Moja książka – ”Książę mgły”. Sny ustały, ale magia tej książki nie. Rozpoczęła moją przygodę z kolejnymi dziełami autora, zapadła w pamięć i sprawiła, że poczułam się spełniona. Misja przecież zakończyła się sukcesem.

Przeznaczenie doprowadziło mnie nie tylko do niej. A przy okazji stała się idealnym testem na dobrego chłopaka.

W 2018 roku, również zupełnie niespodziewanie, związałam się z człowiekiem, o którym parę miesięcy wcześniej wiedziałam niewiele ponad to, jak wygląda. Był takim ludzkim odpowiednikiem mojej zaginionej książki. Gdy jednak w końcu się odnaleźliśmy, dałam mu do przeczytania ”Księcia mgły”, żeby pokochał też książki, nie tylko mnie. Od tamtego momentu trochę już ich przeczytał, ale nadal najbardziej lubi Carlosa Ruiz Zafona. A ja, gdy słuchałam jego zachwytów nad książką, odkryłam jak przydatnym testem na dobrego chłopaka jest to, czego szukałam tyle lat.

Julia Chudecka

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comment *






shares